Nie ma sesji, a i tak dostają kasę

75

Kiedy Mateusz Stanisz został wybrany przewodniczącym Rady Miejskiej przedstawił plan posiedzeń. I najbardziej zaskakującym była liczba tych spotkań, bo zaledwie sześć w roku! W styczniu – kiedy ogłosił swój plan – argumentował to… usprawnieniem pracy lokalnego samorządu. W jaki sposób spotykanie się raz na trzy miesiące ma usprawnić prace? Trudno pojąć. Przecież radni zostali wybrani nie po to, żeby w odpowiednim momencie zagłosować „za” lub „przeciw” wprowadzeniu w życie danej uchwały. Obowiązkiem radnego jest służyć lokalnej społeczności, ludziom, dzięki którym uzyskał mandat. To od radnego my mieszkańcy powinniśmy otrzymywać bieżące informacje o stanie finansowym, inwestycjach czy wszelkich zmianach. Tymczasem uzyskanie  takich informacji z gminy jest dla niektórych radnych sporym utrudnieniem. Większość wiadomości otrzymują „pocztą pantoflową” lub z mediów.

Na czym więc ma polegać praca radnych, za którą co miesiąc otrzymują niemałe przecież diety…?

Dziwię się takiej postawie

Zapytaliśmy niektórych przewodniczących rad miejskich w powiecie trzebnickim, jak często zwołują posiedzenia oraz czy w miesiącach przerwy w obradach nie powinni obniżyć wysokości otrzymywanych diet. Zbigniew Ziomek, przewodniczący prusickiego samorządu: – Często zwołujemy sesje, w ubiegłym roku było 21 takich posiedzeń. Bywa, że w miesiącu spotykamy się w sali obrad po 2-3 razy. Te nasze częste spotkania związane są z ważnym zadaniem inwestycyjnym, choćby kanalizacją, kiedy musimy np. przesuwać środki na to zadanie. Przerwę w obradach robimy zawsze w lipcu, wtedy radni wyjeżdżają na urlopy wakacyjne. Niedawno z prasy dowiedziałem się, że Mateusz Stanisz planuje zwoływać sesje co trzy miesiące. Dziwię się takiej postawie; przecież na tym polega praca radnego, by interesować się sprawami gminy. Wiadomo, że najwięcej informacji można uzyskać uczestnicząc w pracach komisji lub sesji.

Radni z Zawoni spotykają się na obradach co dwa miesiące, jeżeli zachodzi nagła potrzeba spotkań, wówczas sesje odbywają się częściej, to udało nam się ustalić w rozmowie z przewodniczącą zawońskiego samorządu. Dorotę Worotniak zapytaliśmy także o to czy uważa, że w tych miesiącach, gdy nie odbywają się żadne spotkania wysokość diet radnych powinna być niższa: – Trudne pytanie… z typu: „czy jestem za podniesieniem wieku emerytalnego, czy nie”. Nigdy się nie zastanawiałam nad taką kwestią… Spotykamy się cyklicznie, oprócz tego radni działają na rzecz społeczności lokalnej, np. dzięki staraniom radnego w Złotowie udało się wyremontować świetlicę.

Z podobnym pytaniem udaliśmy się do trzebnickich radnych. Karol Idzik: – Niektóre samorządy uzależniały wysokość diet od ilości posiedzeń komisji lub sesji. Rada Miejska w Trzebnicy zdecydowała, że dieta ma stałą wysokość, należy ją zatem wypłacać niezależnie od tego, czy posiedzeń organów gminy w danym miesiącu odbyło się bardzo dużo, czy też nie odbyło się żadne. W ubiegłym roku odbyło się prawie dwadzieścia sesji i o wiele więcej posiedzeń komisji. Wysokość diet wypłacanych co miesiąc – moim zdaniem – była odpowiednia.  Skoro jednak w tym roku nowy przewodniczący rady zaproponował, ażeby częstotliwość spotkań radnych na sesji lub komisji zmniejszyć o ok. 2/3, to w konsekwencji powinno pójść za tym zmniejszenie wysokości diety. Ja zaproponowałem, żeby zmniejszyć ją choć o połowę, ale nie spotkało się to z pozytywnym odzewem radnych burmistrza Długozimy.

Andrzej Łoposzko stwierdził: – W ogóle nie powinno być diet! Ja nie traktuję tego jako źródła zarobku, ponieważ mam pracę. O obniżenie diet radnych proszę pytać przewodniczącego.

Wojciech Wróbel: – Uważam, że nie jest w porządku taka sytuacja, gdy otrzymujemy diety za nic. Moim zdaniem diety radnych funkcyjnych, tj. przewodniczących komisji i ich zastępców wtedy, gdy nie odbywają się sesje, powinny być zawieszone lub obniżone. Nie powinno być tak, że otrzymuje się diety praktycznie za nic! Niektórzy koledzy nie mają świadomości, że bycie radnym nie polega na tym, żeby siedzieć cicho i pobierać diety. Rada Miejska jest przynajmniej tak samo ważnym organem jak burmistrz, a niektórzy radni tolerują tę patologiczną sytuację.

Mateusza Stanisza, przewodniczącego RM zapytaliśmy także o to, czy w miesiącach, gdy nie odbywają się sesje wysokość diet radnych nie powinna być niższa. Wówczas odpowiedział, że radni pracują cały czas, nie tylko podczas sesji. On sam, raz w tygodniu w siedzibie biura rady ma swój dyżur. Tydzień temu, zanim otworzył obrady sesji nadzwyczajnej chcieliśmy zapytać przewodniczącego o to, jak ocenia wprowadzony przez siebie system spotkań oraz czy radni otrzymają diety za kwiecień (gdy nie było sesji i posiedzenia dwóch tylko komisji). Mateusz Stanisz zażądał pytań na piśmie, jednak gdy nie zgodziliśmy się na takie załatwienie sprawy i chcieliśmy mimo wszystko poprosić o komentarz, przewodniczący… zacząć uciekać przed nami. Ta gonitwa po urzędniczych korytarzach skończyła się bezpieczną kryjówką dla Stanisza w gabinecie burmistrza.

Jeśli chodzi o ilość sesji, to wydaje mi się, że sześć to jest stanowczo za mało – tak mówił nam w styczniu Czesław Czternastek, gdy poprosiliśmy o komentarz do pomysłu Mateusza Stanisza. Były przewodniczący Rady Miejskiej stwierdził wówczas, że kiedy on przewodził pracy lokalnego samorządu sesje zwoływane były raz w miesiącu, nieraz częściej, np. wtedy gdy gmina starała się o przyznanie środków unijnych. Większość posiedzeń zwoływana była na potrzeby zarządu, potem burmistrza. Czesław Czternastek stwierdził, że dokładne terminy sesji można określać dopiero wtedy, gdyby znany był dokładny roczny plan pracy rady.

W podobnym tonie wypowiadał się także Jan Darowski, który szefował radzie w poprzedniej kadencji. Stwierdził, ze planowanie na nic się zdaje, ponieważ nie sposób zaplanować zagadnień, jakie w danym dniu będą omawiane – a przecież sesje powinny być bogate w ilość materiałów: – Oczywiście, są sesje, których termin można dokładnie zaplanować, jak absolutoryjne, budżetowe czy podatkowe, jednak w większości wypadków sytuacja jest dynamiczna i trzeba planować elastycznie – komentował w styczniu.

Składają interpelacje i zapytania

Radni z klubu opozycyjnego „Trzebnica ponad podziałami” podjęli pewne inicjatywy: choćby zmiany w składach komisji rewizyjnej, wysłali uwagi dotyczące planu pracy komisji budżetowej, Wojciech Wróbel złożył interpelację w sprawie kosztów amortyzacji trzebnickiego basenu – wcześniej tę, zdawałoby się prostą informację, chciał uzyskać w zapytaniu mailowym: – Korespondencja skończyła się na tym, że mam usystematyzować prośbę i powołać się na ustawę o dostępie do informacji publicznej, a przecież wystarczyło odpisać tylko na nieformalnego maila podsumowuje Wojciech Wróbel. Opozycyjny radny twierdzi, że kolegom z jego klubu zarzuca się brak konstruktywnych wniosków czy działań. Radny Wróbel przekonuje jednak, że tak nie jest: – Często po naszych działaniach zostawał niewielki ślad, ale wiele uchwał zostało po drodze odrzuconych tylko dlatego, że były to nasze inicjatywy, chociażby mój wniosek dotyczący utworzenia funduszu sołeckiego, który był zgłaszany w poprzednim roku przez nas. A teraz okazał się genialnym pomysłem burmistrza! Chcemy być aktywizowani częściej, chociażby poprzez uczestniczenie w zespołach np. do zagospodarowania Kociej Góry, czy dotyczącego nadania miastu statusu uzdrowiska. Niestety, burmistrz stwierdził, że nie widzi powodu udziału radnych opozycyjnych w tych komisjach. Cóż, może mieć to potem późniejszy wpływ na wynik naszego głosowania…

Pozostają sesje nadzwyczajne, ale…

Radnym opozycyjnym pozostaje więc tylko zwoływanie sesji nadzwyczajnych, gdy wymaga tego sytuacja. I tak zrobili 11 maja, składając do Mateusza Stanisza wniosek o zwołanie sesji nadzwyczajnej. Zgodnie z prawem Stanisz miał 7 dni na zwołanie sesji. Jakież było zdziwienie radnych, gdy zamiast informacji o terminie sesji otrzymali od przewodniczącego pismo, w którym próbuje pokazać, że ich wniosek jest rzekomo wadliwy, bo w porządku obrad zawiera zapytania radnych, a tego punktu nie może być podczas sesji nadzwyczajnej. Sprawdziliśmy to. Okazuje się, że wniosek wcale nie zawierał punktu zapytania radnych, a jedynie dołączono pytania jakie radni zamierzają zadać burmistrzowi do każdego z wnioskowanych tematów sesji. Czy zatem luźna nadinterpretacja Mateusza Stanisza nie jest tylko tanim chwytem, który próbuje kneblować opozycję?

To co wyprawia Mateusz Stanisz nie mieści mi się w głowie. Widać, że nie rozumie na czym polega demokracja, dyskusja czy choćby kontrolna rola radnych. Nie zwołując sesji w terminie, przewodniczący nie dość, że złamał ustawę, to jeszcze utrudnia nam pracę. A przecież my chcemy tylko zapytać choćby o fatalną sytuację finansową trzebnickiego basenu. Dług rośnie w dramatycznym tempie, a burmistrz czy teraz przewodniczący nawet nie chcą o tym rozmawiać. Dla mnie to skandal – powiedział nam radny klubu Trzebnica ponad podziałami Wojciech Wróbel.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here