Rower to moja pasja, mój żywioł

924

Z  Tadeuszem Hołubickim, zawodnikiem Szerszenie Trzebnica rozmawiamy o jego rowerowej pasji, maratonach kolarskich i treningach przed 6. Trzebnickim Maratonem Rowerowym „Żądło Szerszenia”, które w tym roku odbędzie już 28 kwietnia!

NOWa: – Od ilu lat jeździsz rowerem?

Tadeusz Hołubicki:– Już od 8 lat. Zaczynałem z grupą Na Pedał. Z Wojtkiem Kowalskim, jego żoną, Heniem Kuzanem i wielu innymi zjeździliśmy kawał Polski. Zwiedzaliśmy kościoły, cerkwie, meczety i szereg innych zabytków. W ubiegłym roku wybrałem się z nimi na rowerową wyprawę na Podlasie. Przywiozłem stamtąd mnóstwo zdjęć. Nawet nie zdążyłem ich jeszcze wszystkich dobrze przejrzeć.

NOWa: – Wcześniej uprawiałeś jakiś sport?

TH:– Grałem w piłkę nożną, ale złapałem kontuzję. Lubię aktywność, ruch, jak się coś dzieje, więc przesiadłem się na rower.

NOWa: – Długo jeździsz z Szerszeniami?

TH:– Leci już trzeci rok. Wcześniej, jak mówiłem, jeździłem z grupą turystyczną. Ale kiedy okazało się, że jestem za szybki przeszedłem do Szerszeni.

NOWa: – To był udany „transfer” zawodnika?

TH:– [Śmiech] Chyba tak, skoro przyjęli mnie zaraz po tym, jak się zgłosiłem.

NOWa: – Szerszenie są wprawdzie zdania, że nawet najlepszy rower sam nie pojedzie, ale korzystają ze sprzętu wysokiej klasy. Też przeszedłeś ten etap od „zwykłego” roweru po zawodniczą maszynę?

TH:– Na początku faktycznie jeździłem na gratach. Teraz to wiem. Kiedy zacząłem jeździć z Szerszeniami kupiłem od kolegi dobry rower, jak mi się wtedy wydawało. Ale się nie sprawdził. Miałem na nim wypadek, nic poważnego, chociaż trochę się poobdzierałem. To skłoniło mnie do sprzedaży tej maszyny. Teraz mam nowy rower, świetnej marki Trek. Ta firma sponsoruje Lance`a Armstronga. Kosztował mnie, wraz z wyposażeniem, około 7 tysięcy złotych, ale jest wart swojej ceny. Wspaniała maszyna, na maratonach sprawdza się w każdych warunkach.

NOWa: – Ile czasu poświęcasz na treningi?

TH:– Teraz mam czas na rower tylko w soboty i niedziele. Wcześniej, kiedy wraz z kolegą prowadziłem firmę, mogłem elastycznie ustawić sobie pracę, więc jeździłem niemal codziennie. W zeszłym roku przejechałem w sumie 9500 km. A w tym roku kiepsko jest z moimi treningami. Nie wiem, czy będzie na liczniku 300 km?

NOWa: – Ale sezon się dopiero zaczyna.

TH:– To prawda. Choć pewnie nie nadrobię tych kilometrów.

NOWa: – Co uważasz za swoje największe sukcesy?

TH:– Każdy wyjazd na wyścig jest dla mnie przeżyciem, które długo wspominam. Przejechałem już 18 maratonów rowerowych. Najczęściej na trasie mega, która liczy ok. 150-160 km. Szczególnie lubię jeździć na maraton do Kołobrzegu, bo to nie tylko wyjazd „na rower”, ale i nad morze.

NOWa: – Rower zajmuje w Twoim życiu ważne miejsce?

TH:– Lubię jeździć rowerem, to jest moja pasja, mój żywioł. Od 15 lat nie palę papierosów, a trochę również dzięki rowerowi od 8 lat nie piję alkoholu. Teraz ważne są dla mnie praca i rower. I żona, oczywiście [śmiech]!

NOWa: – To by się działo, gdyby żona przeczytała, że o niej zapomniałeś! Szlaban na rower, jak nic. Jak przygotowujesz się do trzebnickiego maratonu, Żądło Szerszenia? Zwłaszcza, że teraz brakuje Ci czasu na treningi?

TH:– Mam wymagającą pracę, więc faktycznie trudno znaleźć czas na treningi. Ale, jak mówiłem, jeżdżę w weekendy. W jedną z ostatnich niedziel, po raz pierwszy w tym sezonie, przejechałem 116 km. Odczułem ten dystans, długo trzymały się zakwasy. Ale to normalne, skoro się systematycznie nie jeździ. W ubiegłym roku, kiedy tego czasu miałem trochę więcej, w tydzień przejeżdżałem nawet 700 km. Codziennie około 100 km nie stanowiło dla mnie problemu. Teraz trening jest dla mnie większym wysiłkiem.

NOWa: – Przez zimę trenowałeś?

TH:– Dwa razy byłem na rowerze i to na „góralu”. Zupełnie inaczej się jeździ na grubych oponach.

NOWa: – Jaką trasę wybrałeś dla siebie na Żądło Szerszenia?

TH:– Jak zwykle mega, czyli w tym roku 155 km. Teraz na maratonach kolarskich jeżdżę właśnie na tych średnich dystansach. Trasy mini, a więc 75 km czy 90 km to już dla mnie za mało. Czuję niedosyt po przejechaniu takiej ilości kilometrów. Dystans mega jest za to akurat. Po każdym takim przejeździe wspaniale się czuję. Dobrze to wpływa na mają kondycję i na zdrowie.

NOWa: – Jakie masz plany startów na ten rok?

TH:– Na razie nie wiem, więc nie odpowiem na to pytanie. Przede wszystkim mam teraz dużo pracy i od tego zależy, czy się gdzieś wybiorę, a jeśli tak, to dokąd? Poza tym przejechanie 6 takich maratonów, a bywa, że odbywają się nawet co tydzień, to dla organizmu spory wysiłek. Muszę znaleźć czas na regenerację. Zwłaszcza, że do emerytury jeszcze trochę mi brakuje, a chciałbym do niej dożyć w dobrym zdrowiu. Jeśli jeszcze na nią zarobię, wtedy będę mógł już tylko jeździć rowerem.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here