Ponoworoczny chaos zdrowotny

    61

    Pacjenci, pieczątka, lekarz, apteka, porozumienie – te słowa dominowały przez ostatni tydzień w polskich mediach. Zmiany wprowadzone w ustawie refundacyjnej od 1 stycznia tego roku wywołały sprzeciw lekarzy. Większość z nich, w ramach protestu podjęła decyzję o wypisywaniu recept z adnotacją: „Refundacja do decyzji NFZ”, co dodatkowo wprowadziło zamieszanie.

    Lekarze protestują, ponieważ nowe prawo nakłada na nich kary finansowe za wypisanie na recepcie niewłaściwego stopnia refundacji czy też przyznanie prawa do refundacji osobie nieuprawnionej. Medycy mają płacić kary również za zapisanie leku na schorzenie, które nie znalazło się w charakterystyce farmaceutyku określonej m.in. w ulotce wydanej przez producenta. Co więcej, nowe przepisy nakładają również sankcje na aptekarzy, którzy błędnie zrealizują recepty. Dodatkowo, od 1 stycznia obowiązuje nowa lista leków refundowanych, która również wzbudza kontrowersje wśród pacjentów, lekarzy i farmaceutów.

    Jak się okazuje, w większości placówek w naszym powiecie lekarze prowadzą „protest pieczątkowy”.

    Albo pieczątka albo dłuższa wizyta

     W trzebnickim Zakładzie Lecznictwa Ambulatoryjnego po Nowym Roku zostały wprowadzone zmiany w zasadach przyjmowania pacjentów: – Każda osoba rejestrująca się, czy to telefonicznie, czy osobiście, obligatoryjnie jest informowana o tym, że przed wizytą u lekarza musi okazać zaświadczenie o podleganiu ubezpieczeniu zdrowotnemu, dokument uprawniający do bezpłatnych świadczeń zdrowotnych: druk ZUS RMUA, legitymacja emeryta-rencisty, dla bezrobotnych zaświadczenie z Powiatowego Urzędu Pracy – mówi Anna Imielska, dyrektorka trzebnickiej przychodni. Szefowa ZLA dodaje, że oczywiście zdarzają się takie przypadki, kiedy pacjenci zapomną lub z jakichś innych przyczyn nie mają przy sobie odpowiednich dokumentów; w takich sytuacjach, jeśli chcą być przyjęci bezpłatnie, muszą podpisać oświadczenie, że posiadają prawo do ubezpieczenia i najpóźniej w ciągu 7 dni dostarczyć dokumenty. – Jeśli pacjent nie okaże w wyznaczonym terminie ubezpieczenia, zmuszony jest pokryć koszty porady lekarskiej. Zdarza się, że w placówce przyjmujemy turystów, czy gości z zagranicy i nie posiadają europejskiej karty ubezpieczenia, wtedy stosowany jest cennik taki sam jak dla nieubezpieczonych Polaków. Dotyczy to zarówno konsultacji lekarskiej, jak i badań laboratoryjnych. Anna Imielska dodaje, że zgodnie z ustawą, bezpłatnie przyjmowani są wszyscy pacjenci w sytuacji  nagłego pogorszenia stanu zdrowia  lub zagrażającej życiu.

    – Jeśli chodzi o wypisywanie recept na leki refundowane, to wszystkie opatrzone są pieczątką „Do akceptacji NFZ”. Czekamy na rozstrzygnięcie Ministerstwa Zdrowia, miejmy nadzieję, że już w tym tygodniu zostaną podjęte decyzje, zwalniające lekarzy z odpowiedzialności finansowej – mówi Imielska. Jak zapewnia, od Nowego Roku przeprowadziła wiele rozmów z pacjentami, którzy wykazują dużo zrozumienia. – Do tej pory zdarzyło się, że z receptą wróciła tylko jedna osoba, ponieważ lekarz pomylił się i zamiast 2012 wpisał rok 2011.

    W obornickiej pacjentów przyjmują lekarze prowadzący indywidualne praktyki lekarza rodzinnego. Dowiedzieliśmy się, że recepty wystawiane są tam z pieczątkami: – Pacjenci, których przyjmowałam nie denerwowali się, wykazywali dużo zrozumienia, ponieważ są dobrze poinformowali przez media – powiedziała nam lekarka pełniąca popołudniowy dyżur..

    Ewę Skorecką, dyrektorkę Publicznego Zespołu Zakładów Lecznictwa Ambulatoryjnego w Żmigrodzie, zastaliśmy w wiejskim ośrodku zdrowia w Powidzku: – W poprzedni poniedziałek wszyscy lekarze przybijali pieczątki. Teraz już powoli wdrażamy się w nowy system, ale bardzo dużo czasu zajmuje sprawdzanie leków. Zwłaszcza tu, na wsi, gdzie pacjenci przychodzą z reklamówkami leków, mamy straszne zamieszanie. Najpierw musimy sprawdzić tożsamość i prawo do ubezpieczenia, a potem przebrnąć jeszcze przez wypisanie recept – mówi Skorecka i dodaje, że niektórzy żmigrodzcy lekarze wpisują refundację, a oprócz tego stawiają pieczątkę.

    – Zawód lekarza jest zawodem wolnym, dlatego też, w sytuacji kiedy za ewentualne błędy czy  pomyłki, miałby on płacić z własnej kieszeni, decyzję o przybijaniu na recepty pieczątek „Refundacja do decyzji NFZ” pozostawiłem lekarzom – mówi Adam Gubernat, kierownik Samodzielnego Publicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Prusicach. Jak dodaje, jest taka sugestia, żeby jednak pieczątki stawiać, ale jako kierownik nie ma wpływu na decyzje medyków. – Od początku roku na pewno dokładniej sprawdzamy, czy zgłaszający się do nas pacjent posiada zaświadczenie o ubezpieczeniu. Sprawa jest dość oczywista jeśli chodzi o uprawnienia emerytów czy rencistów, dlatego, że posiadają oni legitymacje. Inaczej jest w sytuacji, kiedy pacjenci legitymują się zaświadczeniem w postaci druku RMUA. Jest do wydruk z komputera, a jak wiadomo, obecnie na komputerze w domu można zrobić wszystko. Dlatego nie możemy wykluczyć sytuacji, że zdarzy się tak, że Narodowy Fundusz Zdrowia zakwestionuje nam jakąś poradę czy badania. Mieliśmy już kiedyś taka sytuację, że fundusz zakwestionował poradę lekarską udzieloną dziecku, choć jak mówi ustawa, każde dziecko ma prawo do bezpłatnej opieki zdrowotnej. Dlatego też teraz pytamy rodziców, czy dziecko jest dopisane do ubezpieczenia któregoś z rodziców. W poprzednim roku nie mieliśmy sytuacji, kiedy NFZ zakwestionował zniżki zapisane na receptach – wyjaśnia Adam Gubernat.

    Kierownik zaznacza, że nie było w poprzednim tygodniu sytuacji, kiedy pacjent wróciłby do przychodni z receptą, której nie chciała zrealizować apteka.  Farmaceutka obsługująca pacjentów w aptece w pobliżu przychodni przyznaje, że od początku stycznia jest ogromny zamęt: – Teraz mamy „siedem światów”. Nawet jeszcze nie miałam czasu, żeby zajrzeć do materiałów i porównać, które leki zdrożały najbardziej. Sprawdzam książeczki emeryta, rencisty, druki RMUA. Zdarza się, że przychodzą pacjenci, którzy nie mają przy sobie zaświadczeń, a wiadomo, zrealizowanie recepty na wypisany lek bez refundacji, byłoby dla pacjenta bardzo niekorzystne finansowo, wtedy dzwonimy do przychodni, żeby potwierdzić uprawnienia. Panie z ośrodka zdrowia też mają przez to znacznie więcej pracy. Na szczęście ludzie widzą, że staramy się jak możemy, żeby każdy wyszedł z apteki zadowolony; nie było u nas żadnych utarczek czy awantur jakie widzi się w telewizji.

    Również lekarze niepublicznej placówki, jaką jest skokowski NZOZ Diamed wystawiają pacjentom recepty z pieczątkami. Jak podkreśliła Dorota Konopacka, kierownik przychodni, zaświadczenia o prawie do ubezpieczenia zawsze były obligatoryjnie sprawdzane, więc po Nowym Roku procedury są takie same.

    Bożena Kołpak jest kierownikiem Ośrodka Zdrowia w Wiszni Małej od początku tego roku  – Większość zmian organizacyjnych wynika właśnie z tego, że swoje obowiązki objęłam od 1 stycznia. Zawód lekarza jest zawodem wolnym, ale u nas w ośrodku nie przybijamy pieczątek. Znalazłam w internecie wyszukiwarkę, bazę lekową, z której teraz korzystają lekarze. Oczywiście zdarzają się pewne rozbieżności między materiałami, które my posiadamy a wytycznymi aptek; czasem pacjenci wracają, ale zawsze staramy się szybko skonsultować i rozwiązać problem.

    Podobnie załatwiani są pacjenci w placówkach w Zawoni i Czeszowie. – U nas wszystko odbywa się zgodnie z prawem. Nie stawiamy pieczątek – mówi Małgorzata Wieczorek-Zdziarska, szefowa obu przychodni. Jak dodaje, przyjęcie pacjenta trwa znacznie dłużej, ponieważ trzeba sprawdzać leki, ale młodsi lekarze pracują na laptopach i wyszukują w internecie informacje o refundacji. – Nawet jeśli zdarzyłoby się, że pomylę się z ze stopniem refundacji, to aptekarz zawsze może skorygować mój błąd. Jeśli natomiast chodzi o sprawdzanie uprawnień ubezpieczonych, to robimy to zawsze.

    Pacjenci zapobiegliwi

     Pani Halina, którą spotkaliśmy pod jedną ze żmigrodzkich aptek przyznaje, że obawiała się, co będzie po Nowym Roku: – Jestem emerytką, miesięcznie wydaję na leki około 400 zł, choruję na serce, nerki, mam problemy z oddychaniem, a od tabletek zepsuła mi się jeszcze wątroba. Bałam się tego „cyrku”, dlatego prosiłam lekarzy, żeby wypisywali mi recepty na maksymalną ilość opakowań tabletek. Teraz mam zapas do lutego. Zobaczymy jak to będzie dalej.

    Aptekarze potwierdzają, że pod koniec ubiegłego roku znacznie zwiększył się ruch. – Klienci byli niepewni tego co będzie po Nowym Roku, dlatego robili zapasy leków, zwłaszcza tych na receptę – powiedziała nam farmaceutka pracująca w jednej z obornickich aptek.

    Nowe przepisy zakazują również prowadzenia przez apteki programów lojalnościowych, w ramach których klienci za zakupy dostawali określoną ilość punktów, które następnie mogli wymienić na rabaty, gadżety czy inne korzyści.

    ODPOWIEDŹ

    Please enter your comment!
    Please enter your name here