„Koko prześladowca” – najlepszym reportażem

266

Turniej reportażu organizowany jest od roku 2002, tegoroczna edycja była zatem jubileuszową – X. Przez osiem lat gimnazjaliści rywalizowali w kategorii reportażu prasowego, od dwóch lat komisja ocenia również fotoreportaże. – Do tej pory we wszystkich edycjach wzięło udział około 200 osób z siedmiu szkół powiatu trzebnickiego. Tematyka reportaży corocznie dotyczyła i dotyczy spraw środowiskowych, problemów nurtujących młodzież, ale też czasem zaskakująco wykracza poza nie. Stąd bardzo ciekawe reportaże o kampanii wyborczej, dystrybutorze napojów wzbudzających parę lat temu wielkie zaciekawienie wśród uczniów. Coraz częściej młodzież mierzy się z tematem choroby i śmierci – mówi Elżbieta Kostecka, polonistka Gimnazjum im. Macieja Rataja w Żmigrodzie, pomysłodawczyni i główna organizatorka konkursu.

Jury konkursowe jest inne niż w typowych szkolnych konkursach. Są nim zaprzyjaźnieni dziennikarze lokalnych gazet. Od lat współpracują z organizatorką na spotkaniach roboczych czy promując idee konkursu w prasie. Nie każdy wie, że przez kilka lat jurorem był Marek Łapiński, dziś poseł na Sejm, kiedyś wydawca Nowej Gazety Trzebnickiej. Zawsze wspomagali nas także inni dziennikarze tej gazety, a także „Wiadomości Żmigrodzkich” – dodaje organizatorka.

W tegorocznej edycji konkursu, w kategorii reportażu, wzięło udział 20 uczniów, natomiast prace w kategorii fotoreportaż przygotowało 10 uczniów. Jury w składzie: Aleksandra Nogała, (wicedyrektor Gimnazjum im. Macieja Rataja w Żmigrodzie), Małgorzata Kosińska, (Wiadomości Żmigrodzkie), Joanna Lewandowska, (NOWa) i Elżbieta Kostecka oceniało atrakcyjność tytułu, tematykę reportażu, realizację cech gatunkowych oraz język i styl prac. Po bardzo ożywionej dyskusji jury postanowiło nagrodzić prace następujących uczniów: I miejsce: Oliwia Rogala „Koko Prześladowca” (Żmigród), II miejsce: Aleksandra Klimkowska „Mieć trudne życie to wielki przywilej”- Żmigród, III miejsce ex aequo Agnieszka Żuk ” Polska krajem kwitnącej wiśni”  (Trzebnica) oraz Aleksandra Kicak „24 godziny na planie filmowym” (Oborniki Śląskie).

W  kategorii fotoreportaż odpowiednio miejsca zajęli I. miejsce: Nikola Telenga Prusie (Żmigród), II. miejsce: Marta Miszczuk (Prusice), III. miejsce: Aleksandra Klimkowska (Żmigród) oraz Małgorzata Kuracińska (Żmigród).

„Najtrudniejsze jest tworzenie, wszystko inne jest ucieczką przed trudnością tworzenia”- taką myśl zanotował w ostatnim, szóstym tomiku swoich Lapidariów wielki polski reportażysta Ryszard Kapuściński. Dzisiaj spotykamy się w gronie osób, które taką trudność podjęły. Każda podjęła wyzwanie, a swoje obserwacje, refleksje i oceny otaczającej rzeczywistości przelała na papier lub sfotografowała – powiedziała rozpoczynając uroczystość wręczenia nagród Elżbieta Kostecka.Wszyscy wyróżnieni gimnazjaliści otrzymali nagrody książkowe ufundowane przez Gimnazjum im. Macieja Rataja.

Gratulujemy zwycięzcom tegorocznej edycji konkursu, a wszystkim, którzy wzięli w nim udział dziękujemy za podjęcie trudu napisania reportażu, który jako gatunek dziennikarski uważany jest za najtrudniejszy, natomiast fotoreportaż wymaga nie tylko umiejętności technicznych, czysto fotograficznych, ale przede wszystkim umiejętności obserwowania świata.

 

Poniżej prezentujemy zwycięski reportaż Oliwii Rogali

 

Koko Prześladowca

 

Dźwięczny, niepohamowany śmiech mamy dobiegający z jej pokoju zakłócił moje oczekiwania na to, czy Katniss Everdeen zdecyduje się na zaufanie Peecie w trakcie 74. Głodowych Igrzysk. Chichot ten skutecznie zagłuszał rozterki bohaterki, wyzwalając przy okazji we mnie ciekawość poznania jego przyczyny. I to był właśnie ten moment, który mój Prześladowca wy-brał na wdarcie się do mego życia. Zawładnął moją świadomością. Właśnie wtedy dowiedziałam się, że  rywalizację o miano hymnu naszej reprezentacji na Euro 2012 wygrał ludowy zespół Jarzębina. Od tej chwili nękała mnie podrygująca w rytm nowego hitu myśl, czy aby na pewno na tę nazwę ten przebój zasługuje.

Wkrótce okazało się, że to nie tylko mój dylemat, gdyż utwór był na ustach wszystkich, dzieląc wyraźnie ich na jego zwolenników i zagorzałych przeciwników. Podobnie jak mama stwierdziłam, że rytmiczna, łatwo wpadająca w ucho melodia jest niewątpliwym atutem tego oficjalnego przeboju nadchodzących Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej, jednak  kiczowaty tekst jest dla mnie nie do przyjęcia. Jedno było pewne, Koko Prześladowca zaczął mnie dręczyć swą wszechobecnością, nie mogłam się od niego uwolnić, choć nie schlebiał moim gustom muzycznym.

Kolejny zwykły dzień w szkole. Słoneczna pogoda przyciągnęła miłośników świeżego powietrza na dwór, mamiąc ich obietnicą wytchnienia. Również i ja udałam się wraz z koleżanką na szkolne podwórko w poszukiwaniu odprężenia wśród znajomych z klasy. Szybko dostrzegłyśmy ich na jednej z ławek, więc podążyłyśmy w tamtą stronę. Już z daleka usłyszałam swego Prześladowcę i musiałam się mocno powstrzymywać, by nie zawrócić na pięcie i nie uciec, gdzie pieprz rośnie.

– Serio? – spytałam kolegów, gdy tylko do nich dotarłyśmy – Naprawdę wam się to podoba?

– Nie – roześmiał się jeden z nich, zaś drugi spojrzał na mnie, jakbym go mocno uraziła swoim pytaniem.

Z zaciekawieniem spytałam więc, dlaczego w takim razie tracą czas i energię na słuchanie tak żenującej piosenki, na wgranie której musieli  przecież poświęcić trochę czasu. Odpowiedź w sumie mnie nie zdziwiła, stwierdzili bowiem, że zrobili to dla żartu, bo przebój polskiej reprezentacji na Euro 2012 to kompromitacja. Niby kompromitacja, ale „Koko Euro Spoko” tłukło mi się jeszcze przez jakieś dwie godziny po głowie.

 Prosta odpowiedź mych kolegów zmusiła mnie do rozmyślań na temat fenomenu, jakim stał się hymn na Euro. Fenomen jest chyba jednak nieodpowiednim słowem na określenie tego, co dzieje się w telewizji i Internecie. Tuż po ogłoszeniu naszego narodowego hitu na Euro w całej Polsce rozgorzała zażarta dyskusja na temat jego wartości. I trwa ona do dnia dzisiejszego. Wzbudza kontrowersje, wypowiadali się w niej wszyscy – muzyce, politycy, eksperci z różnych dziedzin, sportowcy i przeciętni użytkownicy Internetu, bez względu na płeć czy wiek. Co ciekawe, wielu zdawało się być oburzonych wyborem (notabene dokonanym przez telewidzów) takiej piosenki. Pojawili się obrońcy, którzy tłumaczyli decyzję tym, że utwór sięga do korzeni,  promuje polską kulturę i tradycję. Przeciwnicy przeboju kontratakowali, zaciekle kłócili się, twierdząc, że to raczej „wiocha” i „siara”. Cały naród kipiał opiniami – głównie tymi negatywnymi na temat „Koko Euro Spoko”, a twórców oskarżono nawet o to, że utwór jest plagiatem „Koguta” Wojciecha Killara wykonywanego przez zespół Śląsk od lat 70-tych XX wieku. Szybko wyjaśniono, iż to nie plagiat, a jedynie utwór inspirowany melodią ludową, stąd podobieństwo.

Analizując zachowanie społeczeństwa, zdaje mi się, że chyba wszyscy są zawstydzeni piosenką, lub automatycznie ją znienawidzili wraz z ogłoszeniem werdyktu jury i nikt, prócz nielicznych obrońców, jej nie lubi. Tymczasem hymn stał się fenomenem wśród moich rówieśników. Osobiście zaś męczył mnie i prześladował, gdy podczas przerwy szłam szkolnym holem lub siedząc w ławce, słyszałam melodię podśpiewywaną tuż obok.

Kilka dni po trefnym wyborze hymnu sprzyjające rozleniwieniu popołudnie zachęciło mnie do wyjścia na spacer z przyjaciółką. Siedząc na ławeczce pod blokiem, toczyłyśmy  interesującą rozmowę o wszelakich nowościach filmowych. Nagle zza zakrętu wyłonili się nasi podwórkowi koledzy z podstawówki. Najstarszy z nich trzymał w ręku telefon komórkowy i podśpiewywał, a reszta mu wtórowała. Spojrzałyśmy na siebie z wyrazem niedowierzania, ale to działo się naprawdę. Mój Prześladowca znowu mnie wytropił!

 Nowy przebój zdawał się podążać za mną krok w krok. Podśpiewywali go moi koledzy z klasy i  z osiedla, wspominali o nim na lekcjach nauczyciele, słyszałam o nim wciąż w telewizji i radiu. Kiedy udało mi się już uwolnić od tej naprzykrzającej się piosenki i zbliżającego się powoli szaleństwa, nagle pojawił się przerywnik… w postaci mojego młodszego braciszka wesoło podśpiewującego „Koko Euro Spoko”. A jakże! Od niechybnej śmierci uchronił go prawdopodobnie fakt, że pod ręką miałam słuchawki, które szybko  wcisnęłam na uszy, dziękując niebiosom za ich istnienie.

 Natrętne „Koko Euro Spoko” wciąż za mną chodziło, aż w końcu postanowiłam stawić mu czoła. Zajrzałam na jedno ze znanych mi forów internetowych i zrozumiałam, że nie jestem odosobnionym przypadkiem. Wielu użytkownikom również zbrzydło słuchanie tego hitu, niektórzy się zdystansowali do niego, przestali reagować jakimikolwiek emocjami na nowe wieści o nim, a jeszcze inni – podobnie jak ja – obracając wszystko w żart, zaczęli zastanawiać się nad tym, w jaki sposób, nawet najbardziej niedorzeczny, skutecznie odseparować się od świata zewnętrznego na czas Euro rozgrywanego przy wtórze kibiców z polskim przebojem na ustach.

 O szlagierze na Euro 2012 mogę z pewnością powiedzieć, że co się stało, to się nie od-stanie. Niewątpliwie nie można koło niego przejść obojętnie, poruszy każdego. Sądzę, że jak każdy chwilowy hit, tak i „Koko Euro Spoko” odejdzie wkrótce w niepamięć i uwolni mnie od siebie. A przynajmniej mam taką cichą nadzieję.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here