Przyszedł po pomoc, a policjant go zwymyślał

777

25 marca, w nocy z soboty na niedzielę pan Witold wracał z grilla u znajomych. Postanowił wstąpić do sklepu przy ul. ks. Bochenka, tuż koło fontanny, chciał tam kupić alkohol. Idąc mijał grupę młodych ludzi, którzy już wtedy go zaczepiali.  Gdy wyszedł ze sklepu, stali już koło niego.

Będąc na schodkach otrzymałem pierwszy cios. Zdążyłem na tyle uciec, aby się dostać na murek. Tam mnie pierwszy raz złapali, drugi raz się im wyrwałem i uciekałem w stronę parku. Tam jak mnie dorwali, to skopali tak, że straciłem przytomność – wspomina pan Witold.

Ludzie znajdujący się w okolicy widzieli to zdarzenie, ale nikt się nie odważył udzielić pomocy napadniętemu człowiekowi. Wszyscy się bali.

Słyszałem, że ta pani ze sklepu monopolowego dzwoniła na policję i powiedziała, że się biją. Podobno, z tego co mi mówił dyżurny, to policjanci byli tam na miejscu, ale mnie nie znaleźli. Przypuszczam, że albo patrolu w ogóle tam nie było, albo po prostu objechał dookoła park i pojechał nawet nie wchodząc do parku – dodaje poszkodowany.

Po odzyskaniu przytomności mężczyzna doczołgał się na policję. Udało mu się dojść tylko do bramy, dalej nie miał już sił, dlatego zaczął gwizdać i krzyczeć. Po chwili wyszedł dyżurny.

– Stanął nade mną z rękami w kieszeni i zaczął mówić, co ty …. (tutaj padło wiele niecenzuralnych słów). Powiedziałem do niego: „Człowieku pomocy!”. A on do mnie: „Co ty, kur…, pijaku jeb….”. Zaczął od wyzwisk. I nic więcej. Nawet do mnie nie podszedł. Nie uspokoił mnie. Dopominałem się cały czas o pomoc, o wezwanie pogotowia. A zostałem potraktowany jak śmieć. Do kogo ja miałem pójść i prosić o pomoc. Do straży pożarnej? – pyta rozgoryczony pan Witold. Na szczęście policjant wezwał w końcu pogotowie, ale cały problem polega na tym, jak źle na początku potraktował poszkodowanego człowieka. Dlatego też nasz rozmówca postanowił złożyć na niego skargę do Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. Na skutek odniesionych obrażeń mężczyzna trafił na Szpitalny Oddział Ratunkowy, a następnie na oddział chirurgii urazowo – ortopedycznej, gdzie przebywał cztery dni. Rozpoznano u niego złamanie kompresyjne trzonu kręgu, stłuczenie klatki piersiowej, głowy, prawego kolana i przedramion. Po wyjściu ze szpitala, jeszcze przez półtora miesiąca przebywał na zwolnieniu lekarskim. Gdy mężczyzna przebywał w szpitalu, na początku przyszedł do niego spisać zeznania policjant, który jeździ w patrolu. Zadawał pytania, głównie dotyczące tego, czy poszkodowany pamięta jak został potraktowany przez dyżurnego policjanta. I nic więcej. – Później przyszedł drugi. Opisałem mu całą sytuację, łącznie z zaginięciem portfela. A miałem tam około 600 zł, ponieważ część z tych pieniędzy wykorzystałem na kupno alkoholu, dowód, prawo jazdy, karty kredytowe. Była tam też książeczka honorowego dawcy krwi. To wszystko mi zginęło. Jak się ocknąłem po pobiciu, już nie miałem portfela. Nie sądzę aby mi wyleciał i gdzieś tam leżał. Na pewno mi go wyciągnęli i zabrali. Miałem przy sobie okulary, ich też nie było. A kolega zaraz po pobiciu tam poleciał, bo dzwoniłem do niego ze szpitala. Mówił, że nic na miejscu nie znalazł – opowiada. I dodaje po chwili: – Po jakimś czasie otrzymałem takie zawiadomienie, gdzie zawarta była tylko sprawa o pobicie, a nic nie było wspomniane o kradzieży portfela. A to już automatycznie obniża paragraf. Sprawa jest już dużo mniejszego kalibru. Próbowałem się z nimi skontaktować przez miesiąc. Cały czas byłem zbywany. Poza tym mówiono mi, że ja nie widziałem, że mi go ukradli, nie złapałem nikogo za rękę, itd. Dla mnie takie tłumaczenie jest po prostu śmieszne. Domagałem się dopisania kradzieży do moich zeznać, aż w końcu powiedziałem, że na pewno będę coś z tym robił. Robili wszystko, abym tylko nie uzupełnił moich zeznań. Poszkodowany ma więc pretensje do policji o zaniżanie wartości popełnionego wobec niego czynu. Oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Trzebnicy, Iwona Mazur potwierdziła, że takie zdarzenie rzeczywiście miało miejsce. W nawiązaniu do zapytania dotyczącego zgłoszenia pobicia i utraty portfela wraz z dokumentami rzecznik poinformowała nas, że: – W powyższej sprawie wszczęto dochodzenie z art. 158 kk, o czym pisemnie poinformowano poszkodowanego. Nadmieniam, że w przyjęciu zawiadomienia nie uwzględniono utraty portfela, gdyż sam poszkodowany nie był w stanie podać okoliczności jego utraty, co najprawdopodobniej spowodowane było stanem nietrzeźwości – 2 promile alkoholu w organizmie. Dodaję, że na prośbę poszkodowanego uzupełniono – dosłuchano poszkodowanego na tę okoliczność. Odnosząc się do skargi zgłaszającego, dotyczącej niewłaściwego zachowania funkcjonariuszy informuję, że w tej sprawie wszczęto postępowanie wyjaśniające. Przypomnijmy, że art. 158 kk mówi, że…”§ 1. Kto bierze udział w bójce lub pobiciu, w którym naraża się człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo nastąpienie skutku określonego w art. 156 § 1 lub w art. 157 § 1, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. § 2. Jeżeli następstwem bójki lub pobicia jest ciężki uszczerbek na zdrowiu człowieka, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8. § 3. Jeżeli następstwem bójki lub pobicia jest śmierć człowieka, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10. Jak powiedziała nam wczoraj Iwona Mazur, policja na ustosunkowanie się do zarzutów ma 30 dni, dlatego, odpowiedź uzyskamy nie wcześniej niż 15 lipca.

 

4 KOMENTARZY

  1. Pewnie tak było jak mówi poszkodowany. Policjanci wiedzą że nikłe szanse na znalezienie sprawców więc schodzą na przestepstwo niższego szczebla. Lepiej to wygląda w statystykach. Te statystyki słuzbowe wykonczą to społeczenstwo. ważne tylko ilości mandatów, legitymowanych, zabranych praw jazdy itp. Oczywiście napedzaja to przełożeni walczący o stołki i premie.

  2. trzebnicka komenda to burdel na kółkach.
    w marcu chciałam zgłosic kradzież, czekałam na korytarzu 15 minut i słuchałam jak panowie policjanci kłucą się kto mnie przesłucha- żadnemu sie nie chciało. dopiero jak straciłam cierpliwośc i zrobiłam im awanturę i powiedziałam że zgłosze to gdzie trzeba to znalazł sie chętny. Już nie wspomne o bluzgach które musiałam wysłuchiwac… chyba minęli sie z powołaniem..

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here