Co widział świadek podczas tragedii pod Droszowem?

144

W piątek zeznania składał naoczny świadek w procesie przeciwko 51-letniemu Markowi A., kierowcy tira, oskarżonemu o umyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym i nieumyślne spowodowanie wypadku, w którym zginęła 25-letnia Ewelina ś. i jej nienarodzony syn. 4 lipca ub. roku prowadzący ciężarówkę daf Marek A.  –  jadąc szosą wojewódzką Trzebnica-Oborniki Śl. – tuż za Droszowem, w miejscu, gdzie obowiązuje  ograniczenie prędkości do 40 km/h oraz zakaz wyprzedzania, rozpędził samochód do szybkości 84 km/h i zjechał na lewy pas, przekraczając podwójną ciągłą linię, by wyprzedzić inny pojazd ciężarowy i rozpoczął wyprzedzanie samochodu. Podczas tego manewru stracił panowanie nad pojazdem i doprowadził do czołowego zderzenia z jadącym prawidłowo od strony Obornik Śl. autem honda civic, prowadzonym przez będącą w 9 miesiącu ciąży Ewelinę. Mimo niemal natychmiastowej reanimacji kobieta i jej nienarodzone dziecko zmarli. Oskarżony przyznał się do zarzucanych czynów.

Świadek 26-letni Robert O., mieszkaniec Leszna jechał służbową toyotą auris do Obornik  Śl. Jak jak zeznał w postępowaniu przygotowawczym, a później potwierdził przed sądem, jechał ostrożnie, gdyż droga w tym rejonie była mokra i śliska. Przed sobą miał jadący bardzo powoli samochód dostawczy, załadowany drewnem, który w terenie zabudowanym nie przekraczał 40 km/h, a poza nimi – 50 km/ha; za nim jechał ciągnik siodłowy daf z naczepą. Gdy przejechał ostry zakręt za Droszowem i miał przed sobą 300-metrowy odcinek prostej drogi, zdecydował, że wyprzedzi auto z drewnem. Kiedy wyjechał na lewy pas, rozpędził samochód do prędkości ok. 60 km/h.  Wracając na swój pas w lewym bocznym lusterku zauważył, że „dostwaczaka” wyprzedza także tir. Zdziwił się wtedy, że kierowca tira wziął się także za wyprzedzanie, bo droga była już pod górkę, a na jezdni namalowana linia podwójna ciągła. Gdy był już na swoim pasie, zauważył, że z przeciwka jadą dwa samochody honda:  czarna accord oraz srebrna civic. – Widziałem, że kierujący ciężarówką też to dostrzegł i gwałtownie wrócił na swój pas – zeznał Robert O. Świadek dostrzegł, że ciągnik zdążył wrócić, ale zarzuciło naczepę, która zaczęła „tańczyć” na mokrej nawierzchni. Świadek zeznał, że był wtedy ok. 2 m przed szczytem wzniesienia..

Pierwsza honda – accord zdążyła wyminąć zestaw, ale nie udało się to już kierującej civic. W tym momencie naczepę miało zarzucić w lewo i uderzyła w samochód osobowy. Następnie przyczepność do nawierzchni stracił także ciągnik siodłowy i z  naczepą  i uwięzioną przez nią hondą zjechał na lewy pas ruchu, a następnie do rowu.

Zdaniem świadka, daf wyprzedał z prędkością ponad 80 km/h, a manewr trwał ok. 6-7 sek., dodał, iż uważa, że kierująca hondą civic nie miała szans na żaden manewr. Na pytanie oskarżyciela posiłkowego dodał, że w chwili gdy zobaczył, że oskarżony zaczął wyprzedzać, był pewien, że dojdzie do wypadku.

Świadek zatrzymał toyotę i pobiegł w kierunku wypadku. Mijając samochód z drewnem, powiedział kierowcy, żeby obaj podbiegli zobaczyć co się stało, zagadnięty wulgarnie odburknął i pojechał dalej. Gdy dobiegł do miejsca wypadku, byli już tam strażacy, którzy jechali do innego zdarzenia. Robert O. zauważył, że kierowca ciągnika jest w szoku. Spytał go, czy wie co zrobił, ale ten nie nie miał świadomości, że doszło do wypadku, myślał tylko, że wpadł do rowu. Dopiero, gdy po przyjeździe policji czekali ok. 40 min. w radiowozie, świadek opowiedział oskarżonemu przebieg wypadku.

Świadek nie potrafił jednak na podstawie mapy ewidencyjnej tego odcinka drogi oraz dokumentacji fotograficznej  określić w którym miejscu, jakie manewry zostały wykonane. Z pomocą oskarżycieli sam sporządził szkic sytuacyjny.  Dodał jednak, że nie zna tej drogi, bo jechał nią po raz trzeci w życiu.

Biegły sądowy Andrzej Dutkowski stwierdził jednak, że zeznania świadka Roberta O. są  w znaczącej części  sprzeczne ze śladami na miejscu wypadku oraz śladami powstałymi na obu pojazdach uczestniczących w zdarzeniu.

A. Dutkiewicz wyjaśnił, że na przedniej lewej części dafa stwierdził wyraźne nawarstwienia lakieru samochodowego w kolorze srebrnym, takim jak miała honda civic. Również na dolnych elementach kabiny ciągnika znajdowała się znaczna ilość odprysków  lakieru pochodzącego z samochodu honda. Wygląd i kształt deformacji w tym narożu oraz głębokość zagięć głównych jego elementów konstrukcyjnych również wskazywało, że miejsce to zetknęło się z lewą przednią częścią hondy. Deformacje wskazują, że w tych doszło do najmocniejszego uderzenia. Stąd nasuwa się przypuszczenie, że to było zderzenie czołowe. Gdyby przyjąć, tak jak powiedział świadek, że pierwsze uderzenie hondy było w bok naczepy, to nieprawdopodobne jest to, żeby potem doszło do zderzenia przodu hondy z przodem ciągnika.

Poza tym deformacje w okolicach środka lewej burty naczepy były niewielkie i dotyczyły dolnych elementów poszyciowych. Nie było natomiast żadnych zniekształceń na elementach konstukcyjnych naczepy, do których musiałoby dojść gdyby honda właśnie w nią uderzyła.

Zdaniem biegłego zeznaniom świadka przeczą też ślady znalezione na drodze: na prawym poboczu, bezpośrednio przed miejscem zderzenia ujawniono 34-metrowy ślad jazdy kół, którego koniec  znajdował się w odległości ok. 18-20 m od położenia powypadkowego tylnej części naczepy dafa i przodu hondy. Taka niewielka odległość śladów na poboczu dowodzi, że nieprawdopodobne, aby ok. 20-metrowy zestaw wjechał najpierw na prawe pobocze, następnie obrócił w poprzek drogi, skośnie do osi jezdni, i jednocześnie ciągnik byłby na swoim pasie ruchu.

Według opinii biegłego, zestaw ciągnik siodłowy-naczepa w chwili zdarzenia ustawiony był  skośnie w lewo do lewej krawędzi jezdni, natomiast honda civic poruszała się swoim prawym pasem ruchu blisko prawej krawędzi jezdni, a zderzenie tych pojazdów nastąpiło w miejscu, gdzie policja ujawniła głęboko rysę na asfalcie. Dalszy przebieg zdarzeń był taki, że lewa przednia część hondy została wciśnięta pod lewe naroże dafa i pojazd osobowy przemieścił się wzdłuż boku ciągnika oraz naczepy do miejsca, gdzie na naczepie zostały wyłamane elementy poszycia. W momencie, gdy oba pojazdy zjechały z drogi, naczepa tylnymi lewymi kołami najechała na lewą przednią i boczną część hondy civic, powodując dociśnięcie karoserii głęboko w dół.

Zdaniem A. Dutkiewicza, stan zagrożenia bezpieczeństwa oraz sytuację wypadkową spowodował wyłącznie kierowca dafa. Natomiast ofiara wypadku, kierująca hondą civic nie tylko nie przyczyniła się do tragedii, ale nie miała żadnej możliwości jej uniknięcia.

Biegły dodał także, że na podstawie tachografu  ustalił prędkość dafa na 84 km/h, natomiast hondy – na podstawie zniszczeń – na ok. 50-60. W tym miejscu ograniczenie dla kierunku jazdy dafa wynosiło 40 km/ha, natomiast dla kierunku, w którym poruszała się honda – 60 km/ha. Jezdnie w tym miejscu były oddzielone linią podwójną ciągłą, ale była ona wytarta.

Sędzia pytania do biegłego przełożył na kolejną rozprawę.

Kierowcy dafa grozi kara 8 lat więzienia.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here