Żeby nie było szarych dni

62

Swój wolny czas poświęcają na pomaganie innym i jak mówią, robią to bezinteresownie. Raz lub dwa razy w miesiącu jeżdżą do hospicjum w Będkowie, gdzie spędzają czas z chorymi.

Na co dzień chodzą do żmigrodzkiego Zespołu Szkół im. Jana Pawła II, mają po kilkanaście lat, są uczniami gimnazjum i liceum. Ich wspólnym celem i pasją jest niesienie pomocy potrzebującym. Są zaangażowani w wiele projektów, a każde z zajęć wykonują już po lekcjach.

Kasia: – Zaczęłam pomagać, ponieważ uważam, że jest to bardzo dobry sposób na spędzenie wolnego czasu, miło jest, gdy ktoś się cieszy, że może z nami porozmawiać. Np. kiedy jedziemy do Będkowa to te osoby się uśmiechają, że jesteśmy i nie musimy nic więcej robić. To jest właśnie ten powód. Monika: – To daje mi motywację do tego, że być może ktoś mi też kiedyś pomoże.

60 wspaniałych

W tej chwili Szkolny Klub Wolontariatu skupia sześćdziesięciu chętnych, którzy spotykają się systematycznie podczas przerw i ustalają plan działania. Ze względu na tak dużą liczbę oraz na różny stopień wrażliwości każdego z wolontariuszy, podzielono ich na grupy. Jedni chodzą do przedszkola pomagać maluchom, inni odwiedzają pacjentów szpitali, wychowanków Środowiskowego Domu Samopomocy Społecznej „Pałacyk”, jeszcze inni jeżdżą do hospicjum w Będkowie: – Na początku było trudno, jeździłam wcześniej do domu starców i jak tam widziałam osoby chore, to psychicznie źle wpływało to na mnie. Teraz jeżeli częściej jeździ się do hospicjum, to da się do tego przyzwyczaić i raczej jest to dla mnie normalny widok. Jadąc tam, wiem czego mam się spodziewać, mnie już ten widok nie przeraża – powiedziała Kasia.

Do stałych zajęć grupy należy wykonywanie masek karnawałowych i kartek świątecznych. Udało im się zorganizować koncerty charytatywne, podczas których zbierali pieniądze dla chorego ucznia. W okresie przedbożonarodzeniowym zorganizowali zbiórkę paczek z żywnością i artykułami chemicznymi dla najbardziej potrzebujących uczniów. Kiedy na dworze jest ciepło organizują ogniska dla wychowanków „Pałacyku”, raz lub dwa razy w miesiącu odwiedzają pacjentów w Będkowie.

Babcie i dziadkowie

Odwiedzanie podopiecznych będkowskiego ośrodka nie jest zadaniem łatwym. Chorzy, którzy tam trafili znajdują się w ciężkim stanie. Zadaniem wolontariuszy jest niesienie ulgi w cierpieniu. Czasem wystarczy pomoc w jedzeniu posiłków, a czasem przeprowadzenie zwykłej rozmowy. – Bardzo dużo osób chce jeździć i odwiedzać pacjentów w Będkowie. Mamy ograniczone możliwości, w busie możemy zabrać tylko 7 osób, zawsze mamy komplet. Jeżeli z powodów losowych wolontariusz musi rezygnować z wyjazdu, to zawsze znajdzie się inny na zastępstwo – dodaje Anna Suseł jedna z opiekunek koła. Pani Anna wcześniej prowadziła szkolne koło wolontariatu w Prusicach, wtedy uczniowie przystąpili do programu edukacyjnego „Szkoła bez przemocy”, w ramach którego odwiedzali pacjentów hospicjum, szpitala, domu opieki społecznej.

– Wydaje mi się, że naszym głównym zadaniem jest to, żeby ich szare dni wypełnić kolorem. Bawimy się z nimi, śpiewamy piosenki. Wiadomo, że dni w szpitalu są ciągle takie same, monotonne, więc chcemy wprowadzać w nie coś innego – dodaje wolontariuszka Kasia. Przed spotkaniem z chorymi uczniowie odbyli rozmowę z psycholog pracującą w ośrodku. Przygotowywała ich na spotkania, obejrzeli także  film o pacjentach.

Jedna z uczennic, Martyna opiekowała się panem Ryszardem i bardzo się do niego przywiązała. Kiedy udała się razem z kolegami na przedświąteczne spotkanie, dowiedziała się, że pan Ryszard zmarł. Bardzo to przeżyła, nawet kiedy ze mną o tym rozmawiała nie potrafiła ukryć emocji, płakała. Teraz, jak twierdzi jeździ do wszystkich pacjentów. – Kiedy po raz pierwszy przyjechaliśmy do hospicjum przyszła pani i zapytała się, czy ktoś chce odwiedzić osobę, która nie mówi. Na początku się wahałam, a potem pomyślałam spróbuję – powiedziała Martyna. Pomimo niepełnosprawności pana Ryszarda  wytworzyła się między nimi się silna wieź, doskonale się rozumieli.

Pomoc po szkole

– Nauczyciele są wyrozumiali – mówią wolontariusze. Kiedy ich proszą o przełożenie kartkówki, bo  popołudnie spędzili na odwiedzinach pacjentów, nigdy nie robią problemów. Na pytanie, jak godzą naukę ze wolontariatem, odpowiedzieli: – Nie trzeba szukać wolnego czasu, jak się chce coś zrobić, to czas się znajdzie.  Żeby pomagać nie musimy z niczego rezygnować – dodaje Kasia. Partycja, inna z wolontariuszek, od dziecka lubiła opiekować się dziećmi: najpierw młodszym bratem, potem kuzynkami. Teraz regularnie odwiedza żmigrodzkie przedszkolaki: – Dzieci bardzo się cieszą, jak nas widzą, poznają nas i wołają za nami ciocie. Pomagamy przedszkolankom w prowadzeniu zajęć, bawimy się z dziećmi, organizujemy im kreatywne zabawy, czytamy bajki, wymyślamy gry. Czasem nie możemy iść grupą do przedszkola, z powodów losowych, wtedy organizujemy coś na własną rękę, np. w domu malujemy kartki, czy zbieramy dla przedszkolaków książki.

Za swoje osiągnięcia zostali nagrodzeni: najpierw otrzymali I miejsce w ogólnopolskiej akcji edukacyjnej „Szkoła bez przemocy”, zdobyli nagrodę w konkursie fotograficznym, a niedawno za osiągnięcia na polu społecznym kapituła żmigrodzkiego Smoka Sukcesu wręczyła im statuetkę.

 -To satysfakcja, że ktoś zauważa to co my robimy – mówi Patrycja, :- Nagrody są krótkotrwałe, a uśmiech ludzi, którym pomagamy jest ważniejszy – dodaje Martyna. Jednak ich zdaniem najbardziej wartościową nagrodę otrzymali właśnie teraz; statuetka smoka jest dla nich motywacją do kolejnych działań, ponieważ widzą, że są dostrzegali na polu lokalnym. Na pytanie czy praca w wolontariacie coś w nich zmieniła, odpowiadają: – Inaczej się patrzy na pewne rzeczy. Podam taki przykład: kiedyś jak byłam w sklepie i była w nim jakaś starsza pani, to nawet nie zwróciłabym na nią uwagi. A teraz wystarczy, że jak spotkam kogoś starszego, to powiem „dzień dobry”, uśmiechnę się i widzę, że ta osoba odwzajemnia uśmiech i jest szczęśliwa. Robię teraz takie proste gesty – mówi Kasia.  – Codziennie pomagam i uśmiecham się do osób samotnych, bo wiem że to pomaga – dodaje Martyna.

Na korytarzu szkolnym znajdują się dwie gabloty z informacjami o prowadzonych działaniach, dodawane są  zdjęcia. Coraz więcej osób przystaje i zainteresowaniem czyta o pracy wolontariuszy. – Cieszy nas, że dostrzegają nas inni, np. uczniowie ze szkoły z Barkowa liczą na naszą współpracę. Pytają się, w jaki sposób mogą nam pomóc. Przed naszym wyjazdem do Będkowa pomalowali nam kartki, które zawieźliśmy pacjentom, zbierają dla nas nakrętki – opowiada Anna Suseł. Opiekunki dodają, że gdyby nie systematyczna pomoc ze strony dyrekcji, która nieodpłatnie oferuje im busa na wyjazd do Będkowa oraz starosty, który cały czas mówi o zadaniach wolontariuszy, nie poradziliby sobie.

W sobotę w programie TVN-u Uwaga został wyemitowany reportaż o wolontariuszach ze Żmigrodu i Prusic. Zachęcamy do obejrzenia relacji na stronach internetowych programu.

 

List Martyny, jednej z wolontariuszek, który publikujemy za jej zgodą

Zakrzewo 24.11.2010 r.

Kochany Święty Mikołaju !

Mam na imię Martyna i jestem uczennicą II klasy gimnazjum w Żmigrodzie. Chociaż mam już czternaście lat, to jednak nie przestałam wierzyć w Ciebie. Wiem Mikołaju, że spełniasz prośby tylko grzecznych dzieci. Ja zapewniam Cię, że przez cały czas  staram się służyć radą i pomocą innym ludziom najlepiej jak tylko potrafię. Zdaję sobie sprawę, że masz teraz sporo pracy, więc krótko opowiem Ci o mojej pracy, planach na przyszłość z nią związanych, a także marzeniach.

Wolontariuszem jestem od rozpoczęcia nauki w gimnazjum. Na początku uczestniczyłam w szkoleniu przeprowadzonym przez panią psycholog, którego celem było zapoznanie z prawami, obowiązkami i kodeksem etycznym wolontariusza Następnie wzięłam udział w warsztatach, przeprowadzonych przez przedstawiciela Wrocławskiego Centrum Wspierania Organizacji Pozarządowych. Miały one na celu lepsze przygotowanie uczniów do pracy na rzecz osób potrzebujących.

Pamiętam, jak bardzo bałam się pierwszej wizyty w hospicjum, ponieważ dwa lata temu pożegnałam tam ukochaną osobę. Wujek był dla mnie właściwie przyjacielem, czasami jedynym punktem oparcia. Przez długi czas nie mogłam pogodzić się z jego śmiercią, choć szczerze mówiąc ukrywałam to i byłam bezradna. Odczuwałam lęk z powodu wyjazdu do tego miejsca bo byłam świadoma, że przeszłość powróci. Zresztą nie byłam pewna, o czym rozmawiać z osobami tam przebywającymi i czy w ogóle one przyjmą chęć naszej pomocy. Okazało się, że mój stres był zbędny. Pacjenci przywitali nas serdecznym i szczerym uśmiechem. Wzbudziło to we mnie motywację i dumnym krokiem weszłam w mury żółtego i tętniącego przyjaźnią oraz nadzieją budynku. Widząc radość wszystkich chorych wiedziałam, że wujek cieszyłby się tak samo. Słowa patrona mojej szkoły Jana Pawła II utwierdziły mnie w przekonaniu, iż. życie o tyle ma sens, o ile potrafię dać innym cząstkę siebie w postaci dobrego słowa, rady, uśmiechu. Chorych,  przebywających w Ośrodku Medycyny Paliatywnej i Hospicyjnej w Będkowie odwiedzam co najmniej raz w miesiącu. Staram się podziękować pacjentom i złożyć im najserdeczniejsze życzenia z okazji „Andrzejek”, „Mikołajek”, „Świąt Bożego Narodzenia”, „Dnia Chorego” oraz „Walentynek”, „Dnia Kobiet” czy „Wielkanocy”. Wraz z pozostałymi członkami Szkolnego Koła Wolontariatu przygotowuję inscenizacje, przedstawienia, koncerty, ogniska, słodkie poczęstunki, organizuję kwesty i zbiórki. Często czytam też książki lub gazety pacjentom. Mam czas, aby wysłuchać każdego z nich, a nawet wspólnie pomilczeć, potrzymać za rękę. Widok bardzo chorych, ale uśmiechniętych osób jeszcze bardziej mobilizuje mnie do działania. Sprawia mi to wielką przyjemność, czuję się potrzebna. Zdobywam również sporo nowych doświadczeń i umiejętności. To przy nich uczę się rozumienia sensu życia, pokory, wyzbywania się zbędnego pośpiechu, wyrozumiałości, cierpliwości i wielu innych postaw, o których zapomina się w życiu codziennym.

Czas w hospicjum spędzam w miłej, przyjaznej atmosferze, pełnej życzliwości, zrozumienia i autentycznej radości. Uwielbiam wszystkich, którzy tam mieszkają. Jedną z takich osób jest pan Ryszard, do którego zwracam się jak do własnego dziadka. Staruszek nie mówi, ma chorobę Alzheimera. Przychodząc do niego widzę, jak jego twarz promienieje, co mnie bardzo wzrusza.. Czasami napisze mi jakąś wiadomość na kartce, ale widzę, że to męczące, więc zmieniam temat. Zadaję wtedy takie pytania, na które może odpowiedzieć skinieniem głowy. Za każdym razem, kiedy tam jestem mam dla niego mały podarunek, na przykład kwiatka, czy nasze wspólne zdjęcie, które teraz wisi nad jego łóżkiem. Boję się, że któregoś dnia tam pojadę, a jego już nie będzie. Przy naszym ostatnim spotkaniu, kiedy nie chciał  iść na ognisko i siedziałam z nim w świetlicy powiedział, że coraz bardziej niedołężnieje. Z trudem opanowałam łzy i powiedziałam, że wcale tego po nim nie widać. Nasze każde pożegnanie kończy się łzami. Mogłabym siedzieć z moim kochanym dziadkiem jeszcze dłużej niż zawsze.

Jak wygląda moja praca w Szkolnym Kole Wolontariackim poza pomocą w hospicjum? Wspieram Fundację Hospicyjną zamawiając dwumiesięcznik hospicyjny i inne przedmioty. W szkole uczestniczę w zbiórce nakrętek na wózek inwalidzki dla ucznia naszej szkoły oraz w koncertach charytatywnych. Przed każdą uroczystością Wszystkich Świętych udaję się na cmentarz, aby posprzątać zaniedbane groby oraz teren wokół pomnika upamiętniającego więźniów byłego obozu pracy. Pomagam w organizacji turniejów sportowych Szkole Specjalnej z Żmigrodzie. Biorę też udział w spotkaniach z podopiecznymi Środowiskowego Domu Opieki Społecznej, wspólnie wykonując kartki i dekoracje świąteczne, pomagając w organizacji zabaw. Tam ludzie również zawsze witają nas z radością.  Każdego roku aktywnie działam na rzecz XVIII Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Często też udaję  się do przedszkola, żeby nauczyciele tam pracujący chociaż na chwilę odetchnęli od słodkiego, ale głośnego wrzasku maluchów. Czytam im wtedy bajki, organizuję gry i zabawy, a podczas karnawału pomagam wychowawcom włączyć do wspólnej zabawy liczne grono rozbrykanych przedszkolaków na ich balu przebierańców.

 Poza szkołą również staram się pomagać innym. Moja sąsiadka przechodząc udar nie miała siły chodzić. Jej spacery ograniczały się do przejścia mieszkania. Chodziłam więc jej na zakupy, wynosiłam śmieci, sprzątałam w domu. Na początku byłam tym wszystkim skrępowana, nie rozmawiałam z nią dużo. Później jednak zrodziła się między nami więź, dzięki której spędzałam z tą starszą kobietą sporo czasu. Rozmawiałyśmy o moich zainteresowaniach, szkole i moich przyjaciołach. Oglądałyśmy również zdjęcia z jej dzieciństwa, szkoły i dorosłego życia. Niestety, moja kochana sąsiadka zmarła kilka miesięcy temu. Jak sam widzisz, praca wolontariusza nie jest łatwa, ale za to bardzo przyjemna i satysfakcjonująca. Kiedy ukończę już szkołę nie zamierzam rezygnować z wolontariatu. Pisząc kiedyś e-maile z panem z Fundacji Hospicyjnej dowiedziałam się, że wszędzie jest potrzebna pomoc, trzeba tylko umieć  ją znaleźć. Pierwszym krokiem będzie zgłoszenie się do dyrekcji hospicjum. Jestem pewna, że tam dostanę kolejne wskazówki. Marzę o tym, bym była postrzegana jako osoba chętna do pomocy i pragnąca w zamian tylko szczerego uśmiechu. Jestem szczęśliwa i wiem, że mogę liczyć na wsparcie ze strony rodziny i przyjaciół. Mam nadzieję, że w dobry sposób przedstawiłam Ci to, czego przez długi czas nie potrafiłam zebrać w słowa. Jestem w stu procentach pewna tego, co robię.

|Mam marzenia, które Tobie na pewno uda się spełnić. Nie chcę nic dla siebie. Mam wszystko, co mi potrzebne. A więc proszę Cię, aby osierocone dzieci zaznały wreszcie szczęścia i zapomniały, jakie krzywdy wyrządził im los. Chcę, aby osoby przebywające w hospicjum codziennie ktoś odwiedzał, bo wiem, jakie to dla nich ważne. Chcę, żeby wszyscy byli szczęśliwi tak jak ja teraz. I wiesz co? Jednak chcę, abyś coś dla mnie zrobił. Obdaruj mnie taką siłą, jaką masz w sobie. Chcę dzięki Tobie być indywidualnym towarzyszem chorego podczas ciężkiej drogi przez chorobę. Pragnę też być Świętym Mikołajem, spełniać marzenia i dzielić się miłością.

Z pozdrowieniami

Martyna

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here