Wieści z trzebnickiego grodu

321

W olimpijskich regatach wioślarskich w Helsinkach wzięło udział 404 zawodników z 33 krajów. Polska wywalczyła jeden medal – brązowy w konkurencji jedynek. Zdobył go Teodor Kocerka.

Zbigniew Żarnowiecki, syn Romualda i Antoniny Woźniak urodził się 15 kwietnia 1927 r. w Przemyślu. Przed wojną jego ojciec służył w 26. Pułku Piechoty w Gródku Jagiellońskim, a matka wraz z synem i córką przeniosła się z Przemyśla do Starachowic. Tam spędzili okupację. W 1943 r. Zbyszek wstąpił do AK i wziął udział w akcji Burza. Natomiast jego ojciec, w lipcu 1945 r. przybył do Trzebnicy, o czym powiadomił rodzinę, która do niego dołączyła. Zbyszek poszedł do liceum dla dorosłych i 12 lipca 1946 r. otrzymał świadectwo dojrzałości Liceum Ogólnokształcącego w Trzebnicy.

Zbigniew Schwarzer urodził się 12 stycznia 1928 r. w Poznaniu. Był synem Józefa Wojciecha (kapitana Wojska Polskiego) i Stanisławy Rygiel. Jego młodszy brat, Edward, przyszedł na świat 11 lutego 1929 w  Krotoszynie. W czasie wojny bracia zostali osieroceni. Ojciec zginął w Katyniu, a matka została zamordowana przez gestapo. Chłopcami zaopiekował się ogrodnik biskupa lwowskiego. Bracia zaczęli uprawiać sport we Lwowie, w latach 1944-1945. Na początku była to lekkoatletyka. W 1945 r., wraz ze swym opiekunem zostali repatriowani ze Lwowa do Trzebnicy i zamieszkali w Księginicach. W październiku poszli do liceum dla dorosłych w Trzebnicy. Maturę zdali w 1946 roku.

Przyjaźń przyszłych olimpijczyków, Żarnowieckiego i braci Schwarzerów, zaczęła się w trzebnickim liceum. Chodzili do jednej klasy i często wyżywali się w sporcie:  biegali, grali w piłkę ręczną i koszykówkę. Po maturze, pionierzy liceum trzebnickiego i Ziemi Trzebnickiej, udali się na studia do Wrocławia. Żarnowiecki na Politechnikę Wrocławską, Zbyszek Schwarzer na Wyższą Szkołę Wychowania Fizycznego, a Edward na Akademię Rolniczą. Mimo różnych kierunków studiów, wybrali jedną wspólną dyscyplinę sportową -wioślarstwo.

W 1946 r., razem zapisali się do sekcji sportów wodnych AZS Wrocław. Zwerbowali też Henryka Jagodzińskiego, kolegę z budownictwa. Na początku trenowali sami. Tak powstała słynna czwórka wioślarska.

Pierwszy poważny start odbył się 1948 r. we Wrocławiu, podczas akademickich mistrzostw Polski. W zawodach wzięły udział najlepsze zespoły z Krakowa, Warszawy Bydgoszczy, Torunia i Włocławka. Zwyciężyła nasza czwórka. Po tym sukcesie podszedł do nich trener zawodników krakowskich Jan Bujwid, syn Odona Feliksa Bujwida, pierwszego polskiego bakteriologa i powiedział: „Słuchajcie chłopcy, w ciągu dwóch lat zrobię z was mistrzów Europy. Warunek jest jeden – musicie się absolutnie podporządkować. Nie ma picia, palenia, i co tam jeszcze no wiecie……. Przenoszę się do Wrocławia i zaczynamy trening.” Odpowiedzieli jedynie -zgoda.

I rzeczywiście już wkrótce przyszedł wielki sukces – srebrny medal Akademickich Mistrzostw Świata, ale na dalszym rozwoju załogi zaważył fakt pozasportowy… w 1951 r., ze względów politycznych, trener został usunięty z uczelni. Wtedy trenowaniem zajął się Zbigniew Schwerzer, ale pod kontrolą Jana Bujwida. Na olimpiadę do Helsinek czwórka bez sternika pojechała bez szkoleniowca.

Jak wspomina Zbigniew Żarnowiecki:To, że w Helsinkach nie było z nami trenera bardzo zaważyło na naszych wynikach. Poza tym podczas transportu kolejowego przez ZSRR (Wilno, Leningrad) zniszczeniu uległa nasza łódź. Ktoś po niej chodził, ktoś ukradł brezent, była cała popękana. Zajęliśmy się nareperowaniem, ale wstyd było startować. Nieco wcześniej ktoś niby zamówił dla nas nową łódkę i ona do Helsinek dotarła, choć przeznaczona była chyba dla innej, lżejszej załogi.

No i na tej nieobjeżdżonej łodzi zajęliśmy w przedbiegach trzecie miejsce, tracąc 0,2 sek. do drugiej osady. A tylko dwie dostawały się do półfinału. Trafiliśmy więc do repasaży, które trzeba już było wygrywać. Pierwszy wygraliśmy ładnie, w drugim też byliśmy najlepsi, ale po nim fizycznie już wyczerpani. Dr Sidorowicz przebadał nas i powiedział: „Chłopcy, ja już wam nic nie pomogę. Przetrenowaliście się”. Taki był efekt braku trenerskiej opieki.

W finale nasza osada wyszła z bloków nieźle, początkowo płynęła jako druga. Szybko zaczęło jednak wychodzić „szydło z worka”. Ręce drętwiały, konkurenci zaczęli nas wyprzedzać. Piąta pozycja (…) Żadnych pieniędzy wtedy we wiosłach nie było. Myśmy tylko dostawali tzw. dożywianie – półlitrowy kubek mleka i dwie bułki z serem. To było nasze hobby po prostu, szukaliśmy ujścia dla temperamentu. Gdy mieliśmy już dyplomy skończenia studiów, ja poszedłem do Gliwic, do zakładu Łabędy. Edek wyjechał do gospodarstwa rolnego w Jeleniej Górze, a Zbyszek i Heniu zostali we Wrocławiu, nawet jeszcze kolejne igrzyska obskoczyli. Dobra to była dwójka, dryblasy.”

Zbigniew Żarnowiecki z igrzysk wspomina nie tylko sportowe emocje, ale również spotkanie z Grace Kelly, przyszłą księżną Monaco, która wraz z ojcem przyjechała kibicować swojemu bratu.

W dalszych latach różnie potoczyły się losy trzebnickich olimpijczyków. Zbigniew Schwarzer nie zrezygnował z wioślarstwa  i w 1956 r. wziął udział w następnych regatach olimpijskich w Melbourne. Wtedy startował w dwójce ze sternikiem (Henryk Jagodziński i sternik Bertold Mainka). Zajęli IV miejsce, przegrywając brązowy medal zaledwie o 0,02 sekundy. W 1957 r. został brązowym medalistą Mistrzostw Europy w Duisburgu. Był dziewiętnastokrotnym mistrzem Polski.  Po zakończeniu  kariery sportowej  w 1958 r., został nauczycielem akademickim na AWF  we Wrocławiu. Wydał też wiele publikacji z zakresu wioślarstwa i historii kultury fizycznej. Działał także jako szkoleniowiec; pełnił funkcję  wiceprezesa Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich. Zmarł  w 2008 r. we Wrocławiu. Miał wtedy 80 lat.

Jego brat Edward Schwarzer  mając poważne niedomagania ruchowe osiadł w Opolu i pisze obszerną kronikę rodzinną.

Inżynier mechaniki Zbigniew Żarnowiecki był siedmiokrotnym mistrzem Polski i srebrnym medalistą Akademickich Mistrzostw Świata w dwójce bez sternika. Dziś mieszka w Gliwicach. Jest  stale aktywny społecznie, pełni funkcję prezesem Stowarzyszenia Polskich Kombatantów im. gen. Stefana Grota Roweckiego z siedzibą w Gliwicach.

Pamięć o wrocławskich olimpijczykach kultywuje z powodzeniem Regionalna Wrocławska Rada Olimpijska. Co roku organizuje okolicznościowe spotkania.  W tym roku spotkanie z olimpijczykami miało miejsce 3 czerwca na pikniku na terenie Wrocławskich Wyścigów Konnych. Najstarsi wrocławscy olimpijczycy, na pamiątkę ich 60- lecia startu na Olimpiadzie otrzymali piękne pamiątkowe patery.  Byli wśród nich absolwenci trzebnickiego Liceum Ogólnokształcącego: Zbigniew Żarnowiecki i Edward Schwarzer.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here