Cztery lata za pobicie

1448

Pani Małgorzata jest mamą Sebastiana, oborniczanina, który dwa lata temu, w Wielki Piątek został dotkliwie pobity. 20-letni wtedy mężczyzna w niczym nie zawinił, a w wyniku napaści stracił zdrowie.

Byli spokojni

 W piątek 2 kwietnia 2010 roku, Sebastian razem ze swoim sąsiadem i kolegą poszli do obornickiego klubu Bajka na piwo. Było chwilę po godz. 21, kiedy młodzi mężczyźni dotarli na miejsce. W klubie zachowywali się normalnie, pili piwo, za które płacili, grali w bilard. Przy stolikach obok i przy barze byli inni goście lokalu; wszystko wydawało się normalne. Kilka minut po północy do podszedł do nich młody, dobrze zbudowany mężczyzna, który poprosił, żeby opuścili lokal, bo „niedługo zostanie zamknięty”. Trójka znajomych odpowiedziała, że owszem, wyjdą, ale dokończą piwa, które chwilę wcześniej zakupili. Mężczyzna po chwili podszedł do nich po raz drugi i kazał im „wypieprzać”. Kiedy i tym razem go nie posłuchali, odezwał się do nich jeszcze ostrzej. Wtedy Sebastian powiedział mu, żeby „spadał”, co usłyszeli również inni goście Bajki, a co bardzo uraziło „ochroniarza”.

 Pobiegł ich szukać

 Kiedy znajomi wypili opłacone piwo, wyszli z lokalu i najkrótszą drogą udali się pod blok w którym mieszkał  Sebastian i jego kolega. Zatrzymali sięi na ulicy i rozmawiali. W tym czasie Paweł M. (mężczyzna, który wypraszał trójkę znajomych z Bajki) pobiegł po swojego kolegę do innego lokalu i wraz z nim zaczął szukać po mieście Sebastiana i jego towarzyszy. Kiedy mężczyźni rozmawiali pod blokiem, nagle wybiegł zza żywopłotu, podbiegł do Sebastiana i kopniakiem w klatkę piersiową powalił go na ziemię. Napastnik kopał swoją ofiarę, klął i krzyczał, że „nie będzie nikt na niego głupot mówić”. Sebastian prosił napastnika, żeby przestał go bić, bo poczuł, że coś stało mu się ze szczęką; był cały zakrwawiony. Kiedy próbował się podnieść, napastnik jeszcze raz wymierzył mu kopniaka, tym razem w brzuch. Przez około minutę, kiedy Paweł M. bił Sebastiana, zarówno jego koledzy, jak i kuzyn napastnika biernie przyglądali się całemu zdarzeniu, nie robiąc nic, aby pomoc katowanemu mężczyźnie, który podczas całego zajścia nie zadał napastnikowi ani jednego ciosu.

 Najbardziej bolała go szczęka

 – Dokładnie pamiętam, że była godz. 1.15 w nocy, bo jeszcze nie spałam – mówi Małgorzata, mama Sebastiana i dodaje: – Syn opowiedział co się stało, że został pobity, że zna z widzenia tego mężczyznę, który go pobił, bo podobnie jak on łowił na różnych akwenach ryby, i że najbardziej boli go szczęka, czuje, że jest z nią coś nie tak. Szybko zebraliśmy najpotrzebniejsze dokumenty i pojechaliśmy do szpitala w Trzebnicy. Tam od razu zrobiono Sebastianowi zdjęcie rentgenowskie, z którego wynikało, że ma złamaną w kilku miejscach szczękę, z przemieszczeniem i tkwią w niej małe odłamki kości. Trzebniccy lekarze powiedzieli, że nie wykonują takich operacji i skierowali nas do szpitala przy ul. Borowskiej we Wrocławiu. Tam Sebastian miał zrobione kolejne zdjęcie, lekarze potwierdzili wieloodłamowe złamanie szczęki z przemieszczeniem i zoperowali syna. Następnego dnia syn wrócił do domu. Mąż z samego rana poszedł na policję, żeby zgłosić sprawę. To była Wielka Sobota, nie było jakiegoś funkcjonariusza i poproszono nas, żebyśmy przyszli następnego dnia. Syna był cały obolały. Bolały go żebra, brzuch, nie wspominając o kończynach i twarzy, a także szczęce, której kości zespolili operacyjnie wrocławscy lekarze – mówi pani Małgorzata. Matka wspomina, że syn od samego początku uskarżał się na ból brzucha. Jego szczęka była zadrutowana, chłopak nie mógł absolutnie nic gryźć, miał problemy z połykaniem. Mógł jedynie pić i przyjmować zmiksowane pokarmy, ale z tym też był problem, ponieważ całe podawane jedzenie zatrzymywało się na szynach, które zainstalowali lekarze, zresztą buzi Sebastian w ogóle nie mógł otwierać.

 Policjanci przyjęli zgłoszenie

 Tata Sebastiana powiedział, że nie daruje łobuzowi tego pobicia i w pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych, wraz z synem pojechał złożyć zawiadomienie na obornickim komisariacie policji. – Funkcjonariusz, z którym rozmawiał mój syn, powiedział, że konieczne jest, aby dołączyć wyniki obdukcji. Policjant spisał zeznania i wskazał lekarza, który może przeprowadzić takie badanie. Syn nadal źle się czuł, cały czas uskarżał się na ból brzucha. Z drugiej strony nie mogliśmy czekać za długo z obdukcją, więc po czterech dniach od pobicia mąż zawiózł Sebastiana do Wrocławia na badanie. I chyba właśnie tym wyjazdem mój syn się sforsował. W nocy brzuch bolał go tak mocno, że aż stracił przytomność. Mąż zadzwonił do mnie, bo akurat byłam wtedy w pracy, od razu zwolniłam się i wróciłam do domu. Przez te druty w szczęce nawet nie mogłam podać mu tabletki przeciwbólowej. To był dramat. Następnego dnia, z samego rana jeszcze raz pojechaliśmy do szpitala w Trzebnicy. Powiedzieliśmy, że Sebastian został pobity, lekarze zrobili mu usg i okazało się, że syn ma pękniętą śledzionę i krwawi do otrzewnej. Od razu go operowali. Syn w szpitalu spędził jeszcze 8 dni po operacji – relacjonuje matka.

 Wyszedł za kaucją

 Po pewnym czasie oborniccy policjanci zatrzymali Pawła M. – Siedział w areszcie chyba tylko jeden dzień, bo wpłacił kaucję; jak dobrze pamiętam było to chyba 5 tys. zł – przypomina sobie mama Sebastiana: – Oborniki Śl. to małe miasteczko, wieści, zwłaszcza takie, szybko się rozchodzą, ludzie od razu zaczęli opowiadać sobie co się działo. Docierały do nas opowieści, jak to ten mężczyzna, który pobił mojego syna przechwalał się, że tak mu wpier…, że Sebastianowi aż się zęby posypały. Zresztą wiemy, że ten Paweł chodził i po prostu się tym chwalił. A ja miałam leżącego w domu syna, po poważnej operacji brzucha, po wycięciu śledziony, z zadrutowaną szczęką, któremu wszystko musiałam podawać zmiksowane. Sebastian strasznie wyglądał, schudł ponad 15 kg – opowiada ze łzami pani Małgorzata. Było jej wtedy bardzo ciężko. Koledzy jej syna sami oferowali się, że jeżeli będzie taka potrzeba, to pójdą do sądu i będą zeznawać. – Jednego z nich ten bandyta dorwał na stacji benzynowej i powiedział mu, że jeżeli będzie zeznawał w sądzie, to urządzi go tak samo jak naszego syna. I wtedy kolega Sebastiana – Paweł, wycofał się, udawał, że nic nie widział i nie słyszał, bo po prostu się bał. Zresztą oskarżony już wtedy Paweł M., wysłał do mojego syna swojego kolegę, który złożył mu propozycję „nie do odrzucenia”, że jeśli wycofa oskarżenie, to zapłaci mu 5 tys. zł. Oskarżenia nie wycofaliśmy – mówi matka Sebastiana.

 Na rozprawy przychodził z obstawę

 Dokładnie 8 marca, blisko rok po pobiciu Paweł M. usłyszał przez Sądem Rejonowym w Trzebnicy, iż jest oskarżony: „O to, że w nocy z 2 na 3 kwietnia 2010 roku w Obornikach Śląskich pobił Sebastiana (…), w ten sposób, że kilkakrotnie kopnął pokrzywdzonego po klatce piersiowej, brzuchu i głowie, w wyniku czego doznał on obrażeń ciała w postaci pęknięcia śledziony z krwotokiem do jamy otrzewnej, powodując ciężki uszczerbek na zdrowiu w postaci choroby realnie zagrażającej życiu oraz spowodował wieloodłamowe złamanie żuchwy z przemieszczeniem, pojedyncze przemieszczenia krwawe twarzy, klatki piersiowej i kończyn stanowiące naruszenie narządów ciała na czas powyżej dni siedmiu”.

– Oskarżony wielokrotnie zmieniał zeznania. Raz mówił, że wyszedł z Bajki i pobiegł peronami stacji kolejowej do Evity i nie wychodził stamtąd do rana, bo bał się, że mój syn go pobije i w ogóle nie był pod naszym domem. A przecież gołym okiem można było ocenić ich szanse, mój syn to połowa tego Pawła. Potem zeznawał, że wychodził z Evity, ale dlatego, że zgubił gdzieś po drodze portfel i kiedy prokurator zaczął na niego „naciskać” zeznał, że znalazł go na schodach przy zejściu z peronów. Innym razem zeznał pod przysięgą, że to mój syn go zaatakował i pobił, a on tylko się bronił. Opisywał, że to on zobaczył nacierających na niego trzech mężczyzn, którzy byli uzbrojeni w potłuczone butelki, tak zwane tulipany, i to on został zaatakowany przez trzech znajomych – przypomina sobie pani Małgorzata i dodaje, że na każdej rozprawie przez trzebnickim sądem, wszyscy byli straszeni spojrzeniami i gestami kolegi oskarżonego Pawła M.

Po siedmiu rozprawach przed trzebnickim sądem, 24 października, sędzia wydał wyrok. W dokumentach czytamy: „Na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego wina i sprawstwo Piotra nie budzi żadnych wątpliwości. (…) Za najbardziej istotne uznać należy wiarygodne zeznania bezpośrednich świadków (…). Oskarżony według świadka nie walczył z pokrzywdzonym, ale zgotował mu kaźń, pokrzywdzony nie zadał mu nawet jednego ciosu przez trwające kilkadziesiąt sekund zdarzenie. (…) Wersja przedstawiona przez oskarżonego w Sądzie – wcześniej zresztą kilkakrotnie zmieniana – zdaniem sądu to stek wymysłów nietrzymających się kupy, stanowiąca nieudolną linię obrony. (…) W żaden sposób nie można uwierzyć oskarżonemu, że będąc ochroniarzem (jak się nazwał w swoich pierwszych wyjaśnieniach), miałby się przestraszyć o wiele słabszego od siebie pokrzywdzonego.(…) Biorąc pod uwagę osobowość oskarżonego, a w szczególności jego wiek, doświadczenie życiowe i poziom rozwoju intelektualnego, wina oskarżonego zdaniem Sądu nie budzi wątpliwości, powinien on bowiem w pełni zdawać sobie sprawę z konsekwencji swojego czynu.(…) Sąd uznał za właściwe wymierzenie oskarżonemu kary 3 lat bezwzględnego pozbawienia wolności. Zdaniem Sądu mając na uwadze bestialskie zachowanie oskarżonego nacechowane niczym nieusprawiedliwioną agresją, rodzaj i ilość zadanych pokrzywdzonemu obrażeń, wykorzystanie swojej ewidentnej przewagi fizycznej oraz przede wszystkim brak jakiejkolwiek skruchy czy to zaraz po zajściu, czy też przez całe postępowanie karne, tylko kara bezwzględnego pozbawienia wolności i to w tym wymiarze pozwoli spełnić postulowane ustawowo cele kary. (…)”. Dodatkowo sąd nakazał wypłacenie poszkodowanemu nawiązki.

 Sąd okręgowy karę zaostrzył

 Oskarżony odwołał się od wyroku i 7 lutego tego roku Sąd Okręgowy we Wrocławiu karę bezwzględnego pozbawienia wolności podwyższył do 4 lat. Wrocławski sąd uzasadnił to, tym między innymi, że oskarżony nie wyraził skruchy.

Pani Małgorzata, mama pobitego Sebastiana przypuszcza, że oskarżony chciał zrobić dobre wrażenie przed sądem, bo na swoją obronę przedstawiał nawet opinię z kółka wędkarskiego. – Wiemy, że skazany nie odsiaduje wyroku, ponieważ wyjechał za granicę – mówi mama Sebastiana i dodaje, że jej syn już do końca życia nie powróci do pełni zdrowia, nie będzie mógł między innymi dźwigać ciężkich rzeczy, męczyć się; co pół roku będzie musiał odbywać badania kontrolne, a do końca życia przyjmować leki uodparniające, ponieważ w wyniku pobicia odporności w ogóle nie ma. Ale wyrok sądu daje jej poczucie sprawiedliwości.

– Jeśli osoba skazana nie stawi się w wyznaczonym terminie w areszcie lub więzieniu, wtedy policjanci, mając nakaz, doprowadzają skazanego w wyznaczone miejsce. Jeżeli jednak funkcjonariusze ustalą, że skazany nie przebywa w miejscu zameldowania, to zwykle sąd wydaje list gończy za osobą unikającą odbycia kary – mówi Iwona Mazur, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Trzebnicy.

9 KOMENTARZY

  1. Długo by pisać o naszym śmiesznym zapyziałym miasteczku grozy. Ostatnio zamknęła się fajna Restauracja AVOCADO, ta po Evicie, kolejni właściciele albo popełniali samobuja albo zwiewali za granicę przed Komornikiem i kredytami…nie mogę odżałować, że właściciele wpompowawszy kilkaset tysięcy złociszy nie skomentowali tego skandalu na forum internetowym. O co chodzi??? A no o to, że ten nowo powstały lokal nachodził pijany były ochroniarz Evity i wszczynał piekielne burdy „wypraszając gości” Stan taki odstraszył wszystkich…Cóż wiadomo Oborniki Śląskie, tutaj POLICJA nie działa oraz zegary kręcą się w przeciwną stronę….
    Dno dna.
    Panią Małgorzatę znam, jest to osoba wyjątkowa, zacna i uczciwa, to co spotkało jej syna o pomstę do nieba woła….wiadomo, młodzież mogła się słabo odezwać po alko. do ochroniarza…Bajki. Ale tyfus powinien przemilczeć i zachować się profesjonalnie.
    Ja w każdym razie bojkotuję ten lokal czego i Państwu życzę…..
    Nasze miasteczko gnije……..

  2. autorka tekstu wraz z osobą pokrzywdzoną umieścili artykuł który jest fikcją. KŁAMSTWEM oczerniającym innych.STEK BZDUR które ma oczyścić Sebastiana Ł. z odpowiedzialności za swoje szczeniackie zachowanie!!!
    Osoba która tak naprawdę nic nie ZROBIŁA zostaje skazana na 4 LATA – CZY TO NIE PODEJRZANE????
    ZA NIE TAKIE RZECZY JEST WYROK UNIEWINNIAJĄCY…. A TU ??? ZASTANAWIAJĄCE….?!
    KIEDYŚ i tak prawda wyjdzie na jaw…
    a w taki sposób niszczyć komuś życie to trzeba być degeneratem i osobą bez sumienia.
    A UMIESZCZAJĄC ARTYKUŁ TRZEBA BYĆ OSOBĄ ZDESPEROWANA….HEHEHE
    NIESTETY POLACY TO NARÓD CHCIWY – PAZERNI NA PIENIĄDZE!

    PRAWDA PANIE SEBASTNIANIE Ł???

    JAK SIĘ NIE DOSTAJE TEGO TO SIĘ CHCE TO TRZEBA ZNISZCZYĆ KOMUŚ ŻYCIE…..
    Pieniądze szczęścia nie daja… niszczą….. JESZCZE TROSZKĘ I tak jak napisałam PRAWDA wyjdzie na JAW.

    jest takie przysłowie ,, dotknij gówno a będzie śmierdzieć”

    ŻENADA

  3. zastanów się najpierw co znaczy słowo zwyrodnialec ….:) bo chyba nie masz zielonego pojęcia.?!
    zastanawiające jest to dlaczego MATKA pokrzywdzonego udziela wywiadu SKORO JEJ TAM NIE BYŁO, a nie sam pokrzywdzony Sebastian? czyżby mamusia uwierzyła synusiowi?CAŁA wina wg. artykułu zwalona jest na Oskarżonego – a jaka jest prawda?Sebastian jest nie winny ?dziwne , w tych czasach TRUDNO w to uwierzyć.

  4. Jestem mieszkańcem obornik mieszkam blisko pani która napisała ten artykół.Jest to stek bzbur .Prawda jest tylko jedna doszło do bijatyki, winny (zaatakował Sebastian czyli niby niewinny).Mam pytanie do pani dlaczego pani uparła się na 150000 tysiecy złotych .sama pani mówiła w sklepie ( troje światków,wrazie potrzeby potwierdziły ujawnienie się).Pani słowa jeśli nie zapłaci to go zniszcze ,mam w rodzinie prawników.Jeśli tak ma wyglądać polska sprawiedliwość że niewinni są karani to ,coś jest nie tak .Reszte zostawiam czytelnikom do oceny .

  5. czytam i czytam ten artykuł i nie mogę uwierzyć w niski poziom zachowań ludzi…rozumiem ból matki ale czy mamusi nie przyszło do głowy, że SYN nie jest znowu taki niewinniutki…Widać, że posklejała pani szanowna Małgorzata informacje z różnych „stron świata” co najmniej jakby była Pani świadkeim tego zdarzenia!? Dlaczego nie walczy niewinny syn – gdzie jego wypowiedzi? Pobicie- ktoś ucierpiał na zdrowiu ale czy nikt z nas nie popełnia błędów? dlaczego młodzi ludzie, którym zdarzyło się raz narozrabiać będę musieli tak surowo za to zapłacić? czy wymiar sprawiedliwości nie ma działać NAPRAWCZO!??? oskarżony nie jest jakimś zbirem – chociaż artykuł robi z niego prawie że „hitlera” (heheh) – odczuwa skruchę, dostał nauczkę od życia ale czy lata spędzone w więzieniu przyczynią się do tego, że wyjdzie zza kratek jako „normalny dorosły człowiek” ?! nie sądzę! CZY SĄD ROZWAŻAŁ TO POD TYM KĄTEM? naokoło słyszy się o tysiącach gorszych spraw i do tego z wyrokami o wiele łagodniejszymi? o co więc chodzi? żyjemy w kraju absurdów i własnie pojawił się kolejny!!!! można było załatwić inaczej tą sprawę… ale co kasa robi z człowieka….

  6. 4 lata to za mało!!! Miejsce bandyty jest za kratkami, chłopak stracił zdrowie przez jakiegoś pseudo ochroniarza, sprawę można było załatwić zupełnie inaczej, ochroniarz bohater bo pobił mniejszego i słabszego? O każde pieniądze się założę, że gdyby miał do czynienia z kimś o podobnych gabarytach to albo by nie „podskoczył” albo co jest częstą praktyką w Obornikach wezwał kilku kolegów na pomoc, taka jest rzeczywistość. Kara duuużo za niska!!!

  7. Szkoda że synalkowi zabrało odwagi przyznać się matce jak było, jak każdy szczeniak cwaniaczy na mieście, a potem chowa sie pod spódnica mamusi. A Pani, zrobiła rekonstrukcje wydarzeń, których nie widziała na oczy ? Brawo za umiejętności, skoro potrafi Pani takie rzeczy tylko pozazdrościć. Radze być mniej wpatrzonym we własne dziecko. Zniszczyliście kawał życia chłopakowi, który tak naprawdę tylko się bronił. Spaliła bym się ze wstydy dodatkowo za wypisywanie takich bzdur na ramach gazety. Zwyrodnialec ? Gratuluje też autorowi artykułu, żenada.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here