Kolejne po górkach bieganie

    66

    Kiedy 31 grudnia 1985 roku grupka 64 zawodników (w tym jedna kobieta – Katarzyna Gwiazdoń z Prudnika) kończyła morderczy dystans 20 km, rozgrywany w koszmarnych warunkach (śniegowa breja, w której grzęźliśmy po kostki), mało kto przypuszczał, że ta impreza ma szanse na rozwój. Godzi się przypomnieć, że pomysłodawcą i pierwszym organizatorem Ulicznego Biegu Sylwestrowego w Trzebnicy był śp. Władysław Pałaszewski.

    W następnym roku trasa głównego biegu została skrócona o połowę (rozgrywany był także bieg na dystansie 5 km) i tak już pozostało. Dzieło Władka Pałaszewskiego przejęli Jurek Lewandowski, a potem, aż do dzisiaj Janusz Pancerz. Stopniowo rosła sława trzebnickiego biegu, głównie dzięki ciekawej, urozmaiconej i niełatwej trasie, a także wspaniałej, sportowej atmosferze. Nasz Bieg Sylwestrowy łączy w udany sposób bieganie wyczynowe na najwyższym poziomie z rekreacją biegową, którą uprawiać może niemal każdy. Stąd na starcie spotykają się wytrawni mistrzowie i ci, dla których pokonanie dystansu 10 km, często w warunkach zimowych jest prawdziwym wyzwaniem.

    Liczba uczestników biegu, przybywających nawet z odległych stron stale rośnie, ale to co zdarzyło się w tym roku przeszło najśmielsze oczekiwania. Na kilkanaście dni przed biegiem zgłosiło się ponad 1150 osób i organizatorzy zostali zmuszeni do zamknięcia listy uczestników. Inaczej trudno byłoby zapewnić odpowiednie warunki startu olbrzymiej rzeczy biegaczy.

    Cieszy fakt, że wśród uczestników znajdzie się spora grupa trzebniczan (w ubiegłym roku 70 osób) i mieszkańców naszego powiatu. Z pewnością  sporą role w popularyzacji tej formy sportu odgrywają comiesięczne Leśne Przedbiegi, w których punktuje się zarówno najlepszych, jak i najwytrwalszych.

    Trasa tegorocznych biegowych zmagań  ulicami Trzebnicy jest w tym roku chyba trudniejsza niż poprzednio. Biegamy dwa pięciokilometrowe okrążenia, których kulminacyjnymi punktami są wzniesienia na ulicach: Mostowej i Teatralnej (po raz pierwszy w historii biegów). Na, ale cóż – „góry są po to, by je zdobywać”, a każde wzniesienie nie tylko, że kiedyś się kończy, ale najczęściej ma drugą w dół prowadzącą stronę. O tym warto myśleć wylewając na podbiegu siódme poty.

    Poza tym są jeszcze widzowie, którzy gorącym dopingiem potrafią dodać sił omdlałym ciałom. A ponieważ kibice też mają niełatwo, bo muszą marznąć, zachęcam do współpracy.

    Proszę także o sportowy doping dla naszych gości, dla wszystkich tych, którzy przedostatnie godziny starego roku postanowili spędzić u nas, na trasie sylwestrowego biegu.

    Życzę wiec sukcesu wszystkim, tym którzy debiutują i tym, którzy biegają stale. Szczególnie zaś pozdrawiam swych kolegów – weteranów biegu: Darka Zajączowskiego z Trzebnicy i Edwarda Kaszubę z Wrocławia. Spotkajmy się raz jeszcze na naszych pagórkach.  I niech zwyciężą najlepsi.

    ODPOWIEDŹ

    Please enter your comment!
    Please enter your name here