Naładowani

165

Dziewczyny są uczennicami drugiej klasy Liceum Ogólnokształcącego nr  XIII, a Marlena Dumin jest mieszkanką Żmigrodu.

 

Całkiem niedawno sam skakał na koncertach. Teraz przy jego muzyce bawią się tysiące fanów. Autor hitów, których słuchają różne pokolenia. Od dziesięciu lat na scenie z zespołem Happysad.

 

Marlena Dumin, Patrycja Kulakowska: Każda z twoich piosenek jest oddzielną historią. Piszesz uczuciowo i emocjonalnie. Skąd czerpiecie pomysły?

 

Kuba Kawalec: Wszystko ma początek w obserwacji. Inspirują ludzkie historie. Stanowią zalążek, z nich bije najwięcej emocji. Potem jest inżynieria, trzeba dobierać słowa, bawić się zdaniami, obcinać, układać.

 

MD, PK: Wasze piosenki nacechowane są bardzo ładnie opracowanym erotyzmem…

KK: O, to dobrze. Mam wrażenie, że niewiele osób to zauważa (śmiech)

MD, PK: Pełno jakiś kobiet w tych waszych piosenkach.

KK: Gdyby nie kobiety to podejrzewam, że nikt by gitary do ręki nie wziął! Większość czynności życiowych, wiąże się z tym, że mężczyzna zaprogramowany jest aby imponować kobiecie. Zdobywanie jej to jedna wielka gra.

MD, PK: Grasz, żeby zdobywać?

KK: Podświadomie oczywiście tak jest. Płeć przeciwna jest motorem napędowym. Ale całe to zamieszanie daje ogromną frajdę, radość. Trafiliśmy do swojego zbiornika wodnego i tak nam w nim dobrze!

MD, PK: Które piosenki najprzyjemniej gra się na koncertach?

 

KK: Większe emocje budzą  świeże utwory, które nie są przejechane walcem koncertowym.

MD, PK:Naszym zdaniem żadne nie są przejechane.

 

KK: No tak.. ale gramy siedemset koncertów… Zagrać utwór który ma dwa akordy, choćby nie wiem, jak był piękną piosenką (na małej liczbie akordów są najpiękniejsze) to powtarzalność tego jest czasami nie do zniesienia. Fajnie się gra rzeczy bardziej skomplikowane, gdzie się musisz odpowiednio skoncentrować. Nie ma takich, których nie lubię grać.

MD, PK: Czasem jesteście porównywani do Strachów Na Lachy czy do Pidżamy Porno. Współpracujecie z ich liderem Grabażem.

 

KK: Grabaż jest jednym z naszych ojców chrzestnych. On się do nas odezwał jak nagraliśmy pierwszą demówkę. Bardzo mu się spodobało. Ale nie uważam żebyśmy byli do siebie podobni. Dobrze, że zespoły się różnią, to tworzy wartość dodaną do tego wszystkiego. Szanuję Grabaża i myślę, że w jakiś sposób mnie ukształtował. Słucham jego muzyki i przez niego polecanej. Kiedyś chodziłem albo organizowałem koncerty Pidżamy. Teraz wymieniamy się doświadczeniami.

MD, PK: Powiedział Ci kiedyś, że Twoja piosenka jest beznadziejna?

KK: Nie, nie! Szeroko pojęta kurtuazja wyklucza coś takiego (śmiech).T o byłoby niezręczne, ja sam nigdy nikomu nie umiałbym tak powiedzieć! Natomiast często pojawia się  ” o, zaj…sty kawałek” to strasznie miłe.

 

MD, PK: Pijesz wódkę, palisz, żeby napisać dobry tekst?

KK: Owszem, ale wódka jest okropna. Każdy inny alkohol jest lepszy i pyszniejszy, czemu ludzie tak piją tą wódkę, to ja nie rozumiem.

MD, PK: Przed, po koncertach?

 

KK: Rzadko się zdarza, żeby ktoś z zespołów których znamy wchodził na scenę pijany. Ostrożność. Ludzie płacą duże pieniądze za koncert, który musi mieć jakość! Wiadomo, że dziewięćdziesiąt procent tych, którzy grają w tych zespołach wyjdą i zagrają dobrze nawet w najcięższym stanie, ale to nie jest profesjonalne.

 

MD, PK: „Z pamiętnika młodej zielarki” opisuje bardzo „mocną” imprezę.

KK: Teraz już bym pewnie nie napisał takiej piosenki, wtedy wydawało mi się, że jest super. Ciągnęły się później za nami te „zarzygane szmaty”. Musiałem się grubo tłumaczyć z tego.

 

MD, PK: Pokazałeś jakiś fragment rzeczywistości…

 

KK: Tak, ale ktoś, kto tworzy powinien uważać na środki wyrazu. Pisząc nie zastanawiam się czy ludzie słuchając jej będą się rumienić, złościć, czy płakać.

 

MD, PK: Twórczość chyba powinna wywoływać reakcje wstrząsowe?

 

KK: Tak, tak. Ale im dalej w las, im dalej brniemy w tą „karierę” bardziej zwraca się na to uwagę. To zabija spontaniczność. Mimo wszystko, staramy się mieć jak najmniejszy margines na to, co robimy.

MD, PK: Fragmenty waszych piosenek można zaśpiewać w każdym momencie dnia, ciągle pasują do jakiś sytuacji.

 

KK: To są najlepsze słowa, jakie można od kogoś usłyszeć!  Miałem to samo tak za młodości mojej całkiem nie dawnej ! Myślałem sobie ” ja pierdziele, jakby to o mnie”.

MD, PK: Im dłużej tworzycie…

 

KK: Wiemy, że teraz ciężko było by napisać takie piosenki, jak na pierwszej płycie. One były bardzo proste, myśmy nie mieli żadnego doświadczenia, mniej sprzętu.

MD, PK: Ty się zmieniasz?

KK: Jak powstawały pierwsze piosenki miałem siedemnaście lat. Najwcześniej powstała chyba piosenka ” Trzydziesty raz”. Ciężko się nie zmienić przez ten wór doświadczeń, który gdzieś tam się uzbierał.

MD, PK: Przeczuwałeś, że całe przedsięwzięcie osiągnie takie rozmiary?

KK: No proszę cię, w życiu! Nagraliśmy demówkę jak kończyliśmy studia, każdy szedł do pracy. Wszystko działo się trochę przypadkiem…

MD, PK: To był bardzo dobry przypadek!

 

KK: Ja się cieszę, ale na tamten okres czasu nie były to dobre zmiany dla mnie. Ale suma summarum… a, takie gdybanie to moje ulubione zajęcie takie (śmiech)

 

MD, PK: Jak się ma wasza nowa płyta?

 

KK: Nagrana, obsłuchana. Zawsze mamy obiekcje przed wydaniem płyty. Będzie dwanaście piosenek, są dosyć długie. Podobno bardzo śpiewne, wbijające się w ucho. Nie wyszliśmy poza formę piosenkową. Brzmieniowo, nasi znajomi po odsłuchaniu mówili, że to inna płyta. Nam brakuje dystansu, żeby to poczuć. W niektórych momentach pozwoliliśmy sobie na odjazdy dźwiękowe. Cały czas mamy wiarę, że to piosenki, a nie jakieś narkotyczne pejzaże, które dla niektórych mogą być nie do zniesienia.

 

MD, PK: Fani dziko piszczą na twój widok, wysyłają ci listy pochwalno-miłosne?

 

KK: Przed, czy po koncercie normalnie rozmawiamy, na koncertach oczywiście piszczą. W klubach to nie jest fajne. Sto czterdzieści decybeli w ucho lewe – można zemdleć. W życiu nie dostałem pocztą żadnego listu. Kiedyś w mailach coś tam się pojawiało. Ale… oszczędzają nas niestety.

 

MD, PK: Gdzie wolisz grać?

 

KK: To bez znaczenia. Po zimie strasznie się czeka na plenery. Zimne piwko, kuso odziane kobiety. Wszystko kwitnie, o miłość się prosi. Później znowu wróciłoby się do tych dusznych klubów, gdzie atmosfera jest bardziej zagęszczona koncertowo i energetycznie.

 

MD, PK: Na koncertach dajecie ludziom dużo szczęścia.

 

KK: To działa w obie strony. My też ładujemy akumulatory. Grając koncert po dłuższej nieobecności na scenie można potem przeleżeć trzy tygodnie w łóżku, dostajemy tyle energii. To jest esencja, wisienka na torcie.

 

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here