Wjechał pod wiadukt

130
Wiadukt na szczęście nie został zniszczony, w przeciwieństwie do samochodu dostawczego.

We wtorek, chwilę po godz. 13 w trzebnicki wiadukt „wbił” się kierowca dostawczego samochodu. Informację o tym zdarzeniu przesłał na nasz redakcyjny mail Czytelnik: „05.06.2012 r. przed godz.13., pod nieszczęsny wiadukt na ul. Wrocławskiej nabił się kolejny zbyt wysoki samochód ciężarowy. Zarządca drogi – Urząd Miasta Trzebnica trzy miesiące temu próbował oznakować to miejsce przez uzupełnienie znaków uchylnych na bramownicach umieszczonych po obu stronach wiaduktu. Znaki wieszała tak solidna firma, że następnego dnia wszystkie pospadały. Tym odcinkiem ul. Wrocławskiej przejeżdża czasem i Straż Miejska która myśli tylko o rozstawieniu fotoradaru do pomiaru prędkości a nie widzi nieprawidłowości w oznakowaniu tak pechowego miejsca.”.

Kiedy udaliśmy się na miejsce samochód z kierowcą znajdował się niedaleko miejsca zdarzenia: – Zostanie ukarany mandatem kredytowym, twierdził, że jechał zbyt szybko i nie zauważył znaku – powiedział policjant, który był na miejscu zdarzenia. Z nieoficjalnych źródeł wiemy, że jeden z pracowników, który akurat robił kontrolę stanu technicznego urządzeń zauważył, jak kierowca wjeżdża pod wiadukt od strony ronda. Początkowo zmieścił się pod przejazdem, jednak tuż przy wyjeździe jezdnia jest lekko podniesiona i wtedy właśnie zahaczył o nią przyczepą.

Uszkodzenia nie były jednak poważne, więc ruch szynobusów nie był wstrzymany. Na miejsce jednak udali się eksperci z komisji PKP, którzy ocenili uszkodzenia wiaduktu: – Musiał otrzeć się o konstrukcję naczepą, która wypełniona była otuliną, bo pianka została jeszcze na wiadukcie. Wszystko jest jednak w porządku, ten wiadukt jeszcze niejedno wytrzyma!

To już kolejny raz, kiedy z winy kierowcy dochodzi do uszkodzeń. Chociaż przed przejazdem znajduje się znak informujący o dopuszczalnej wysokości pojazdu, to jest tak niefortunnie ustawiony, że kierowca, który zauważy go w ostatniej chwili nie ma możliwości ucieczki. W takim wypadku musi liczyć tylko na to, że jego samochód jakimś cudem zmieści się pod wiaduktem. Jeżeli cud nie nastąpi, wówczas samochód będzie mocno zniszczony..

W lutym zarządca drogi – a jest to droga gminna – podjął próbę ostrzeżenia kierowców, którzy przejeżdżają wysokim samochodem ul. Wrocławską. Z dwóch stron postawiono ograniczniki (arkusze z blachy, montowane niżej od najniższej wysokości wiaduktu). Jeżeli kierowca, który przejedzie pod takim znakiem i usłyszy charakterystyczny brzdęk, wie, że jego samochód nie zmieści się pod przejazdem. Ograniczniki wisiały tylko ….48 godzin: – Nikt nie zwracał na nie uwagi; kierowcy mimo wszystko przejeżdżali samochodami pod wiaduktem. Nie ma sensu wydawać na nie pieniędzy, skoro kierowcy nie zwracają uwagi na ograniczniki. Znaków ostrzegawczych o dopuszczalnej wysokości też jest sporo. Wcześniej policja naliczyła pięć na trasie z Wrocławia do Trzebnicy, nawet w Będkowie jest znak mówiący o dopuszczalnej wysokości. Od strony miasta też taki znaków nie brakuje. Jednak jeżeli kierowca jest nieostrożny, wówczas i tak nic go nie uratuje – powiedział nam Zbigniew Zarzeczny z wydziału inwestycyjno-technicznego.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here