Wieś się bawi

    74

    Jadąc drogą ku Świątnikom myślałem: gdyby po obu stronach drogi wyrósł las można by już na wstępie tej relacji umieścić frazę: „Za górami, za lasami zamieszkali ludzi w urokliwej dolinie, a miejscowość nazwali Świątnikami. Nazwę swą wywiedli z tej to racji, że miejscowość odwiedzają władze i obcy od wielkiego święta.” Byłoby to coś z bajki i dzisiejszej rzeczywistości.

    Mieszkańcy wraz z sołtysem pragną aktywizować środowisko, integrować „starych i nowych” mieszkańców. Służyć temu mają imprezy integracyjne. Sobotnią imprezę nazwali piknikiem -festynem integracyjnym. Sołtys Jan Bojekowski oprowadzając nas po terenie imprezy powiedział: – Zaczynamy od atrakcji dla dzieci. Już czekają motocykliści ze swymi wielkimi motorami; straż pożarna z Trzebnicy prezentuje swoje wozy bojowe; bryczka pełna dzieciaków objeżdża wieś; ognisko już płonie, a dzieci przypiekają kiełbaski. Po godz. 20 – tej grać będzie orkiestra. Rozpocznie się zabawa dla dorosłych. Warunki do imprez mamy bardzo skromne. Tu w centrum wsi mamy mały placyk, na którym bawią się dzieci, a młodzież gra w siatkówkę. Do tej rozmowy dołączył się mieszkaniec Świątnik Dariusz Piecha, którego spytaliśmy, jakim sposobem zjechało się tylu wspaniałych motocyklistów. Powiedział: – Są to moi koledzy, razem uczestniczymy w wielu rajdach i imprezach organizowanych na Dolnym Śląsku i w kraju. Ten wspaniały „trojan” zdobył nagrodę i pierwsze miejsce na zlocie krajowym, za wygląd i budowę. Pozostali motocykliści to pasjonaci motoryzacji. Jak widać chłopcy pilnie oglądają te maszyny i zadają pytania….

    Taka impreza jest wspaniała okazją do przeprowadzenia wielu rozmów. Panie Lilia Stępień i Krystyna Mamrot opowiedziały o imprezie zorganizowanej dla tutejszych matek w dniu ich święta. – Za namową naszego sołtysa zaczęłyśmy rozmawiać o zorganizowaniu spotkania wszystkich matek. Wiadomo, że we wsi nie ma świetlicy. Jedynym miejscem jest ten placyk, na którym jesteśmy. Pogoda nie sprzyjała takiemu spotkaniu na powietrzu. Z pomocą przyszedł nam sąsiad, proponując stodołę jako miejsce imprezy. Pomyślałyśmy, że choć to XXI wiek, możemy, jak nasze babcie, zabawić się w stodole. One mogły, to my też.  Posprzątałyśmy klepisko, upiekłyśmy ciasta, sołtys zafundował napoje gazowane i tak z domowymi stołami oraz naczyniami odbyłyśmy wspaniała imprezę. Na zakończenie harmoszka grała, a my tańczyłyśmy…

    W tym miejscu Jan Bojekowski dodał: – Burmistrz przyobiecał nam, że pomoże zbudować świetlicę, jeśli będziemy mieli budynek. Taki budynek jest. Właśnie ta stodoła nadaje się do adaptacji na świetlicę. Trzeba tylko rozpocząć jej wykup. Właściciele godzą się ją sprzedać. Liczymy, że przy tworzeniu nowego budżetu znajdzie się suma, aby rozpocząć całą procedurę wykupu, a w latach następnych na adaptację. Dla nas świetlica to rzecz najważniejsza. Wówczas nikt nie powie, że jesteśmy zapomnianą wsią…

    Na drodze przez wieś spotkaliśmy panie. Od słowa do słowa spytaliśmy; – Dlaczego asfalt kończy się na 100 m od ostatnich zabudowań? Panie śmiejąc się powiedziały: – Bo projektantom i wykonawcom pomyliły się domy, myśleli, że te ostatnie domy to już inna wieś…!

    Organizatorzy za naszym pośrednictwem dziękują Łukaszowi Bojakowskiemu za pomoc w organizacji imprezy.

    PODZIEL SIĘ
    Redaktor Naczelny NOWej gazety trzebnickiej

    ODPOWIEDŹ

    Please enter your comment!
    Please enter your name here