Trzebnica Rally Team na 40 Rajdzie Świdnickim

187

Pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Karol Kunkel-Guska pamięta silne emocje jakich doznawał, kiedy będąc małym chłopcem oglądał popisy Krzysztofa Hołowczyca. Jako kibic na zawodach rajdowych po raz pierwszy pojawił się właśnie na rajdzie świdnickim: – Połknąłem wtedy bakcyla, ta sportowa adrenalina, połączona z efektami wizualnymi sprawiła, że zapragnąłem też kiedyś wystartować w tego typu zawodach. Nigdy nie myślałem, że uda mi się zajść tak wysoko – powiedział.

Kultowa impreza

Fanom motoryzacji nie trzeba przypominać czym jest Rajd Świdnicki Krause. To świetnie przygotowana impreza. Na specjalnie dobranych odcinkach przez kilka dni ścigają się amatorzy oraz zawodowcy. Grupa Trzebnica Rally Team już w poprzednim roku pokonała tę trudną trasę. Wówczas startowali w grupie amatorów. W tym roku Karol Kunkel-Guska, kierowca specjalnie przygotowanego samochodu renault clio 16S otrzymał międzynarodową licencję i mógł sprawdzić swoje umiejętności razem z innymi zawodowcami. W tegorocznym rajdzie wystartowało 55 ekip, Trzebnica Rally Team zajęli 39 lokatę: – To naprawdę sukces, że udało nam się dotrzeć na metę. Odcinki są bardzo wymagające i trudne. Dodatkowo pogoda nie była sprzyjająca – opowiada trzebniczanin.

Przygotowania do startu trzeba zacząć z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Potrzeba czasu, żeby znaleźć części do samochodu, czy odpowiednie opony. Ostatnie dni przed wyjazdem na zawody spędza się w… garażu, gdzie „podrasowuje” się auto. Chociaż sam rajd trwa trzy dni, to na miejscu zawodów trzeba pojawić się znacznie wcześniej. Na początku uczestnicy rejestrują się u organizatora, a kolejne dwa dni przejeżdżają razem z pilotem poszczególne odcinki. Te kilka godzin w tygodniu wykorzystuje się nie tylko po to, żeby przejechać rajdowa trasę, ale głównie, żeby ją rozpisać. Podczas startu pilot będzie tylko wydawał kierowcy odpowiednie komendy.

Oficjalne otwarcie imprezy miało miejsce  w piątkowy wieczór 20 kwietnia,  natomiast rajd trwał w sobotę i niedzielę (21 i 22 kwietnia). Wówczas wszyscy uczestnicy zbierali się na świdnickim Rynku, po to, by w nocnym odcinku specjalnym przejechać przez miasto. To bardzo ciekawe wydarzenie, kierowców zawsze podziwiają zaciekawieni mieszkańcy. Sobota i niedziela to już pokonywanie odcinków specjalnych w górach.

– Jest kilka powodów, dla których się ścigam. Pierwszy, to jak już wspomniałem realizacja marzeń, pokazanie sobie, że można coś osiągnąć. Zdaje sobie sprawę z tego, że często jesteśmy postrzegani, jako grupa  wariatów, która ściga się z czasem, jednak tak naprawdę szybka jazda na trasie pozwala wykształcić dobre nawyki. Sam doświadczyłem tego podczas zimy, kiedy wpadłem w poślizg lub musiałem w trudnych warunkach nagle zahamować. Sporty motorowe pomagają kształtować pozytywne nawyki jazdy, których nie można nauczyć się w trakcie kursu. Ścigając się, sami decydujemy się na jazdę w trudnych warunkach, często z dużą prędkością pokonujemy ostre zakręty, działamy pod presją czasu. Nieraz jeździmy w trudnych warunkach pogodowych – to wszystko pozwala potem na pokonywanie trudności podczas codziennej jazdy – przekonuje Karol Kunkel-Guska.

Cztery etapy do szczęścia

Trzebnicki rajdowiec musiał przejść długą drogę do tego, by uzyskać licencję zawodowego kierowcy rajdowego. Dzięki niej może ścigać się z zawodnikami na polskich, jak i zagranicznych trasach. Uzyskanie tego dokumentu nie jest prostą i łatwą sprawą. Karolowi zajęło to prawie 20 lat; w tym czasie musiał przejść pozytywnie przez cztery etapy szkolenia, uzyskać odpowiednia liczbę punktów oraz wykazać zdolność do prowadzenia auta w nietypowych warunkach. Początkujący kierowcy zaliczają tzw. KJS (Konkursową Jazdę Samochodem), w której zazwyczaj na parkingach poddawani są testom sprawnościowym, np. szybkim kręceniu kierownicą. Kolejnym etapem są starty w III – ligowych zawodach, gdzie auto musi posiadać podstawowe systemy zabezpieczające, jak klatkę, a kierowca musi być ubrany w ognioodporny kombinezon. Na tym etapie ścigają się na krótkich dystansach (zazwyczaj odległość ta wynosi 5 km). Po pozytywnym zaliczeniu tego etapu kierowca pokonuje już znacznie dłuższe trasy, bo wynoszące nawet 70 km. W miarę rozwoju umiejętności i zdobywania licencji, te odległości znacznie się wydłużają. Start w rajdzie jest doskonałą okazja do tego, by poznać możliwości własnego samochodu. Auto poddawane jest rożnego rodzaju próbom: jeździe na pełnych obrotach silnika, wchodzeniu z dużą prędkością w zakręty i jak najpóźniejszemu hamowaniu.

Machające ręce

Rajdy samochodowe nie są najbardziej popularną dyscypliną sportu, nie cieszą się również tak doskonałą oprawą medialną, jak chociażby siatkówka czy piłka nożna. Jednak kierowcy mogą liczyć na doping ze strony kibiców, którzy, ustawieni za barierkami na trasie, machają im i zachęcają do szybszej jazdy. Zainteresowani budową i możliwościami danego samochodu mogą zaspokoić swoją ciekawość w punktach serwisowych, ulokowanych w bazach rajdu. Tam w przerwie technicznej można podejść i oglądać z bliska auto. – Kibice są pozytywnie nastawieni. To jest dopingujące, że każdy z nich macha do ciebie, dodając ci energii. Jak jedzie się wolno, to widać jak machają i z podziwem patrzą na auto, kiedy jednak szybko pokonujemy  trasę, to są dla nas tylko migawki, widzimy jedynie machające ręce – mówi Karol Kunkel-Guska. Grupa kierowców rajdowych tworzy elitarną grupę; często jest też tak, że dzielą się swoim doświadczeniem, czy służą pomocą. Karol np. nawiązał znajomość z początkującym kierowcą, któremu doradza w kupnie sprzętu.

Zdobycie licencji rajdowego kierowcy zawodowego, to zamknięcie pewnego etapu w karierze trzebniczanina. Pokonanie tej drogi nie było łatwe i trwało blisko 20 lat: – Ten start pokazał mi, że to nie są przelewki. Trzeba być bardzo dobrze przygotowanym, nie tylko sprzętowo, ale również i fizycznie. Teraz w czerwcu planowany jest start Rajdu Karkonoskiego. Tę imprezę odpuszczamy, bo nie zdążymy przygotować samochodu, ale następny jest w październiku, w Kłodzku i w tym z pewnością wystartujemy. Po zakończeniu rajdu, kiedy razem z pilotem jesteśmy wykończeni fizycznie i psychicznie jazdą, przez kilka dni jesteśmy w takim stanie, że obiecujemy sobie, że to był ostatni raz, że już nigdy więcej nie wystartujemy. Ale po upływie kilku dni i powrocie do formy zaczynamy szukać kolejnych terminów startów, rozglądamy się za sprzętem i szukamy sponsorów…

Grupa Trzebnica Rally Team za naszym pośrednictwem chciałaby podziękować sponsorom: gminie Trzebnica, firmom Budmel – korty i boiska sportowe i Duo ze Strzelina oraz NOWej gazecie za patronat medialny.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here