Wyrok za wyborcze oskarżenia

680

Do zajścia doszło podczas wyborów samorządowych 21 listopada 2010 roku w lokalu komisji wyborczej, mieszczącym się w szkole w Pęgowie. Ok. godz. 18 weszli tam Joanna, Maria i Alojzy O. Był także ich brat i syn Krzysztof. Gdy Joanna z rodzicami zobaczyli, że w komisji zasiada Stanisław H., zaczęli wykrzykiwać, że jest on z pewnością pijany, i że był wcześniej karany. Słyszało to pozostałych czworo członków komisji oraz inne osoby, które w tym czasie brały udział w głosowaniu.

W  pewnym momencie oskarżeni podeszli do wiceprzewodniczącej komisji wyborczej i zażądali, aby zadzwoniła po policję, w celu zbadania alkomatem Stanisława H., gdyż „był wcześniej na libacji alkoholowej i jest na pewno pod wpływem alkoholu”. Wszyscy troje twierdzili również że H. ma wyrok.

Wiceprzewodnicząca komisji, po konsultacji z dyżurującym w urzędzie gminy urzędnikiem zadzwoniła po policję. Gdy po 30 minutach przyjechał patrol, Stanisław H. dobrowolnie poddał się badaniu, które wykazało, że jest całkowicie trzeźwy. Wtedy Joanna O. zażyczyła sobie, żeby pomawianemu dodatkowo zbadać krew, jednak policjanci odmówili.

Jak ustalił sąd, Stanisław H. w przeddzień wyborów, nie uczestniczył w żadnej libacji, a także 21 listopada 2010 r. nie był osobą karaną w rozumieniu kodeksu karnego.

Oskarżeni: Joanna, Maria i Alojzy nie przyznali się do zarzucanych im czynów.

Jak wyjaśnił Alojzy, w lokalu wyborczym tylko głosował, a na pomówionego członka komisji w ogóle nie spojrzał. Według niego o wezwaniu policji miały zadecydować żona z córką. Maria O. wyjaśniła, że gdy zobaczyła w lokalu Stanisława H., była zgorszona, gdyż od syna wiedziała, iż dzień wcześniej spożywał on alkohol. Skonsultowała się z córką Joanną i razem stwierdziły, że „muszą coś zrobić”. Zażądała, żeby H. przebadać na zawartość alkoholu, bo jej zdaniem, miała do tego prawo. Poinformowała także wiceprzewodniczącą, że pomawiany ma wyroki sądowe. Ponadto Maria O. stwierdziła, że jej mąż i syn w ogóle się nie odzywali i w zajściu nie brali udziału. Joanna O. wyjaśniła, że rzeczywiście po oddaniu głosu podeszła do członków komisji i spytała się, czy osoba skazana prawomocnym wyrokiem i spożywająca dzień przed wyborami alkohol może być członkiem komisji wyborczej. Ponieważ nie otrzymała odpowiedzi, zadzwoniła do „burmistrza Adama Stockiego, z którym była w jednym komitecie wyborczym” i on jej wyjaśnił, że jej matka, jako pełnomocnik ich komitetu, ma prawo żądać przebadania członka komisji na zawartość alkoholu. Joanna O. stwierdziła jednak, że rozmowy były prowadzone cicho i nikt ich nie słyszał. Swoje zachowanie tłumaczyła tym, iż sama kandydowała i nie chciała, by osoba, która dzień wcześniej spożywała alkohol – co sama widziała – przeliczała głosy. Zeznający jako świadek oskarżyciel prywatny Stanisław H. stwierdził, że oskarżeni, gdy tylko weszli do lokalu i zobaczyli go, zaczęli krzyczeć, „ten pan jest pijany, ten pan jest karany”. Dodał, że czuł się upokorzony, gdyż „zrobili z niego pijaka” w obecności innych wyborców, i że do dnia procesu musiał się tłumaczyć z tego zajścia mieszkańcom wioski. Dwoje członków komisji potwierdziło, że Joanna, Maria i Alojzy O. zachowywali się głośno i oskarżali Stanisława H. o to, że jest pijany. Przed sądem zeznawał również Radosław O., drugi brat i syn oskarżonych. Miał on widzieć dzień wcześniej w Urazie Stanisława H. z Czesławem T. i czuł od nich woń alkoholu. Sąd jednak nie dał mu wiary, ponieważ Czesław T. zeznał, że nie widział się tego dnia z Stanisławem M. Również żona i córka Stanisława M. potwierdziły, że w czasie, gdy mąż i ojciec miałby być w Urazie przebywał w domu i tego dnia w ogóle nie spożywał alkoholu. Sąd Rejonowy 11 listopada 2010 r. stwierdził, że wykrzyczenie przez trójkę oskarżonych, iż pokrzywdzony jest pijany i do tego jest osobą karaną, mogło nie tylko poniżyć Stanisława H. w opinii publicznej, ale także miało ewidentnie na celu uniemożliwienie mu sprawowania funkcji członka komisji, i zachowanie takie naraziło go na utratę zaufania nie tylko współczłonków komisji, ale przede wszystkim wyborców, którzy wtedy przyszli głosować. Czyn ten został, zdaniem sądu, popełniony umyślnie, a oskarżeni wiedzieli, że ich słowa zniesławią pokrzywdzonego. Sad pierwszej instancji, biorąc pod uwagę możliwości zarobkowe sprawców,wymierzył Joannie, Marii i Alojzemu O. grzywny w wysokości po 600 zł oraz zasądził na rzecz pokrzywdzonego kwoty po 820 zł, tytułem zwrotu kosztów zastępstwa procesowego. Zdaniem sądu pomimo wcześniejszej niekaralności oskarżonych, brak było przesłanek do skorzystania z instytucji warunkowego umorzenia postępowania, czy chociażby warunkowego zawieszenia wykonania kar. Zarówno oskarżeni, jak i oskarżyciel odwołali się od wyroku. 20 marca br. Sąd Okręgowy we Wrocławiu podtrzymał karę grzywny, ale uchyli orzeczenie o kosztach procesu należnych oskarżycielowi prywatnemu, obniżając je do wysokości 711 zł, które cała trójka musi zapłacić solidarnie. Zarówno oskarżyciel, jak i skazani będą musieli zapłacić wspólnie koszty sądowe za postępowanie w II instancji – po 60 zł od osoby.

 

2 KOMENTARZY

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here