Biegły sądowy: W Lubnowie zareagowano zbyt późno

201

W procesie Arkadiusza Poprawy, byłego prezesa obornickiego Zakładu Gospodarki Komunalnej, oskarżonego o nieumyślne spowodowanie zagrożenia zdrowia i życia znacznej liczby mieszkańców gminy po awarii w lutym 2007 roku wodociągu w Lubnowie, w ub. czwartek swoją opinię przedstawił biegły sądowy Piotr Jadczyk.

Biegły  stwierdził, że wokół studni w Lubnowie była zbyt mała strefa ochronna od źródeł wody. Powinna ona wynosić ok. 1,5-2 km wokół studni, a nie ponad 100 m, jak było w rzeczywistości. – Pierwsze sygnały wskazujące konieczność rozszerzenia strefy pojawiły się już w 2001 roku – powiedział biegły. Jego zdaniem wyznaczenie tak dużej strefy ochronnej pozwoliłoby na niewpuszczanie na tereny wodonośne zanieczyszczeń organicznych i powolne wypłukanie już istniejących. Jednocześnie biegły przyznał, że w analizach przeprowadzonych przez gminę nie było sugestii konieczności zwiększenia strefy ochronnej (nie została ona zwiększona do dziś – przyp. A.B.)

Kolejną przyczyną wystąpienia katastrofy, na którą wskazał biegły, było niedostateczne odkażanie wody. Jego zdaniem dawki podchlorynu sodu nie były skuteczne. – Jednak – stwierdził Piotr Jadczyk – nie ustalono z jakiego powodu. Mogło być też tak, że chlor reagował z amoniakiem, co powodowało zmniejszenie wolnego chloru w wodzie.

W takim wypadku, jak podkreślił biegły, zwiększenie dawki środka dezynfekcyjnego nie zmniejszyłoby skażenia bakteryjnego, a spowodowałoby zwiększenie w wodzie ilości rakotwórczych produktów reakcji chloru z amoniakiem.

Biegły stwierdził, że zmiana technologii odkażania wody z podchlorynu na dwutlenek chloru była spóźniona.

Po wyjaśnianiach biegłego Arkadiusz Poprawa oświadczył, że zarówno on, jak i urząd gminy zlecili sporządzenie opinii, które jednak nie wskazały jednoznacznie źródła zanieczyszczenia terenów wodonośnych. – Ponieważ na tym terenie była kiedyś bukaciarnia i gnojowicę rozlewano na okoliczne pola, nie można było wykluczyć że właśnie one są przyczyną skażenia wody związkami azotu i pojawienia się bakterii kałowych – powiedział. Jego zdaniem, w takim wypadku zwiększenie strefy ochronnej nie zmniejszyłoby zanieczyszczenia wody.

Jednocześnie podkreślił, że gdy został prezesem ZGK, były już gotowe plany budowy stacji uzdatniania wody i z przyczyn ekonomicznych było niecelowe przeznaczanie środków na urządzenia do dezynfekcji, które w nowej SUW nie mogłyby być wykorzystane.

Piotr Jadczyk został poproszony o sporządzenie opinii, gdy okazało się, że poprzednia została przygotowana przez specjalistę, który przeprowadził ekspertyzę nie mając wszystkich dokumentów.

Sędzia Tomasz Krawczyk zapowiedział rychłe zakończenie sprawy, ale zwrócił się jeszcze do obornickiego ZGK o schemat organizacyjny zakładu oraz zakres obowiązków prezesa oraz kierownika wodociągów.

Przypomnijmy, były już prezes Zakładu Gospodarki Komunalnej oskarżony jest o to, że w wyniku zaniedbań w eksploatacji wodociągu sprowadził na jego użytkowników, czyli mieszkańców znacznej części gminy Oborniki Śląskie, zagrożenie dla zdrowia i życia. Akt oskarżenia stwierdza, że zagrożenie nastąpiło w okresie od 1 lipca 2005 do końca listopada 2007 r., czyli od momentu zatrudnienia się obecnego prezesa do czasu uruchomienia stacji uzdatniania wody w wodociągu lubnowskim.

Prezesowi ZGK grozi kara do ośmiu lat więzienia.

Nazwisko i imię oskarżonego podajemy za jego zgodą.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here