Katastrofa z powodu zaniedbania?

119

Deszcz lunął ok. godz. 4, a już za godzinę murek przygniótł trzy samochody. Tylko jeden z nich mógł odjechać „o własnych siłach”. – Wezwaliśmy policjantów, którzy sporządzili notatki. Rano był też ktoś z gminy, też coś zapisał i sobie poszedł. Do teraz (była godz. 13) nikt się nie zjawił.

– My poszliśmy sami do  gminy, żeby dowiedzieć się, jak uzyskać odszkodowanie, ale tam nikt się nie przejął katastrofą – mówią lokatorzy. –  Poinformowali, że mamy napisać wspólny wniosek o odszkodowanie, ale nic nie mówili o sprzątaniu i zabezpieczeniu terenu. Przecież ten mur od dawna groził zawaleniem się na kogoś. Teraz chyboczące się kawałki betonu też mogą zsunąć się komuś na nogę. Tu się bawią dzieci. Ja nie wiem, czy czekać na rzeczoznawcę, czy zwalić ten gruz na ziemię – powiedział właściciel jednego z uszkodzonych pojazdów.

O godz. 13 sprawdziliśmy w Urzędzie Miejskim, wiceburmistrz Jadwiga Janiszewska o katastrofie niewiele wiedziała. Naczelnik wydziału inwestycyjnego stwierdził, że lokatorzy trzymali tam samochody nielegalnie. – Burmistrz swego czasu proponował im wydzierżawienie tego podwórka, ale nie chcieli. Nie było zgody na parkowanie tam samochodów. Robili więc to bez umowy, na własną odpowiedzialność – powiedział Zbigniew Zarzeczny. Gdy przypomnieliśmy, że mieszkańcy pisali prośby o remont tego murka, stwierdził, iż wprawdzie mur był w złym stanie technicznym, „ale nie groził w mojej ocenie  katastrofą”. – To był żywioł. Spadły bardzo duże ilości wody, ok. 33 mm w ciągu 3 godzin. Po stronie parcia został dociążony grunt i doszło do katastrofy. Mogła się ona zdarzyć w tych warunkach i przy nowym obiekcie.

Nie wiemy, o jakiej zgodzie na parkowanie mówił naczelnik, ale obok podwórka stoi znak zakazu wjazdu za wyjątkiem pojazdów pobliskiego banku i mieszkańców.

Na pytanie, dlaczego do godz. 13 nie zabezpieczono terenu, naczelnik powiedział: – Organizujemy się.

W ciągu godziny teren katastrofy został odgrodzony taśmą.

Wniosek  o remont podwórka mieszkańcy złożyli w listopadzie ub. roku. Prosili w nim o naprawę nawierzchni przede wszystkim dlatego, że w związku z rozbudową przedszkola przy ul. Wojska Polskiego zabrano i odgrodzono łąkę, z której  wcześniej przez wiele lat korzystali i mogły bawić się tam dzieci. Budowa przedszkola spowodowała, że większa część łąki znalazła się w granicach podwórza gminnej placówki. W dodatku prace ziemne spowodowały naruszenie skarpy i podtrzymującego ją murka: „… została przesunięta w stronę naszego podwórka duża ilość ziemi, której ciężar naruszył konstrukcję muru zabezpieczającego, obecnie odchylił się od  od pionu w stronę podwórka i popękał, co grozi zawaleniem, groźnym w skutkach wypadkiem lub uszkodzeniem parkujących tam samochodów. Stan schodów, które prowadzą na jeszcze istniejący skrawek jest tragiczny. Kilka pierwszych schodków praktycznie zupełnie się rozpadło, co uniemożliwia wejście mniej sprawnym osobom dorosłym i dzieciom.” –  pisali lokatorzy 2 listopada ub. roku.

W odpowiedzi burmistrz napisał, że „z przykrością informujemy, że w roku bieżącym brak jest środków na wnioskowane prace remontowe”. Poinformował jednocześnie o możliwości „nabycia terenu podwórka od gminy Trzebnica”.

Mieszkańcy na kupno  nie zgodzili się: – Ten remont pochłonąłby fundusze remontowe wszystkich wspólnot administrujących blokami przy podwórku. W dodatku po okrojeniu to już  nie mogłyby się nie byłoby podwórko, gdzie można by np. suszyć bieliznę i wytrzepać dywan. Tu dzieci już nie mogłyby się bawić. Wąska kiszka stanowi drogę dojazdową do budynków. Pod murem jest kilka garaży i kilka miejsc postojowych. Także fakt, że garaże gmina wynajęła „osobom z miasta” przemawiał za niekupowaniem przez wspólnoty podwórka. Pierwszeństwo do kupna garaży mieliby ich dzierżawcy, a mieszkańcy musieliby zadbać o dojazd do nich i ew. wzmacnianie murku.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here