Z dziennika rowerowej podróży

100

Kolejny dzień jazdy, kilkaset kilometrów „w nogach” i nagle wypadek, który może przekreślać dalsze marzenia o pokonaniu 4 tys. km. – Jadąc rozwaliły mi się pedały od roweru. Mamy tak wyliczoną trasę przejazdu, że nie możemy sobie pozwolić na dzień odpoczynku. Nieraz zdarzały nam się drobne awarie, np. Markowi „poszła” dętka, ale szybko udało się ją wymienić w najbliższym sklepie rowerowym. Mój przypadek był niestety o wiele poważniejszy. Byliśmy niedaleko Jarosławia, kiedy rozleciał mi się pedał. Już myślałem, że wrócę do domu, ale zadzwoniłem do mojego kolegi Marka Miturskiego. To jemu zawdzięczam mój dalszy udział w maratonie. W ciągu kilkunastu minut udało mu się załatwić faceta, który błyskawicznie przyjechał i naprawił mój rower. Tego mechanika załatwiał przy pomocy policji. Cała akcja była jak w  filmie, Marek zachował się prawie jak James Bond! – komentuje Roman Węglarski z trzebnickich Szerszeni.

Z kolarzami, którzy pokonują ten rowerowy maraton rozmawialiśmy w piątkowe popołudnie, kiedy odpoczywali po kolejnym dniu ostrej jazdy. Za sobą mieli już 9 dni podróży. Nocowali w uroczej miejscowości Ząb, położonej w powiecie tatrzańskim, niedaleko Gubałówki.Jest to jedna z najwyżej położonych wsi w Polsce, położona jest na  ok. 1000 m.n.p. m; (natomiast najwyższy punktu ulokowany jest na wysokości ponad 1040 m). To także rodzinna miejscowość naszego utalentowanego skoczka narciarskiego Kamila Stocha.

Według słów Marka Zadwornego jazda, mimo zmęczenia, nie sprawia im większych trudności: – Z Romkiem dogadujemy się znakomicie. Już po raz trzeci w towarzystwie kolarzy wybieram się w rowerowy maraton. Tym razem jednak moi kompani są świetnie przygotowani, nie zdarzyły nam się jak dotąd sytuacje kryzysowe, nie licząc tej ostatniej przygody Romka z zepsutym pedałem. W ubiegłym roku mój kompan nie dał rady przejechać 3777 km i na trzy dni przed końcem maratonu zjechał z drogi. W tym przypadku nie widzę takiej możliwości – mówi kolarz. Pan Marek martwi się jednak prognozą, jaką synoptycy zapowiadali na weekend. Właśnie wtedy pokonywali „górski” odcinek trasy. Na szczęście nie zapowiadano opadów, jednak wyjazd o godz. 5 rano, przy temperaturze zaledwie kilku stopni Celsjusza, nie należał do udanych. Panowie nie byli przygotowani na tak ekstremalnie niskie temperatury.

Kiedy pierwszy raz pokonywałem trasę maratonu dokoła Polski, w pewnym momencie miałem kryzys, ale już za drugim razem nie było takich sytuacji. W tym roku żaden z moich towarzyszy nie uskarżał się na trudy podróży, chociaż raz Romek już mi powiedział, że nigdy więcej tego nie powtórzy. Odpowiedziałem, że ja to samo mówię co rok – dodaje Marek Zadworny.

W piątek pokonali połowę trasy, ponad 2 tys kilometrów; codziennie w trakcie jazdy uzupełniają swój organizm energetycznymi napojami czy batonikami. Muszą zostawić sobie dużo sił na pokonanie trasy w górach, gdzie spotyka ich wiele stromych podjazdów. Jeden z nich, pod Nowym Targiem, wg słów kolarzy miał 16% stopnia nachylenia: – To jest porównywalne z wjazdem rowerem po klatce schodowej – dodaje Marek Zadworny.

Dodajmy, że przez cały czas podróży rowerzyści muszą uważać na trasie, poruszają się bowiem w ruchu otwartym: – Kierowcy różnie na nas reagują, jednak zdecydowanie jest więcej pozytywnych komentarzy z ich strony. Jesteśmy ubrani w specjalne stroje z narysowaną mapą przejazdu i informacją, że jedziemy w rowerowym maratonie. Dodatkowo Romek ma przypięte proporczyki z logo gminy. Niedawno jeden z kierowców trąbił za nami i życzył nam powodzenia. Bardzo dużo osób spotykanych przypadkowo np. w sklepie czy barach, gdzie robimy krótkie postoje, pyta się dokąd jedziemy. Kiedy opowiadamy, że uczestniczymy w rowerowym maratonie patrzą nas nas z podziwem – mówi Marek Zadworny.

W sobotę pokonali dystans o długości 200 km, wyruszyli z Zakopanego i zatrzymali się dopiero w Istebnej, natomiast niedzielną metą był odpoczynek w Nysie. Od Nysy pojadą przez sudeckie góry: Złoty Stok, Lądek Zdrój, Bystrzycę Kłodzką  i zatrzymają się w Radkowie. Jak dodaje Roman Węglarski, niewykluczone, że tam właśnie spotka się z kolegami ze swojego klubu kolarskiego Żądło Szerszenia: – Doszły mnie słuchy, że przyjadą do Radkowa, gdzie będą nas prowadzić przez pewien czas. Jeżeli to prawda, to będę bardzo zadowolony – dodaje trzebniczanin.

Potem będą pokonywać znacznie łagodniejszą część trasy, po górskich wojażach przejeżdżają przez część nizinną naszego kraju. Zakończenie rowerowego maratonu nastąpi w 16 dniu podróży; meta przygotowana zostanie w Gryficach, skąd na początku lipca wyruszyli w swoją daleką podroż.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here