Ścieżki w cieniu awantury o rewitalizację

139

W środę 4 kwietnia w Żmigrodzie doszło do podpisania przez włodarzy powiatu trzebnickiego oraz gmin Trzebnica, Żmigród i Prusice porozumienia o budowie ścieżek rowerowych trasą dawnej kolejki wąskotorowej z Machnic do Sułowa. Nieoczekiwanie złożenia swojego podpisu odmówił starosta milicki, który wraz ze starostą trzebnickim wszedł w ostry spór z burmistrzem Trzebnicy, którego wspólnie oskarżyli o sabotowanie wartego 12-14 mln zł programu rewitalizacji budynków użyteczności publicznej, co stawia pod znakiem zapytania sens kolejnego wspólnego przedsięwzięcia.

Gospodarzem środowego spotkania, nazwanego nie bez kozery „historycznym”, był burmistrz Żmigrodu Robert Lewandowski. Zaprosił on partnerów wspólnej budowy ścieżek rowerowych, na basztę dawnego kompleksu pałacowego Hatzfeldów. Jak sam uzasadniał, miejsce to już raz w przeszłości – blisko 200 lat temu – było świadkiem zawarcia przez króla Prus i cara Rosji historycznego porozumienia antynapoleońskiego. Teraz przyszedł czas na porozumienia ze wszech miar pokojowe i służące rozwojowi subregionu trzebnicko-milickiego – Mam nadzieję, że to będzie projekt historyczny – mówił o planach budowy ścieżek rowerowych gospodarz spotkania, szybko oddając głos liderowi projektu, burmistrzowi Bandrowiczowi, który od teraz będzie opiekunem i nadzorcą całego przedsięwzięcia. Ten podkreślił, że wszystkie ważniejsze założenia do budowy ścieżek są już gotowe, a podpisania umowy z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska na dofinansowanie przedsięwzięcia spodziewać się należy jeszcze w połowie kwietnia. Wszystko więc wskazywało, że złożenie podpisów przez włodarzy jest tylko formalnością. Stało się jednak inaczej.

 

Kryzys zaufania

Atmosferę spotkania od razu mocno zmąciło wystąpienie starosty milickiego Piotra Lecha. Poinformował on zebranych, że mimo iż „związany emocjonalnie jest bardzo” z budową ścieżek rowerowych, których milicki odcinek już przecież istnieje, z wyjątkiem niespełna 2-kilometrowego odcinka z Sułowa przez Gruszeczkę do granicy z powiatem trzebnickim, to jednak nie może podpisać porozumienia, gdyż nie otrzymał takiego upoważnienia od zarządu powiatu. Jak wyjaśniał dalej, źródłem sprzeciwu wobec wielostronnego porozumienia jest postawa gminy Trzebnica, która konsekwentnie nie wywiązuje się z wcześniejszych zobowiązań, szczególnie tego, dotyczącego termomodernizacji (generalnie mówiąc: ocieplenia poprzez wymianę okien, drzwi i dachów) obiektów użyteczności publicznej na terenie powiatów milickiego i trzebnickiego.

Jak pamiętamy, program termomodernizacji fizycznie realizowany jest od półtora roku i podzielony został na etapy, tak by ci, którzy uporają się z zadaniem wcześniej, mogli przed innymi otrzymać zwrot poniesionych już kosztów. W ramach programu np. gmina Żmigród realizuje przedsięwzięcia za ok. 4 mln zł, takie jak ocieplenie Szkoły Podstawowej w Radziądzu czy Urzędu Miejskiego, a powiat trzebnicki przeprowadził termomodernizację Powiatowego Zespołu Szkół nr 2 przy ul. Stefana Żeromskiego.

Sęk jednak w tym, że podczas gdy powiat milicki, będący liderem projektu termomodernizacji, swoje inwestycje warte 4,3 mln zł już zrealizował i dąży w tej chwili do uzyskania 1,7 mln zł dotacji, tak by móc te środki zainwestować w ścieżkę rowerową na swoim terenie, to gmina Trzebnica swoich inwestycji (czyli termomodernizacji budynku posanatoryjnego na potrzeby Szkoły Podstawowej nr 2 oraz Szkoły Muzycznej I i II stopnia), oszacowanych na 2,95 mln zł, nawet nie rozpoczęła. Grozi to nieuzyskaniem zewnętrznego finansowania i wywróceniem wartego 12-14 mln zł międzypowiatowego projektu do góry nogami. – Nie podpiszę porozumienia, bo musimy sobie pewne rzeczy wyjaśnić. Projekt budowy ścieżki rowerowej to jest kolejny wspólny projekt, podczas gdy projekt wcześniejszy, dotyczący termomodernizacji, jest zagrożony. Dostaliśmy dopiero co pismo z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, że jeden z partnerów się wycofuje. W tej sytuacji fundusz przesunął podpisanie umowy na dofinansowanie o dwa miesiące! Po tym, jak gmina Trzebnica skierowała pismo do NFOŚ z zapytaniem, czy może zrealizować swoje zadania kilka miesięcy później niż się umówiono, odbyło się spotkanie zarządu funduszu, na którym uznano, że aby nie przepadło dofinansowanie a projekt się utrzymał, trzeba Trzebnicę z przedsięwzięcia usunąć. Jeżeli przepadnie projekt na termomodernizację, nie może być mowy o kolejnym wspólnym wniosku – wyjaśniał zebranym swoją postawę starosta milicki.

Tyrada milickiego starosty oburzyła burmistrza Marka Długozimę, który jął tłumaczyć się z ostatniego zamieszania: – To dorabianie ideologii. Trzebnica z projektu się nie wycofała. Nie otrzymaliśmy od firmy, której to zleciliśmy, projektu budowlanego i dokumentacji technicznej. Nie ma pozwolenia na budowę wydawanego przez starostwo. W tej sytuacji zwróciliśmy się do funduszu z zapytaniem, czy jest możliwość zakończenia przedsięwzięcia termomodernizacji w późniejszym terminie. I tyle – tymi słowami włodarz Trzebnicy odpierał stawiane sobie zarzuty. W polemikę włączył się z miejsca starosta trzebnicki Robert Adach, który zauważył, że nie można uzyskać pozwolenia na budowę bez złożenia „poprawnego” wniosku, który np. wyeliminował by taką oto sytuację, że gmina zakłada poprowadzenie drogi pożarowej do swojej nieruchomości (podarowanej zresztą przez powiat) po działce powiatowej, nie uzyskawszy na to zgody władz powiatu lub planuje modernizację zabytkowego budynku, na co nie uzyskała do tej pory zgody wojewódzkiego konserwatora zabytków. Przypomniał przy tym, że pytania przedstawicieli Trzebnicy sformułowane podczas ostatnich rozmów z NFOŚ w Warszawie sugerowały, że gmina nie będzie mogła wywiązać się z zawartych wcześniej umów. Z opinią trzebnickiego starosty zdecydowanie nie zgodził się burmistrz Długozima, który jednocześnie głośno zaznaczył, że „o tych problemach” i wypowiedziach będących niczym innym jak „zagraniami politycznymi” nie chce rozmawiać przy prasie. Mimo tej deklaracji burmistrz gorszący spór jak najbardziej kontynuował. |

 

To jest problem etyczny

Gorącą atmosferę na sali próbował rozładować burmistrz Prusic Igor Bandrowicz. Wyjaśniał on, że w przypadku wycofania się jakiekolwiek partnera z obecnego projektu, nic mu nie zagrozi, ponieważ każda gmina i każdy powiat będzie dysponować osobnym pozwoleniem na budowę i własną dokumentacją techniczną dla swojego terenu, co  pozwoli utrzymać partnerstwo i realizować zadanie wspólnie, choć w mniejszym gronie. – Powinniśmy porozumienie podpisać. Tutaj zagrożenia nie widzę – stwierdził dobitnie. Tego samego zdania był burmistrz Długozima, który jeszcze raz powtórzył, że jeżeli gmina dostanie od starostwa pozwolenie na budowę, to przystąpi do „natychmiastowych działań” termomodernizacyjnych, zwłaszcza że środki na ten cel zostały zarezerwowane w budżecie gminy na 2012 rok.

Perswazja Bandrowicza i zapewnienia Długozimy nie rozwiały wątpliwości starostów, którzy dawali wyraz niewierze w szczere intencje Trzebnicy. – Nie chcę robić na złość, ale musimy rozwiązać problem zaszły. W ramach projektu trzeba zrobić 2 km ścieżki na moim terenie, co kosztować będzie ok. 1 mln zł. Tymczasem powiatowi milickiemu grozą straty w wysokości 3,5 mln zł, jeżeli projekt termomodernizacyjny zostanie unicestwiony – przestrzegał starosta milicki. – To jest problem etyczny. Już raz przez gminę Trzebnica straciliśmy finansowanie na promocję całego regionu [w ramach Dni Dolnego Śląska – przyp. WZ] w wysokości 300 tys. zł. To nie jest problem merytoryczny, lecz etyczny – mówił z kolei starosta Adach, podkreślając, że na zrealizowanie inwestycji termomodernizacyjnych samorządy miały w sumie trzy lata, i że ostateczne pozwolenia na użytkowanie zmodernizowanych obiektów trzeba uzyskać najpóźniej do końca 2012 r., „by nie mieć kłopotów z rozliczeniem”. Wyraźnie pijąc do burmistrza Trzebnicy przypomniał, że czas na wycofanie się z projektu był, ale  jesienią 2011 r., a to oznacza, że „obecnie trzeba stawać na głowie, jak to zrobił Żmigród, by zabezpieczyć to przedsięwzięcie”.

Do wątpliwości starosty milickiego, jak i coraz gorętszego sporu między burmistrzem Trzebnicy a starostą trzebnickim postanowił odnieść się gospodarz spotkania, czyli burmistrz Żmigrodu Robert Lewandowski. Co do zasady podzielił on obawy i argumenty starosty milickiego, ale jednocześnie wezwał do niezwłocznego podpisania porozumienia. – Podpiszmy tekst porozumienia we czwórkę, a starosta milicki dostanie czas na przekonanie zarządu powiatu. To kwestia wzajemnego zaufania. Faktem jest jednak, że jeżeli stracimy pieniądze z termomodernizacji, to nie będziemy mieli funduszy na budowę ścieżek rowerowych. Dajmy sobie czas na wyjaśnienie wątpliwości odnośnie poprzedniego projektu – przekonywał Lewandowski. Ostatecznie porozumienie zostało ratyfikowane w blasku fleszy, a swoje podpisy złożyli starosta trzebnicki oraz burmistrzowie Trzebnicy, Żmigrodu i Prusic. Warto podkreślić, że treść porozumienia została w ostatniej chwili zmodyfikowana poprzez umieszczenie w nim zapisów, iż zaangażowanie powiatu trzebnickiego obejmować będzie jedynie udział w kosztach przygotowania dokumentacji projektowej (40 tys. zł), bieżącą współpracę z liderem projektu w zakresie udzielania wyjaśnień dotyczących poszczególnych zadań, a także udostępnianie liderowi wszelkich będących w posiadaniu powiatu dokumentów, służących przygotowaniu projektu. Z kolei powiat milicki dołączy do porozumienia po wyjaśnieniu kwestii związanych z projektem termomodernizacji, co powinno nastąpić niebawem na specjalnym spotkaniu wszystkich partnerów tego przedsięwzięcia.

 

Wolne miasto Trzebnica

Całe spotkanie w Żmigrodzie przebiegało w napiętej atmosferze. Mimo iż włodarze mówili sobie per „ty”, nie dało się ukryć, że wszyscy mają żal do burmistrza Długozimy o to, że niepotrzebnie naraża dotychczasowe partnerstwo na ciężką próbę. Szczególnie fatalnie wyglądały słowne pojedynki między Długozimą a starostą trzebnickim Adachem, który wytykał burmistrzowi, że ten lekceważy zawarte umowy, dążąc do ich renegocjacji bez oglądania się na partnerów, tak jakby istniało „wolne miasto Trzebnica”, które z nikim nie musi się liczyć.

Ponownie powrócił temat gazety burmistrza, która będąc finansowana za pieniądze trzebnickiego podatnika dopuszcza się szkalowania innych samorządowców. – Nie zgadzam się, aby za moje 25 złotych mnie publicznie krytykowano w gazecie. Rób to za swoje pieniądze, jesteś przecież człowiekiem majętnym – łajał Długozimę starosta Adach, czyniąc chyba aluzję do rzekomego handlu przez burmistrza nieruchomościami przejmowanymi w ramach postępowań komorniczych i odsprzedawanych ze znacznym zyskiem na rynku wtórnym. Burmistrz Długozima nie pozostał dłużny i wprost zagroził staroście procesem sądowym o zniesławienie.Do rangi symbolu urasta zatem fakt, że zaraz po zakończeniu aktu podpisywania porozumienia w sprawie budowy ścieżek rowerowych, w czasie której to czynności dochodziło do tej mało eleganckiej wymiany zdań, burmistrz Długozima opuścił pospiesznie spotkanie, żegnając się z „kolegami” bardzo zdawkowo i oschle.

2 KOMENTARZY

  1. czy ktos mógłby napisać o co chodzi , brzmi to bardzo bardzo niepokojąco !!

    „do rze­ko­mego han­dlu przez bur­mi­strza nie­ru­cho­mo­ściami przej­mo­wa­nymi w ramach postę­po­wań komor­ni­czych i odsprze­da­wa­nych ze znacz­nym zyskiem na rynku wtór­nym. „

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here