4 tys. złotych poszły jak woda

483

Na wniosek Spółdzielni Mieszkaniowej Lokatorsko – Własnościowej w blokach przy ul. Prusickiej w Trzebnicy wymieniane były wodomierze. Problem w tym, że w jednym z mieszkań urządzenie zostało wadliwie zamontowane. Właściciele zalanych mieszkań o odszkodowanie muszą walczyć w sądzie, bo spółdzielnia… umywa ręce.

„Uprzejmie prosimy o zapewnienie naszym pracownikom swobodnego dostępu do pomieszczenia, w którym znajdują się wodomierze do wymiany. (…) Prosimy o umożliwienie łatwego dostępu, czyli odsuniecie przedmiotów uniemożliwiających swobodny dostęp podczas montażu, ponieważ za ewentualne uszkodzenia przedmiotów utrudniających dostęp do urządzeń pomiarowych nie będziemy mogli ponieść odpowiedzialności” – taką informację na tablicy przy klatce wejściowej do bloków, z pieczątką spółdzielni mieszkaniowej w Trzebnicy przeczytali lokatorzy bloków przy ul. Prusickiej.

Państwo Helena i Roman Nowakowscy, dostosowali się do tego polecenia. W jednym z pierwszych dni sierpnia minionego roku, po godz. 17, wpuścili do mieszkania pracownika firmy, który miał im wymienić wodomierz. Jak zapewnił po skończonej robocie „wszystko jest w porządku”. Wieczorem skorzystali więc z prysznica i poszli spać. Kilka godzin później obudziło ich donośne pukanie do drzwi: najpierw sąsiadów, a potem… policji.

Wodny armagedon

– Było chyba chwilę po godzinie pierwszej w nocy, kiedy zapukała sąsiadka. Obudziła mnie, bo w jej mieszkaniu kropelki wody z sufitu zaczęły kapać na meble. Wstałam, a w naszym mieszkaniu…  pełno wody. Szybko pobiegłam budzić męża – opowiada pani Helena Nowakowska. Pan Roman dodaje, że nawet poślizgnął się na tej wodzie, kiedy wstawał, by pomóc żonie. Szybko pobiegł zakręcić zawór: – Natychmiast zaczęliśmy wylewać wiaderka wody, której było w naszym mieszkaniu po kostki. Mieszkamy na III piętrze, a zalaliśmy dwoje sąsiadów i nawet piwnicę. To był jakiś armagedon. Woda lała się po korytarzu, po balkonie ściekała na zewnątrz, wydostała się nawet przez klatkę wejściową! – opowiada pan Roman. Jego żona dodaje, że o godz. 4 nad ranem do ich mieszkania weszli funkcjonariusze policji, wezwani przez zaniepokojonego lokatora.

Państwo Nowakowscy pytali o ten stan rzeczy fachowców, chcieli wiedzieć co spowodowało rozszczelnienie wodomierza w ich mieszkaniu : – Odpowiedzieli, że w nocy wzrasta ciśnienie, pod wpływem którego doszło do awarii – dodają podczas rozmowy.

Od kilku lat ich jedynym dochodem jest emerytura, a przemoknięta podłoga nie nadawała się już do niczego. Musieli szybko ubiegać się o pożyczkę pod natychmiastowy remont. Teraz trzeba zająć się malowaniem ścian, z których zaczął odpadać wilgotny tynk. Muszą się spieszyć z remontem, ponieważ mieszkają z chorą wnuczką: – Kiedy wejdziemy do domu po kilku godzinach nieobecności, szybko musimy otwierać okna, tak czuć wilgocią – dodaje pani Helena.

W mieszkaniu przy Prusickiej państwo Nowakowscy mieszkają już ponad 30 lat, zajmowane mieszkanie jest ich własnością, jednak co miesiąc płacą rachunki do spółdzielni, a wśród stałych opłat ponoszą koszty w wysokości 45 zł na fundusz remontowy. Mają żal do właściciela budynków – spółdzielni mieszkaniowej – których pracownicy nawet nie zainteresowali się losem lokatorów: – Ani razu nie byli w naszym mieszkaniu, potem ich radca prawny w naszym imieniu napisał do wykonawcy pismo o zwrot odszkodowania, jednak już sami musieliśmy dzwonić po odpowiedź – mówią poszkodowani lokatorzy.

Fachowiec z firmy monterskiej powiadomiony o awarii prosił, by zachować dyskrecję i nikogo nie informować o całym zdarzeniu. Później jednak „umył ręce”, nie przyznając się do źle zamontowanego wodomierza i twierdząc, że to z winy właścicieli mieszkania doszło do wodnej usterki. Państwo Nowakowscy zwrócili się pisemnie z prośbą o odszkodowanie za poniesione straty. Kiedy firma nie zgodzi się na wypłacenie należnej kwoty, sprawę skierują do sądu.

Pomożemy, ale prawnie

Pod koniec lutego właściciele zwrócili się do spółdzielni, raz jeszcze opisując całą sytuację. Domagali się zadośćuczynienia w kwocie 4 tys zł za poniesione wydatki związane z remontem. Dodali, że w przypadku negatywnej odpowiedzi o sprawie zostaną poinformowane lokalne media. Po upływie 2 tygodni otrzymali lakoniczną informację, w której czytamy, że zarząd spółdzielni nie ponosi odpowiedzialności za powstałe szkody, a roszczenia powinni kierować do wykonawcy. Spółdzielnia oferuje pełną pomoc prawną w zakresie rozstrzygnięcia sporu pomiędzy właścicielami, a wykonawcą.

– Sprawa jest w toku, to wszystko co mam do powiedzenia – natychmiast ucina rozmowę prezes spółdzielni Marian Błaś. Kiedy pytamy, co ma konkretnie na myśli, mówiąc o prowadzeniu sprawy, dodaje: – Oferujemy tym państwu pomoc w zakresie prawnym, jak zostało już napisane. Jestem tylko pośrednikiem pomiędzy lokatorami, gdzie wadliwie wykonano urządzenie, a wykonawcą. Nic tu nie mam do dodania.

– A na co jest przeznaczana kwota pochodząca ze składki remontowej, czy z tych środków nie można wypłacić kwoty odszkodowania? – pytamy prezesa. – Pieniądze z funduszu remontowego, jak nazwa wskazuje są przeznaczane na remont części wspólnych.

– Przecież nie chcieliśmy tych wodomierzy, zostały zamontowane na wniosek spółdzielni, która teraz „umywa ręce” – mówią państwo Nowakowscy.

O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy Henryka Jacukowicza, przewodniczącego spółdzielczej rady nadzorczej: – O sprawie dowiaduję się od państwa, trudno tak na gorąco odnieść się do tego zdarzenia. Nie przeglądałem również żadnych dokumentów wysyłanych do spółdzielni przez tych państwa. Nie wiem, czy takie pismo wysyłali również do rady nadzorczej, jednak niezależnie od tego sprawę poruszę na najbliższym posiedzeniu rady, które będzie 19 kwietnia. Uważam, że powinniśmy pomóc tym państwu, przecież nie z ich winy doszło do awarii – dodaje Henryk Jacukowicz.

 

Komentarz

Próbujemy zrozumieć, dlaczego spółdzielnia mieszkaniowa w taki sposób potraktowała swoich członków, ale nic sensownego nie przychodzi nam do głowy. Przecież umowę z firmą montującą wodomierze zawarła spółdzielnia, a nie lokatorzy. Ba, firma ponoć została wyłoniona w przetargu. A zatem, dlaczego spółdzielnia sama nie wystąpi do wykonawcy o odszkodowanie, przecież właśnie za administrowanie zasobami spółdzielczymi prezes pobiera wynagrodzenie. Wysługiwanie się poszkodowanymi lokatorami jest nie tylko niemoralne ale i niesmaczne.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here