Ksiądz profesor Antoni Kiełbasa – przyjaciel, nauczyciel, przewodnik

921

Szczęśliwy mąż,

który nie idzie za radą występnych,

nie wchodzi na drogę grzeszników

i nie siada w kręgu szyderców,

lecz ma upodobanie w Prawie Pana.

Jest on jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą,

które wydaje owoc w swoim czasie,

a liście jego nie więdną;

co uczyni, pomyślnie wypada.”

(Ps.1,1-3)

Ten fragment psalmu pięknie portretuje sylwetkę ś.p. księdza Antoniego Kiełbasy, Salwatorianina, który do niedawna współtworzył z nami (a raczej to my współtworzyliśmy z nim) kolejne numery „Brzasku”. Dzisiaj ten czas to czas przeszły. Odszedł od nas nagle późnym słonecznym popołudniem 15 lipca 2010 r., tak jak żył – ciesząc się kolejnym dniem, realizując swoje plany i pewnie z głową pełna nowych pomysłów. Bóg, który zna nas od zawsze i na zawsze, zabrał go do wiecznego życia od ukochanego biurka, stosów książek i prac, w chwili gdy zbierał jakże liczne i dobre owoce swojej pracy. Niewątpliwie, Pan zasadził go nad płynącą wodą, a on nieustannie rozrastał się rozlicznymi talentami i mobilizował do tego również innych. Był tytanem pracy (kiedy odpoczywał?! ile spał?!), a „wszystko co uczynił, pomyślnie wypadało”. Przy tym potrafił patrzeć daleko dookoła, a często nawet poza horyzont. Umiał cieszyć się pięknem, kochać ludzi i znajdować w nich to, co najlepsze. Służył, dawał siebie nie oczekując nawet przez chwilę zapłaty. Dzięki temu świat wokół niego był jakby lepszy, a niejeden z nas mógł w tej atmosferze zaczerpnąć głębszego oddechu. Zostawił po sobie nie tylko liczne książki, artykuły, ślady pamięci wykute w kamieniu, ale przede wszystkim szacunek, uznanie i dobre wspomnienia, które, między innymi, zrodziły niniejszy tekst. I niby wiemy, że wszystko ma swój czas, ale pozostała do dzisiaj tęsknota. Jednocześnie wspominając Księdza łapiemy się na tej niezwykłej prawdzie, która wypowiedział ks. Jan Twardowski: „Można odejść na zawsze, by stale być blisko.”

Pamięć o ks. Antonim nie zamiera. I w tym roku również odbyło się „Kiełbasiane Party” (organizowane na imieniny ks. Antoniego przez Duszpasterstwo Nauczycieli) w gościnnej Pustelni u ks. Władysława Mszala, gromadzące członków Duszpasterstwa Nauczycieli i przyjaciół. A w Gimnazjum nr 1 im. Ks. Henryka Brodatego pracowano nad projektem „Skarby Ziemi Trzebnickiej – ks. Antoni Kiełbasa”. W związku z tym tematem odbyła się w Gimnazjum nr 1 prelekcja Barbary Kołodziejczykowej, która pokazała inna „pogodną” stronę ks. Antoniego, przytaczając wiele wesołych anegdot z jego życia, które podkreślały Jego poczucie humoru i umiejętność radzenia sobie w krytycznych sytuacjach. Często potrafił on załagodzić spory i konflikty posługując się orężem humoru. Ks. Antoni często namawiał do wspólnego śpiewu i przytaczał wtedy słowa Johanna Wolfganga Goethego: Gdzie słyszysz śpiew, tam śmiało wstąp, tam dobre serca mają. Bo ludzie źli, ach, wierzaj mi, ci nigdy nie śpiewają.

Przesłaniem dla młodzieży były Jego słowa:: trzeba dbać o swoich przyjaciół i pielęgnować przyjaźń, bo to się zawsze liczy.

I jeszcze: Nie można się nigdy poddawać i przejmować się opiniami innych, a głowę trzeba trzymać zawsze do góry1

Ten kapłan, którego nagle i niespodziewanie powołał Pan do życia pozaziemskiego, był niezwykłym człowiekiem. Bardzo zasłużonym dla Kościoła i nauki. Mieliśmy niejednokrotnie okazję widzieć go podczas naukowych dyskusji, wygłaszającego referaty, uczestniczącego w sesjach naukowych, (które często sam inicjował). Był w swoim żywiole. I chociaż nie zawsze mógł zgodzić się ze zdaniem współdyskutanta, szukał tego, co łączy. Swoją postawą niejednokrotnie udowadniał, że to, co łączy, jest absolutnie większe od tego, co dzieli. Dostrzegał i szanował różne postawy, potrafił widzieć sytuacje w ich całej złożoności.

Zostawił po sobie bogatą spuściznę naukową. Dorobek, jaki może pochwalić się niewielu. Ksiądz Antoni był autorem lub współautorem wielu książek i drobniejszych publikacji dotyczących historii Salwatorianów a także modlitewników. Kiedy los związał go z Ziemią Trzebnicką i św. Jadwigą na wiele lat, do swoich coraz liczniejszych zainteresowań włączył skrupulatne badania nad życiem św. Jadwigi i jej rodziny. Dzięki niemu kult „naszej” świętej rozszerzył się nie tylko w kraju, ale i za granicą. Już za życia mówiono o nim: „wierny sługa św. Jadwigi” lub nieco żartobliwie: „zakochany w św. Jadwidze”.

Ze względu na związki naszego miasta ze św. Jadwigą, nawiązywał bliską współpracę z różnymi ośrodkami za granicą, z Andechs, Kitzingen i Goslar, budując prawdziwe mosty pojednania. Od lat ks. Antoni łączył zajęcia dydaktyczno-naukowe, służbę przy ołtarzu i prace administracyjne w Zgromadzeniu.

W latach 1975-1985 należał do zarządu prowincji polskiej.

W latach 1975-1978 i 1981-1985 pełnił obowiązki wikariusza prowincjonalnego i konsulatora prowincjonalnego w latach 1978-1981.

W okresie 1984-1987 był przełożonym domu w Trzebnicy oraz przez kolejne zastępcą przełożonym domu. W 2008 r. ponownie powierzono mu urząd przełożonego domy w Trzebnicy. Uczestniczył w sześciu kolejnych Kapitułach Generalnych Zgromadzenia od 1975 do 2006 r.

Naprawdę nie zdołałam zebrać tu wszystkich napisanych książek, wygłoszonych referatów, naukowych spotkań, powierzanych co chwilę ważnych urzędów, udziału w audycjach radiowych i telewizyjnych. Rzadko mówił „nie” ważnym gremiom, które zapraszały go z wielu okazji. Nie umiał, nie chciał urazić, nie potrafił sprawiać zawodu. O ileż większy mógłby być jego dorobek naukowy, gdyby w tych sprawach był bardziej stanowczy. Patrząc na minione lata z dzisiejszej perspektywy myślę, że zdawał sobie sprawę, iż nie da się wszystkiego przeliczyć na zapisane straty. Jako kapłan wiedział, jak potrzebna jest bliska chwila z drugim człowiekiem. I często to, co się w tej chwili wydarzało, na drugim planie stawiało niezapisane stronice.

Ci, którzy przebywali w otoczeniu księdza, widzieli, że kochał, to co robił i robił to z pasją, którą potrafił przekazywać innym. Zapalał nas do swoich pomysłów, a piękne było to, że pomagali mu ludzie w różnym wieku (od przedszkolaków po seniorów), ludzie różnych zawodów i o różnym wykształceniu, ludzie stojący w centrum Kościoła i spoza niego.

Ksiądz Antoni posiadł rzadką cechę mądrej tolerancji, którą musiał wynieść z rodzinnego domu z

Świętochłowicach. Od najmłodszych lat zmuszony stawać na przecięciu światów potrafił do siebie przyciągnąć wszystkich. W swoim kapłaństwie nie był natarczywy. Raczej starał się towarzyszyć każdemu w jego drodze, dawać nadzieję, szanować jego godność. Wiem, że niektórych w ten sposób prowadził do Chrystusa. Od śmierci Księdza brakuje nam kogoś takiego, jak on. Niekwestionowanego autorytetu, który najpierw uważnie i cierpliwie słucha, a potem zabiera głos celnie trafiając w sedno sprawy nie używając przy tym zbędnych słów, starając się nie ranić. I chociaż znany był ze swego krasomówstwa wiedział, że czasami lepsze jest słowo niosące pokój od tysiąca innych. Dobrze czuliśmy się w jego towarzystwie, bezpiecznie bo wiedzieliśmy, że zawsze pomoże, zapanuje nawet nad trudną sytuacją, znajdzie odpowiednie wyjście. Są wśród nas ludzie rozsiewający dobrą energię, do których chętnie lgniemy. Takim był ks. Antoni, stał na świeczniku i rozsiewał światło, a myśmy korzystali i grzali się przy nim, a co niektórzy nawet starali się świecić tym odbitym blaskiem. Bo ks. Antoni był darem ale i zadaniem dla wszystkich, którzy byli mu bliscy. Trzeba było starać się dorównywać do miary, jaką każdemu z nas przykładał – a każdego traktował indywidualnie. Jako kapłan – pracujący przy żniwie Pana niestrudzenie siał ziarno Królestwa Bożego głosząc, zapisując, a nawet wykuwając w kamieniu. Dzięki temu ziarno ma szansę wykiełkować i zaowocować nawet teraz, gdy zabrakło już tego niestrudzonego siewcy. Oprócz tego bogatego dorobku teologicznego, historycznego i licznych drobnych felietonów z prasy pozostawił po sobie wiele „kamiennych śladów”. Liczne tablice upamiętniające ważne osoby czy wydarzenia, popiersie św. Jadwigi w Ratuszu wrocławskim, odnowiona Rotunda Pięciu Stołów. Czy najważniejsze dwie ścieżki św. Jadwigi – duża (2007) i mała (2010), które mają pomóc spacerującym nimi ludziom w rozważaniu życia i cnót św. Jadwigi. Tak, niech ziarna kiełkują nawet wtedy, gdy już nas nie będzie. Siewca wie, że owoc przychodzi niezależnie od tego, czy jest dzień, czy noc, światłość czy ciemność.

To między innymi za sprawą ks. Antoniego w 2007 r. dekretem Kongregacji ds. Duchowieństwa ustanowiono w Trzebnicy Międzynarodowe Sanktuarium, a w 2010 r. ustanowiono św. Jadwigę Patronką Miasta. Dzień 16. X od roku 2010 jest świętem województwa dolnośląskiego.

Oprócz codziennych obowiązków kapłana oprowadzał także pielgrzymów po trzebnickiej bazylice nie ograniczając się jedynie do wiadomości z historii czy historii sztuki. Oprowadzając wychowywał i to każdą grupę „według potrzeb”, a wszyscy wychodzili oczarowani i pełni uznania dla wiadomości (i umiejętności) tego niezwykłego Przewodnika po czasie minionym, teraźniejszym, a nawet przyszłym. To z jego inicjatywy podchwyconej przez Towarzystwo Miłośników Ziemi Trzebnickiej odbyliśmy cykl 21 wykładów – wycieczek pod ogólnym tytułem „Zabytki na nowo odczytane”, gdzie poznawaliśmy tajemnice trzebnickiej bazyliki. To wszystko i tysiące innych spraw, pomysłów, spotkań o których mi wiadomo, których mogę się domyślać i o których zwyczajnie nie mogę mieć pojęcia, jako człowiek stojący „obok” – to wszystko miarą jednego człowieka! Taka dawka mogła by starczyć na niejedno życie i nic dziwnego, ze człowieka tej miary do dzisiaj nie dało się zastąpić.

Ksiądz Antoni przeszedł do wieczności w chwili, gdy zbierał dobre i liczne owoce swojego życia. Społeczeństwo lokalne, ale także najwyższe władze Polski, Niemiec i Austrii zdążyły jeszcze za życia ukoronować księdza Krzyżem Oficerskim, Orderem Odrodzenia Polski, Austriackim Krzyżem Honorowym w dziedzinie Nauki i Sztuki I klasy, Medalem Komisji Edukacji Narodowej, niemieckim Krzyżem Zasługi, katowicką nagrodą im. Juliusza Ligonia „za niezwykły wkład badawczy w poznanie dziejów Kościoła na Śląsku, popularyzację wiedzy historycznej o ziemi śląskiej i zwykłe ludzkie człowieczeństwo”.

Władze lokalne wyróżniły go godnością Honorowego Obywatela Trzebnicy i nagrodą „Zasłużonego dla Gminy Trzebnica”, w 1999 r. wygrał plebiscyt prasowy, na najbardziej wpływową osobę w powiecie, a sami trzebniczanie wybrali go na człowieka roku 1999.

.Bóg każdemu z nas dał życie, abyśmy dawali świadectwo Prawdzie. Pragnie, byśmy zostawili ślad w pamięci ludzi, których stawia na naszej drodze. Chce posłużyć się każdym z nas, by życie było piękniejsze, a nadzieja umocniona. Życie ks. Antoniego było piękne, zrobił wiele dobrego, a niektórzy jeszcze czują na swojej dłoni ciepło jego ręki i widzą uśmiech – coraz bledszy… niestety… Pewnie gdy pod koniec swojego życia spoglądał wstecz, widział ile piękna, dobra i radości było udziałem jego i tych, którzy obok niego żyli. Nasz przyjaciel, nauczyciel, przewodnik na ścieżkach wiodących do Tajemnicy Istnienia. On już ją zna, a my jeszcze wędrujemy, czasami nieco błądzimy, ale pod powiekami mamy to światło, które nie świecił pod korcem

. Chciałoby się powiedzieć: niech nas ono prowadzi na kolejne spotkanie po drugiej stronie tęczy.

 

 

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here