Dla żartu… ukradli nauczycielce samochód

416

Do tej skandalicznej sytuacji doszło w ubiegły czwartek, w godzinach przedpołudniowych. 16 latek i jego o rok starszy kolega postanowili zrobić kawał swojej wychowawczyni i zabrali z biurka kluczyki do jej nissana. W trakcie zajęć lekcyjnych wyszli ze szkoły i wsiedli do samochodu. Krótka przejażdżka zakończyła się poważną kolizją, w wyniku której pojazd doznał poważnych uszkodzeń – ma praktycznie zmasakrowaną lewą stronę. O zdarzeniu powiadomiono miejscowy komisariat: – W trakcie wyjaśniania okoliczności zdarzenia okazało się, że zatrzymani, bez zgody właścicielki, zabrali kluczyki i odjechali z parkingu, aby się przejechać. Wracając 17-latek stracił panowanie nad pojazdem i uderzył o krawężnik, dokonując uszkodzeń pojazdu. Obaj za swój czym odpowiedzą przed sądem, przy czym młodszy z zatrzymanych przed sądem dla nieletnich – powiedziała nam oficer prasowy Iwona Mazur.

Krótko po zdarzeniu, o tym przykrym incydencie dowiedział się dyrektor placówki Jan Czyżowicz. Dyrektor chciał jeszcze tego samego dnia porozmawiać z poszkodowaną, jednak kobieta skończyła już lekcje, natomiast uczniowie nie pojawili się w szkole. – Po południu udałem się na komisariat, żeby dowiedzieć się czegoś więcej. Zastępca komendanta poinformował mnie, że w tej sprawie prowadzone jest postępowanie wobec uczniów, którzy złożyli już stosowne wyjaśnienia. Dzień później zadzwoniła do mnie nauczycielka. Była zdenerwowana całą sprawą, mówiła, że poprzedniej nocy nie zmrużyła oka. Na moje pytanie o wyjaśnienia, odpowiedziała, że nie zauważyła kiedy uczniowie zabrali jej z biurka klucze od auta – dodaje dyrektor Czyżowicz.

Nie sprawiali kłopotów wychowawczych

Uczniowie, wobec których toczy się postępowanie wyjaśniające na co dzień uczęszczają do klasy I Zasadniczej Szkoły Zawodowej, mieszczącej się w placówce na ul. Willowej. Zarówno dyrektor, jak i szkolna pedagog zgodnie twierdzą, że wcześniej nie mieli z nimi problemów wychowawczych. Nie znaczy to, że wszystko było w porządku: – Obaj mieli wystawione zagrożenia z kilku przedmiotów na koniec roku, wyjaśniłem im w rozmowie, że powinni chodzić do szkoły i próbować poprawić swoje oceny – dodaje Jan Czyżowicz.

Dyrektor na drugi dzień po zdarzeniu oczekiwał na uczniów w swoim gabinecie, nie pojawili się jednak na dwóch pierwszych lekcjach. Potem do szkoły przyszła matka jednego z zatrzymanych, która poinformowała, że chłopcy są jeszcze przesłuchiwani na komisariacie. Wstępne wyjaśnienia przed dyrektorem złożyli dopiero po południu. – Zachowali się nagannie, złamali ewidentnie przepisy. W przeprowadzonej rozmowie niejasno się tłumaczyli: twierdzili, że chcieli zrobić głupi żart dla wychowawczyni. Potem przedstawiali tłumaczenia, że niby policja miała zapisywać numery pojazdów, które zaparkowane są przed szpitalem, w związku z czym nauczycielka dała im klucze, by odstawili to auto. To dość zawiłe wyjaśnienia, bo z jednej strony mówią o głupim żarcie, a z drugiej mówią o przekazywaniu kluczyków – dodaje Jan Czyżowicz. Dyrektor do wyjaśnienia sprawy powołał komisję wychowawczą, której przewodniczącą została Anna Mądra-Kras, szkolna pedagog. Zadaniem komisji jest przedstawienie raportu przed zbliżającą się Radą Pedagogiczną, która będzie zatwierdzać ostateczne oceny uczniów oraz opiniować ich ocenę z zachowania. To ten organ, postępując zgodnie ze statutem szkoły ostatecznie zadecyduje o konsekwencjach wobec uczniów. A ten incydent z pewnością odbije się na ich świadectwie. – Uczniowie najprawdopodobniej w środę (tj. kiedy mają planowe lekcje – przyp. autor), będą składali wyjaśnienia przed członkami komisji oraz będą odpowiadać na zadane przez nas pytania. To pierwszy tego typu, drastyczny przypadek w naszej szkole. Uczniowie swoim zachowaniem złamali kilka podstawowych przepisów szkoły: po pierwsze to się stało w czasie trwania lekcji, a oni oddalili się od terenu szkoły, byli nieobecni za zajęciach. Zapewne zostanie im za to wystawiona odpowiednia ocena z zachowania na koniec roku. Nasze postępowanie zakończy się do końca roku szkolnego, 25 czerwca zbiera się rada pedagogiczna i postaramy się, żeby gotowy raport z podpisem dyrektora przedłożyć przed obrady rady – wyjaśnia Anna Mądra-Kras. Zarówno dyrektor, jak i szkolna pedagog nie chcą teraz mówić o konsekwencjach wyciągniętych wobec uczniów. Na pewno kluczowe będą ich wyjaśnienia. Ponadto, równolegle ze sprawą toczyć się będzie postępowanie sądowe, którego wnioski okażą się kluczowe dla sprawy. Jeżeli potwierdzą się informacje, które ma już dyrektor, uczniom może grozić nawet zawieszenie w prawach ucznia. Póki co, organ prowadzący, w swojej ocenie będzie opierał się na statucie szkoły – najważniejszym dokumencie, według którego toczy się życie szkolne. Statut ten stanowi, że uczeń, który łamie ustalone przepisy może zostać ustnie upomniany, otrzymać naganę wraz z wpisem do dziennika, w ciężkich przypadkach grozi skreślenie z listy uczniów lub też przeniesienie do innej placówki. Jednak jeszcze nic nie zostało w tej sprawie przesądzone. Gorący temat – Ubolewam, że całe zdarzenie miało miejsce, ale tam gdzie jest wielu uczniów wiele się dzieje – tak mówi w rozmowie z nami dyrektor placówki Jan Czyżowicz. Gdy przyjechaliśmy do szkoły, by porozmawiać z dyrekcją, na korytarzach momentami słychać było ożywioną dyskusję. Inni w przerwie, będąc na podwórku wskazywali na miejsce, gdzie doszło do kolizji i śmiejąc się pod nosem mówili o „wyczynie” uczniów. Nie chcieli jednak komentować całego zdarzenia, tłumacząc, że o sprawie niewiele wiedzą lub też, że nie było ich tego dnia w szkole. Dyrektor podczas poniedziałkowego zebrania w pokoju nauczycielskim poinformował nauczycieli o zdarzeniu oraz o toku postępowania wyjaśniającego. – W tym tygodniu w trakcie godzin wychowawczych wychowawcy przeprowadzą rozmowę o tym skandalicznym zachowaniu uczniów, które mogło przecież doprowadzić nawet do zagrożenia życia – dodaje Jan Czyżowicz. Nam udało się namówić na krótki komentarz jednego z uczniów żmigrodzkiej szkoły. Chłopak o ksywce „Kisiu”, zapytany o to czy postąpiłby tak samo, odpowiedział: – Nie wiem co bym zrobił, może bym zrobił to samo. Człowiek nie jest nieomylny, może wszystko zrobić. – A więc ukradłbyś samochód i się nim przejechał? – zapytaliśmy – Nie wiem czy bym ukradł, naprawdę nie wiem co bym zrobił. Życie jest takie, że wszystko się może zdarzyć. W piątek zadzwoniliśmy do wrocławskiego kuratorium oświaty, gdzie zostaliśmy poinformowani o tym, że o sprawie nic nie wiedzą. Przedstawicielka kuratorium dodała, że nie muszą być informowani o przypadkach, w których nie dochodzi do zagrożenia życia. To samo w poniedziałek potwierdził nam dyrektor żmigrodzkiej placówki. Jednak w tym wypadku uczniowie przecież mogli stracić życie. Ciekawe jest też to, kto pokryje straty materialne za zniszczone auto. Wątpliwe, by ubezpieczyciel chciał pokryć szkody wyrządzone w takim incydencie. Kto pokryje straty nauczycielce? Uczniowie z własnej kieszeni, ich rodzice czy może szkoła? W poniedziałek dowiedzieliśmy się też, że podczas przesłuchania w sprawie dochodzą nowe wątki. Do tematu wrócimy. Reportaż filmowy będzie można już wkrótce zobaczyć na www.nowagazeta.pl i www.tvnowa.pl Komentarz: Czy to był żart? Doprawdy trudno pojąć tłumaczenia uczniów, którzy bez pozwolenia zabrali kluczyki od samochodu swojej wychowawczyni i bez jej zgody wsiedli do jej auta. Zniszczenie samochodu jest tylko przykrym, końcowym etapem tego wygłupu. Nie tak dawno sama byłam w ich wieku i miałam kolegów, którym czasem przychodziły do głowy pewne głupawe pomysły. Były jednak one innego kalibru – tzn. niesmaczne. Chłopcy nie raz na przerwie szczycili się, że wsypali kredę do pozostawionej przez nauczyciela herbaty na biurku, albo nawet… Cóż, być może te pomysły nie znalazłyby dzisiaj poklasku wśród młodzieży, więc trzeba pójść trochę dalej. Ale żeby od razu bez pytania odjeżdżać ze szkoły nieswoim autem? Ciekawa jestem czy po tym zdarzeniu odczuwają skruchę i czy nie jest im wstyd za swoje zachowanie. Uważam, że to nie było śmieszne zachowanie, tylko zwyczajnie szczeniackie i bezmyślne.

 

2 KOMENTARZY

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here