Handel za pouczenie

53

 Miejsca tego owocowego handlu od lat pozostają niezmienne – murek przy ul. Ignacego Daszyńskiego oraz parking niedaleko Urzędu Miejskiego. Naszą redakcję dwukrotnie odwiedził trzebniczanin zdenerwowany prowadzeniem w ten sposób drobnej działalności zarobkowej: – Cały dzień zajmują miejsca parkingowe, by sprzedawać owoce. Wiadomo, że w mieście jest problem ze znalezieniem miejsca dla samochodu, a tymczasem oni zajmują te miejsca i jeszcze na tym zarabiają. Ciekawe, czy rozliczają się z urzędami z prowadzonej działalności. Jednak to, co mnie najbardziej wkurzyło to zachowanie straży miejskiej. Widziałem, jak wlepiają mandat kobiecie, która zaparkowała niedaleko urzędu. Tymczasem kilka metrów stali handlarze, którzy nie otrzymali mandatu. Przecież sprzedają pod okiem strażników! Zdenerwowałem się tą sytuacją i zgłosiłem sprawę do straży – powiedział nam trzebniczanin.

Komendant Straży Miejskiej przyznaje, że otrzymywał w tej sprawie skargi od mieszkańców, dodaje także, że strażnicy kontrolują miejsca, gdzie handlują działkowcy i spodziewają się większej ilości podobnych zgłoszeń: – Sprawy kończą się zwykle pouczeniem. Informujemy mieszkańców o tym, że by mogli prowadzić działalność na terenie gminy muszą uzyskać odpowiednią zgodę. Nie będziemy karać działkowców, którzy sprzedają wyhodowane przez siebie owoce. W takim przypadku zwykle kończy się pouczeniem, ponieważ prawo trzeba oceniać pod kątem społecznej szkodliwości czynu. Był taki przypadek, kiedy ukaraliśmy sprzedawcę handlującego cytrusami – ich nie mógł przecież wyhodować. Kontrolujemy handlarzy „pod kątem” posiadanych wag, czy są legalizowane, bo używanie niezalegalizowanych jest zabronione. Natomiast Urząd Skarbowy może kontrolować tych ludzi „pod kątem” wnoszenia opłaty skarbowej za prowadzoną działalność – wyjaśnia Krzysztof Zasieczny.

Komendanta zapytaliśmy także o to, czy karze podlegają ci handlarze, które przez większość dnia zajmują miejsce parkingowe, tylko po to żeby handlować „z bagażnika” owocami. Usłyszeliśmy, że…też są pouczani. W tym przypadku nie można im wręczyć mandatu. Zmieniły się bowiem przepisy o zajęciu pasa ruchu drogowego, karanego w drodze postępowania administracyjnego. Gdyby dziś na parkingu ktoś postawił namiot i handlował tam owocami, wówczas podlegałby karze grzywny.

Lekarstwem „Mój Rynek”

Co roku, kiedy działkowcy zaczynają sprzedawać owoce i warzywa z własnego ogródka, nasza redakcja otrzymuje skargi od niezadowolonych mieszkańców. „To miejsce jest niedozwolone dla handlu. Przecież tam nie ma nawet jak przejść. Co chwilę ludzie się zatrzymują i tarasują chodnik. Jak można w centrum miasta robić taki bazar. To co się tam dzieje, nadaje się po prostu do telewizji. Daszyńskiego to bardzo ruchliwa ulica, a przez ten handel nie można nawet przez nią przejść. Tym bardziej przez chodnik. Jak burmistrz może na takie coś pozwalać” – to tylko jedna z wypowiedzi trzebniczan, którzy skarżyli nam się na handlarzy przy murku. Burmistrz zapowiedział wówczas, że w tym miejscu utworzy mały plac targowy, tzw. „Mój Rynek”, projekt finansowany ze środków z Unii Europejskiej (podobne miejsce powstanie np. w Obornikach Śl.). Zlecono opracowanie dokumentacji projektowej. Niestety, ten plan nie będzie mógł zostać zrealizowany, ponieważ konserwator zabytków nie wyraził zgody na utworzenia w tym miejscu małego targowiska.

Utworzenie takiego miejsca, gdzie działkowcy mogliby sprzedawać własne wyroby wreszcie ucięłoby wszelkie skargi niezadowolonych mieszkańców i zapewne kilka miejsc parkingowych byłoby wolnych. Nie wiemy jednak, kiedy to nastąpi, bo władze nie podały nowej lokalizacji małego targowiska, a tymczasem drobni handlarze nadal zajmują murek przy ul. Daszyńskiego. Problem, który trwa już kilka lat nadal pozostaje nierozwiązany.

 

 

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here