Jeszcze o dniu strażaka…

623

Transformacja ustrojowa, jaka dokonała się w Polsce w końcówce lat 80-tych, przyniosła niewyobrażalne zmiany we wszystkich działach funkcjonowania państwa. Władze ustawodawcze położyły szczególny nacisk na bezpieczeństwo publiczne, m.in. poprzez uchwalenie zupełnie nowej ustawy o ochronie przeciwpożarowej.  To była zmiana rewolucyjna. Nazwa nowo powołanej formacji jest nieco myląca, bo działalność „pożarna”, czyli gaszenie pożarów, została zmarginalizowana, a zadania poszerzono o cały szereg nieznanych nam dotychczas działań ratowniczych: ratownictwo techniczne, chemiczne, przedmedyczne, katastrofy budowlane, komunikacyjne, wodne, powodziowe, wysokościowe i wiele, wiele innych. Główne założenie było następujące: jeżeli obywatel potrzebuje pomocy i nie wie, gdzie ma się ma o nią zwrócić, ma dzwonić do straży pożarnej. A tam już podejmą decyzję co do użycia sił własnych lub przekazania problemu do odpowiednich instytucji.

Budowany przez 20 lat, a zapoczątkowany w 1992 r. Krajowy System Ratowniczo-Gaśniczy, przynosi obecnie wspaniałe rezultaty. Działa nad wyraz dobrze i Polska może szczycić się jednym z najlepiej funkcjonujących takich systemów w Europie. Wiele państw, w tym zachodnich, może nam tylko pozazdrościć. I to tak pod względem wyposażenia, jak i organizacji działań ratowniczych. Mógłbym podać wiele przykładów wzorowego współdziałania służb medycznych, policji i straży pożarnej (tak profesjonalnej, jak i ochotniczej) podczas spektakularnych akcji, gdzie do minimum ograniczono tragedie ludzkie lub szkody materialne. Coraz częściej na miejscu katastrofy, również w powiecie trzebnickim, lądują śmigłowce lotniczego pogotowia ratunkowego. Czy kilka lat temu było to do pomyślenia ?

Aby zadania postawione przed strażą pożarną autentycznie zrealizować, z dniem 1 lipca 1992 r. powołano Państwową Straż Pożarną, jako zawodową, umundurowaną i wyposażoną w specjalistyczny sprzęt formację, przeznaczoną do walki z pożarami, klęskami żywiołowymi i innymi miejscowymi zagrożeniami. Dotychczasowi funkcjonariusze zawodowych straży pożarnych, którzy złożyli deklaracje podjęcia służby w PSP, spełniali kryteria wykształcenia i wyszkolenia oraz zdrowotne, a ponadto złożyli ślubowanie, stali się z mocy ustawy strażakami Państwowej Straży Pożarnej. Pozostali (około 10 osób), skorzystali z możliwości przejścia na emeryturę.

Pierwszym komendantem głównym PSP został nadbrygadier Feliks Dela, komendantem wojewódzkim PSP we Wrocławiu – st. bryg. Józef Modras, a komendantem rejonowym PSP w Trzebnicy – bryg. Henryk Przybylok. W ówczesnym województwie wrocławskim powołano cztery komendy rejonowe PSP (Oława, Oleśnica, Środa Śl. i Trzebnica) oraz jedną komendę miejską we Wrocławiu.  Trzebnickiej komendzie rejonowej podporządkowano powiaty: trzebnicki i wołowski. Pierwszym dowódcą Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Trzebnicy został mł. kpt. Marek Nogała, a jego zastępcą mł. asp. Bogusław Brud.  Funkcje dowódców zmian objęli: Stanisław Szymków, Marek Matyjak i Marian Rajfur. Dowódcami zastępów mianowano: Andrzeja Gogóła, Andrzeja Jodłowskiego, Edwarda Popówa, Edwarda Maśluka, Janusza Pilarskiego. Stanowisko dyżurnego operacyjnego rejonu objęli starsi ogniomistrzowie: Jan Ilnicki, Roman Czapor i Józef Jasik. Stan JRG wynosił wówczas 39 etatów. Na każdej zmianie służbowej było po 12 funkcjonariuszy, w tym dowódca zmiany, dwóch dowódców zastępów, czterech kierowców-ratowników i kierowców oraz pięciu starszych ratowników i ratowników. Odliczając urlopy, zwolnienia lekarskie, szkolenia i inne absencje, w służbie pozostawało najczęściej ośmiu strażaków. W komendzie rejonowej było 13 etatów; wśród mężczyzn pracowały wówczas dwie panie: Irena Juskowiak i Honorata Bieńko.

Nie wszystko obyło się bez zgrzytów. Przepisy wykonawcze narzuciły niezwykle rygorystyczne kryteria wykształcenia. Na stanowiskach dowódczych bezwzględnie wymagano wykształcenia średniego lub wyższego, bez wykształcenia zawodowego nie można było znaleźć miejsca w PSP. Tym sposobem wiele osób musiało przejść na niższe stanowiska służbowe, a osoby z wykształceniem podstawowym musiały opuścić szeregi straży pożarnej. Były też osoby, które nie spełniały wymagań zdrowotnych. Tym jednak zapewniono możliwość przejścia na rentę inwalidzką lub emeryturę. Z „automatu” wszystkim zakwalifikowanym do służby nadano nowe stopnie służbowe, porównywalne z dotychczasowymi. Jednak nazewnictwo stopni się zmieniło. Zaszła również konieczność przeniesienia służbowego niektórych funkcjonariuszy z Trzebnicy do Wołowa lub odwrotnie. Była to operacja na „żywym organizmie”.

Początki były trudne. Zadania otrzymaliśmy, ale sprzętu niestety nie. Pamiętam, jak kilku strażaków (nazwisk nie podam, bo mógłbym kogoś pominąć) zaangażowało się w budowę samochodu ratownictwa drogowego. Wykorzystano do tego celu samochód gaśniczy GLM na podwoziu żuka, a pierwsze tzw. „szczęki życia” do tego samochodu sfinansowała gmina Trzebnica. Był to de facto pierwszy samochód ratownictwa drogowego w województwie. W 1994 roku jednostka otrzymała profesjonalny samochód ratownictwa drogowego na podwoziu volkswagena i był to wielki przełom w usprzętowieniu trzebnickiej straży pożarnej. Do dzisiaj wielu mieszkańców pamięta ten charakterystyczny mały samochód z masztem oświetleniowym nad dachem; jego przeszywający sygnał alarmowy świadczył, że gdzieś wydarzył się wypadek drogowy. Na wyposażeniu jednostki były ponadto 2 samochody gaśnicze: GCBA 6/32 jelcz i GBA 2,5/16 star oraz podnośnik hydrauliczny SH-18 star.  Dzisiejsze wyposażenie trzebnickiej JRG jest diametralnie inne niż przed 20 laty. Podstawowe samochody gaśnicze i specjalne to poziom mercedesa, iveco, volvo … Warto w tym miejscu nadmienić, że obecne stanowisko pracy strażaka jest wyjątkowo drogie pod względem wyposażenia technicznego; jego wartość wyceniono na kilkaset tysięcy złotych. W związku z tym odpowiedzialność ludzi tam pracujących jest niebagatelna. W tej sytuacji brak kilkudziesięciu tysięcy złotych na paliwo brzmi jak ponury żart, ale jest faktem.

Prawie wszyscy, którzy wraz ze mną w 1992 roku tworzyli trzebnicką komendę i jednostkę ratowniczo-gaśniczą, są już w stanie spoczynku. Odeszli na zawsze: st.ogn. Józef Hończak, st.ogn. Zenon Hazubski, bryg. Stefan Buras, kpr. Walery Grecki, plut. Zygmunt Kaczmarczyk, ogn. Zbigniew Mularczyk, ogn. Stanisław Lewandowski, st.str. Mariusz Sawczyszyn, st.kpr Dariusz Skotny. Cześć Ich pamięci.

Z 1992 roku do dzisiaj w służbie pozostają jedynie: st.ogn. Honorata Bieńko, mł.bryg. Bogusław Brud, bryg. Marek Nogała i st. asp. Edward Popów. Niewiele mniejszym stażem mogą wykazać się: mł.bryg. Zbigniew Kuźma, mł. bryg. Dariusz Zajączkowski, mł.bryg. Rafał Przybylok, kpt. Konrad Cisek. Mam satysfakcję, że to pod moim dowództwem rozpoczynali swoje kariery zawodowe i dosłużyli się stopni starszych oficerów, a droga awansu zawodowego cały czas otwarta. Dziś cała bez wyjątku kadra oficerska ma przed nazwiskami tytuły mgr inż., w 1992 roku tylko jedna osoba miała wykształcenie wyższe.

Korzystając z okazji, chciałbym wszystkim moim współpracownikom sprzed 20 lat oddać cześć i złożyć serdeczne podziękowania za wkład pracy w organizowanie PSP w Trzebnicy i w Wołowie, i życzyć wszystkiego najlepszego, a przede wszystkim zdrowia, którego – pozostając w służbie – w znacznym stopniu się pozbyli.

Młodszych kolegów strażaków, którzy w ubiegłym tygodniu świętowali swój dzień, otrzymali awanse na wyższe stopnie służbowe, czy też odznaczenia, w imieniu emerytów pozdrawiam i składam serdeczne gratulacje i życzenia utrzymania wyjątkowo wysokiego prestiżu społecznego, osiągania wysokich wyników w służbie, satysfakcji z wykonywanej pracy, zadowolenia i bezpiecznych powrotów z każdej akcji.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here