Postawę radnych ocenią wyborcy

    49

    Rozmowa z Janem Darowskim, radnym czterech kadencji samorządu gminnego, przewodniczącym Rady Miejskiej Trzebnicy piątej kadencji, obecnie szefem opozycyjnego klubu Ponad Podziałami.

    – Czy gdy był Pan przewodniczącym rady, musiał Pan uzyskiwać zgodę, albo pozytywną opinię w sprawie zwoływania sesji nadzwyczajnych?

     

    – Jeżeli wniosek o zwołanie sesji nadzwyczajnej spełniał wszystkie wymogi formalnoprawne, to ja decydowałem o zwołaniu sesji. Wniosków pochodzących od grupy radnych nie było dużo, ale zawsze spełniały wszelkie warunki i sesje były zwoływane. Zwołanie sesji na wniosek grupy radnych jest obowiązkiem prawnym przewodniczącego rady.

     

    – Przez większą część kadencji istniała nieformalna koalicja PO-PiS, czy w związku z tym były organizowane spotkania klubowe i czy na nich ustalano sposób głosowania?

     

    – Koalicja ta trwała przez pewien okres kadencji; wprawdzie nie została formalnie spisana, ale wspólne działania były przeprowadzane. Mieliśmy wspólne spotkania, co prawda zwoływane niezbyt często, na których próbowano uzgadniać wspólne stanowisko. Jednak nie zawsze przynosiły one spodziewane rezultaty. Niektórzy członkowie klubu PiS, zwłaszcza po pewnym okresie współpracy, mieli coraz częściej własne, odmienne stanowiska i głosowali inaczej niż radni z PO. Dlatego później coraz mniej mówiło się o koalicji, która pomału zanikła. Dyscyplina głosowania była wprowadzana rzadko.

     

    – Czy po głosowaniu radni, którzy mieli inne zdanie, byli w jakiś sposób z tego rozliczani, dyscyplinowani?

     

    – Oczywiście, wyniki głosowania były w jakiś sposób omawiane i jeśli ktoś miał inne zdanie, padały pytania: „dlaczego?”, jeśli radny sam wcześniej tego nie powiedział. Dzięki temu mieli dodatkową okazję do przedstawienia swojego punktu widzenia. Jednak o dyscyplinowaniu nie było mowy. Jak pamiętam ówczesny szef klubu PO Paweł Czapla podczas takiej dyskusji podkreślał, że to jest kwestia własnego sumienia. Ja zawsze stałem na stanowisku, że mandat radnego obliguje w pierwszej kolejności do odpowiedzialności wobec wyborców, a dopiero później wobec kolegów z koalicji, a nawet burmistrza.

     

    – Czy decyzje wynikające z kompetencji przewodniczącego, jak np. zwoływanie sesji nadzwyczajnych podejmował Pan zawsze po konsultacji z burmistrzem lub klubem? Czy uważa Pan, że takie rozmowy są obligatoryjne dla przewodniczącego?

     

    – Decyzji o zwołaniu sesji nadzwyczajnej nigdy nie uzależniałem od konsultacji, chociaż gdy wpłynął taki wniosek, mówiłem o nim szefowi samorządu. Robiłem tak, bo uważam, że to należy do dobrego tonu. Oczywiście, takie rozmowy nie były obligatoryjne, raczej grzecznościowe. Natomiast samo zwołanie sesji jest już wyłącznie autonomiczną decyzją przewodniczącego rady.

     

    –  Jakie Pana zdaniem konsekwencje może ponieść przewodniczący rady, który nie zwoła w określonym trybie sesji nadzwyczajnej?

     

    – Według mnie niezwołanie sesji na prawidłowo złożony wniosek, byłoby złamaniem ustawy o samorządzie gminnym. Taka decyzja mogłaby zagrozić funkcjonowaniu rady jako organu stanowiącego i kontrolnego, bo przewodniczący uniemożliwiłby realizację uprawnień grupy radnych, co byłoby uniemożliwieniem wykonywania funkcji uchwałodawczych i kontrolnych przez samorząd. Zapewne w takiej sytuacji musiałby ingerować organ nadzoru, czyli wojewoda. W przypadkach, gdyby to było powtarzające się i uporczywe, można by się dopatrywać nawet niedopełniania obowiązków przez przewodniczącego, co mogłoby grozić odpowiedzialnością karną.

     

    – Czy spotykał się Pan z krytycznymi uwagami burmistrza wobec Pana pracy jako przewodniczącego i czy ta opinia była podawana pod dyskusję radnych koalicyjnych?

     

    – Funkcja przewodniczącego rady jest autonomiczna i niezależna od burmistrza. Jednak każdy ma prawo do oceny pracy radnego. Na pewno były jakieś zastrzeżenia czy uwagi burmistrza w stosunku do mojej pracy. Ja jednak zawsze stawiałem na podział kompetencji i robiłem to co uważałem, że mam obowiązek robić jako przewodniczący rady. Nie było sytuacji, żeby kiedykolwiek takie krytyczne uwagi wobec mojej osoby były podawane pod dyskusję podczas spotkań klubowych.

     

    – Co Pan sądzi o słowach Karola Idzika o zastraszaniu radnych koalicji przez burmistrza? Czy w poprzedniej kadencji burmistrz także próbował w  ten sposób oddziaływać?

     

    – Skoro pan Idzik tak twierdzi, to bierze odpowiedzialność za swoje słowa. Od samego początku był we władzach koalicji i chyba nie wymyślił tego o czym mówił. W stosunku do mojej osoby takich nacisków nie było. Wtedy były zupełnie inne relacje burmistrza z radnymi niż teraz. Oczywiście, nie wiem jak one wyglądały wobec innych radnych, wszystko zależało pewnie od bezpośrednich relacji. Nie dochodziło jednak do tego na forum. Gdy dowiadywałem się, że burmistrz ma jakieś zastrzeżenia, analizowałem je, ale robiłem to, co uważałem za słuszne. Poza tym burmistrz w poprzedniej kadencji był inny, bardziej skory do ustępstw, można go było przekonać do własnego zdania.

     

    –  Jak jako radny z wieloletnim stażem, ocenia Pan postawę radnych koalicji, którzy podczas sesji nie wykazują żadnej aktywności poza głosowaniem?

     

    – Radny zawsze powinien wykazywać aktywność, zadawać pytania, jeśli nie jest pewny, że może wziąć pełną odpowiedzialność za to nad czym będzie głosował. Trudno mi jednak oceniać postawę radnych, którzy nie wykazują aktywności, nie wiem, czy nie chcą brać czynnego udziału, czy wszystko wcześniej poznali sami. Nie wiem co się dzieje teraz podczas klubowych zebrań koalicji, ale podczas prac komisji także ci radni niewiele mówią i niewiele się pytają. Ostateczną weryfikacją ich postawy będą wybory samorządowe.

     

    –  Jak skomentuje Pan budżet na rok 2012? Co Pan sądzi o wysokim zadłużeniu gminy Trzebnica, które w 2012 osiągnie 56 proc.?

     

    – Budżet oceniłem podczas sesji budżetowej. Mogę tylko powtórzyć, że jest to budżet za mało rozwojowy, a za dużo skupia się na wydatkach bieżących i autopromocji władz; ponadto dużą jego część pochłania utrzymanie administracji.

     

    – Niedawno w Biuletynie Informacji Publicznej ukazało się sprawozdanie z audytu przeprowadzonego w Zakładzie Lecznictwa Ambulatoryjnego. Co Pan o nim sądzi?

     

    – Przede wszystkim niezrozumiałe jest dla mnie, dlaczego tak długo czekaliśmy na ten dokument. W mojej ocenie audyt i sprawozdanie nie wniosły niczego nowego do sprawy. Dokument zawiera wiele sformułowań oczywistych, powszechnie znanych i w dodatku przedstawionych ogólnikowo. Należałoby się zastanowić, czy to w ogóle był audyt, czyli kontrola zakładu pod względem finansowym i organizacyjnym? Moim zdaniem dokument przedstawiony w BIP-ie to opis, zresztą nieprecyzyjny, pewnej rzeczywistości, a także wizja, jak w przyszłości ta rzeczywistość mogłaby wyglądać. Nie ma tam żadnych konkretów pozwalających stwierdzić, czy potrzebne są jakieś zmiany, w jakim kierunku powinny one pójść i, co najważniejsze, ile miałyby kosztować. Dlatego uważam, że ten audyt jest zupełnie zbędny.

     

    –  Pyta się Pan na sesjach o los podróżnych, którzy nie mogą korzystać z dworca autobusowego, jak zamierza Pan w tej sprawie dalej postępować?

     

    – Uważam, że miasto powiatowe, tej wielkości co Trzebnica, powinno mieć dworzec autobusowy. Dworzec był, a teraz go nie ma. Dlatego według mnie, jak najszybciej powinna zostać podjęta decyzja o jego budowie. Błędem była już likwidacja starego dotychczas istniejącego dworca przed wybudowaniem nowego. Na tym cierpią nie tylko mieszkańcy miasta, a nawet bardziej przejezdni, dla których nasze miasto jest tylko miejscem przesiadki. Korzystam z usług publicznych przewoźników i bardzo często słyszę od pasażerów takie zastrzeżenia i niezadowolenie.

    ODPOWIEDŹ

    Please enter your comment!
    Please enter your name here