Stanisław Skowron – takim Go pamiętamy

174

Urodził się 7 maja 1925 roku w  miejscowości Szyce, gmina Pilica. Dzieciństwo spędził w pobliskim Zawierciu. W okresie II wojny światowej został wywieziony przez Niemców na przymusowe roboty na Dolny Śląsk, do dzisiejszej Lubawki. Jako niepełnoletni został oddany pod opiekę rodziny niemieckiej, którą później wspominał z wdzięcznością. Pracował w fabryce uzbrojenia. W dniu wyzwolenia został ranny w głowę odłamkiem pocisku, którego część nosił do dnia śmierci. Po wojnie wrócił najpierw do Zawiercia, a potem, wraz z rodziną przeniósł się do Trzebnicy.

Znaczną część swego życia zawodowego związał z Gminną Spółdzielnią „Samopomoc Chłopska” w Trzebnicy, gdzie pełnił także funkcję prezesa. Z moich lat chłopięcych (mój Tato był głównym księgowym w GS-ie) pamiętam dobrze jak wspaniale kwitło wtedy (przełom lat 50 – i 60 – tych) życie towarzysko – integracyjno – kulturalne. Zimowe wieczory spędzaliśmy w świetlicy (GS mieścił się w tym samym, co dziś miejscu), oglądając programy na jednym z nielicznych wtedy w Trzebnicy telewizorów. Ale była też rekreacja czynna – pasjonujące rozgrywki ping – pongowe. W okresie bożonarodzeniowym pracownicy GS wystawiali jasełka – z wielkim rozmachem, z bogatymi strojami i świetną interpretacją ról – pamiętam, że pan Stanisław grał pięknie rolę Marszałka. A w gorące letnie niedziele (bo soboty były wtedy dniami normalnej pracy), całymi rodzinami, jeździło się odpowiednio przystosowaną ciężarówką,  nad tamę w Sułowie, gdzie można było się kąpać, plażować i integrować.

Pan Stanisław Skowron był dobrze znany także ze swej pasji fotograficznej. Z zapałem i zaangażowaniem dokumentował życie Trzebnicy – małego miasteczka, z którym związał się na długie lata.

Parę lat temu poznałem jeszcze inną pasję pana Stanisława. Na corocznym spotkaniu kolędowym u Wacka Pilarczyka w Księgnicach zaprezentował piękną interpretację wzruszającego (i bardzo długiego) wiersza Marii Konopnickiej – listu syna, który z syberyjskiego zesłania pisze do swej matki. Brał także udział i zdobywał nagrody w konkursach recytatorskich dla seniorów, a w swoim repertuarze miał także wiersze Goethego (w oryginale).

Mimo poważnej choroby, o której wiedzieli tylko najbliżsi, pan Stanisław prowadził czynny i aktywny tryb życia. Był członkiem trzebnickiego Uniwersytetem Trzeciego Wieku, współpracował także z Towarzystwem Miłośników Ziemi Trzebnickiej. Uczestniczył w uroczystościach patriotycznych, często wzbogacając je swoimi recytacjami. Na kilka dni przed swoją, nagłą śmiercią cieszył się z nowego samochodu i z… mandoliny, instrumentu, na którym grywał w latach młodości, a który pomogli mu teraz kupić przyjaciele.

Nikt z żyjących nie może przewidzieć momentu, w którym dobiegnie kresu jego życie. Nigdy nie wiemy, czy przypadkowe spotkanie na ulicy z kimś, kogo znamy „od zawsze”, nie będzie spotkaniem ostatnim. Ale taka chwila nieubłaganie nadchodzi i nie będzie nam już dane posłuchać gry pana Stanisława na jego nowej mandolinie. Chyba, że stanie się to na innym, lepszym świecie.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here